3.02 Trochę wysiłku kosztowało zorganizowanie imprezy ŻEGLARZA ROKU 2011, ale udało się. W salonach RZECZYPOSPOLITEJ spotkali się żeglarze jak rok temu, by uczcić laureatów konkursu, a w szczególności Gutka. Nie pierwszy to dla niego zaszczyt i nie ostatni, ale należy się. Poniżej oficjalna, choć mało oficjalna relacja z imprezy:
Uroczystość wręczenia statuetek laureatom konkursu ŻEGLARZ ROKU 2011 otwarła pani redaktor Ewa Usowicz pełniąca funkcję zastępcy Naczelnego RZECZYPOSPOLITEJ. Gazeta w kolejnej edycji wzięła na siebie patronat medialny i udostępniła lokal.
Potem mikrofon przejął Krzysztof Baranowski i „prowadzenia nie oddał aż do końca”. Przedstawił zacne Jury wzbogacone o dwóch laureatów z poprzedniego konkursu – kapitanów Radomskiego (Czarny Diament) i Barańskiego (Fryderyk Chopin).
Następnie kolejnym nominatom szklane statuetki wręczały następujące osoby:
Ali Pichiewicz, wyróżnionej za samotną żeglugę i rejsy antarktyczne – Natasza Caban, samotna żeglarka, Radkowi Kowalczykowi – „niezniszczalnemu” samotnikowi z TransAtu – Robert Uklański, członek Rady Fundacji Szkoła pod Żaglami, Edwardowi Zającowi, samotnemu żeglarzowi bałtyckiemu - – redaktor RZECZYPOSPOLITEJ Krzysztof Kowalski, Henrykowi Widerze, wokółeuropejskiemu samotnikowi – Ziemowit Barański, Bronisławowi Radlińskiemu (Solanusem wokół obu Ameryk), a raczej jego przedstawicielowi Antoniemu Bigajowi – Jerzy Radomski. Sam Radliński w tym czasie odbierał podobne zaszczyty w Bydgoszczy i na tym pewnie nie skończy.
Główną nagrodę honorową czyli tytuł ŻEGLARZA ROKU 2011 otrzymał za samotny rejs dookoła świata Ryczącymi Czterdziestkami i II miejsce w regatach Velux 5 Oceans Zbigniew „Gutek” Gutkowski z rąk redaktor Ewy Usowicz.
Nagroda specjalna musiała trochę poczekać, bo laureat nieco się spóźnił. Piotr Kulczycki (firma armatorska 3Oceans) otrzymał ją z rąk sponsora imprezy Piotra Orwaldiego (Orvaldi Power Protection) z krótkim uzasadnieniem – za uratowanie Fryderyka Chopina z „brytyjskiej niewoli”.
Imprezę ubarwił skrzypcowy występ Henryka Widery, który delikatnie zaczął Bachem, a potem postawił wszystkich na nogi czardaszem Montiego.
Było dużo żeglarskich dyskusji, świetny catering i doskonałe wino włoskie wydawane aż do ostatniego gościa.
Wielkie zainteresowanie wzbudził model brygu pod intrygująca nazwą Fryderyk Chopin 2 projektu Tomka Głowackiego z Nowej Zelandii wystawiony przez Sponsora, zapewne dla pobudzenia dyskusji .
 |
| Model POLONII czyli FRYDERYK CHOPIN II |
23.01 Wszyscy kapitanowie się mylili sądząc, że Schettino sztrandował ratując ludzi. "Nikczemnik" Schettino nic nie zrobił, by ratować ludzi. W momencie rozprucia burty woda zalała maszynownię i spowodowała blackout, jak również wyłączyła napęd główny i mechanizmy sterowe (typu schottel). W efekcie bezwładny kadłub sam wytracił prędkość, a pólnocno-wchodni wiatr napierając na wielką powierzchnię nawiewu obrócił go na kontrkurs i z prędkością 2 węzłów zaczął spychać na brzeg. COSTA CONCORDIA sama wybrała miejsce postoju, jednak dość niefortunnie, bo na półce skalnej, z której ma szansę ześlizgnąć się w głębię przy każdej większej fali (lub po odciążeniu jej przez wypompowanie paliwa).
Parę mapek ściągniętych z prasy włoskiej do obejrzenia w sąsiednim artykule.
21.01 Wczoraj w "Faktach po faktach" miałem okazję, by przez 14 minut snuć przed Anitą Werner hipotezy dotyczące katastrofy COSTA CONCORDIA. Chyba nic nowego nie powiedziałem (oprócz informacji sprzed 3000 lat jak Egipcjanie oceniali odległość od brzegu). Gdy słucham wypowiedzi innych kapitanów to tylko potwierdzają moje przypuszczenia, że kapitan Schettino świadomie wybrał manewr sztrandowania - niestety kiepsko trafił na skaliste, nierówne dno i przechył statku uniemożliwił właściwą ewakuację.
Agnieszka Pietruszka wraz z fotografikiem Andrzejem Wiktorem (robił mój portret do "Samotnego żeglarza") otworzyli w piątek w Zamku Ujazdowskim wystawę pt. "Dekalog wartości". Zamieścili tam niezwykłe portrety 12 osób które "niczego już udowadniać nie muszą", a obok ich portrety wewnętrzne czyli życiowe credo. Co naplotłem pani Agnieszce zamieszczam obok, natomiast portret jest z cyklu "stary czlowiek...".
14.01 Imię CONCORDIA w żegludze zapisuje się fatalnie już po raz drugi. Dwa lata temu utonął żaglowiec kanadyjskiej Szkoły pod Żaglami, gdy po wielu latach służby polskich kapitanów postawiono na komendzie kapitana amerykańskiego.
Wczoraj w nocy COSTA CONCORDIA, olbrzymi pasażer z czterema tysiącami ludzi na pokładzie, wjechał na skalistą włoską wysepkę Giglia przechylając się na prawą burtę. Ludzie w panice skakali do wody, są ofiary śmiertelne. Gdy jednak wstał świt i ewakuacja była zakończona okazało się, że na wystającej, lewej burcie, widać długie rozdarcie poszycia. Może to wskazywać na wcześniejsze rozprucie dna na poprzedniej mieliźnie - jest po drodze taka wysepka Ischiaola - a następnie szukanie mielizny, by statek bezpiecznie osadzić na dnie. I to jak najbliżej jakiegoś portu. Pech chciał, że dno wokół Giglia jest wszędzie skaliste, a porcik maleńki.
10.01 Prosiliśmy uczestników Szkoły pod Żaglami, prosiliśmy ich rodziców i poprzez nauczycieli przypominaliśmy, że zależy nam na autentycznych wspomnieniach młodzieży potrzebnych do różnych publikacji. Okazuje się że żądamy zbyt wiele - żadnego oddźwięku. Nawet ta uczennica, która obiecała pisać do mnie listy z podróży (ewentualnie za cenę postawionych lodów) ani nie miała czasu (i , jak twierdzi, możliwości) by listy wysłać, ani później umówić się na lody. Rejs się skończył i urwały się kontakty.
A przed nami kolejna edycja i piętrzące się trudności - z armatorami, ze sponsorami, z patronatami. Czy nie lepiej dołączyć do Owsiaka i zająć się dziećmi potrzebującymi opieki, a nie inwestować w zdrowych i inteligentnych, którzy i tak przeżyją? Nie potrzebują do tego oceanu.
08.01 Byłem na nartach startując w zawodach instruktorów seniorów ( z raczej średnim wynikiem), kiedy rozdzwoniły się telefony, by komentować sytuację GEMINI 3. A ja nic nie wiem!
Dziś, już po powrocie, byłem w TVN24 i wiedziałem prawie wszystko, choć ciągle nie wiedziałem, co siedzi w głowie Romana. Na pewno wielkie rozczarowanie, ale i chęć dalszego bicia rekordu - od nowa, od kolejnej jesieni.
Jestem przeciwny biciu rekordów na morzu, instynktownie czuję, że morze takich wyczynów też nie lubi. Ale rozumiem Romana - to jego zawód i musi bić rekordy, by zarobić na życie.
Trzymałem kciuki za powodzenie tego rejsu i dalej bedę trzymał - niech tylko dopłynie. To dobra promocja dla żeglarstwa. Ale patrząc na zachowanie mediów odnoszę wrażenie, że lepiej gdy zdarzają się katastrofy, zniknie z pola widzenia samotny żeglarz czy połamią się maszty niż jakieś żeglarskie przedsięwzięcie dobiegnie szczęśliwego końca. Bo przecież Szkoła pod Żaglami zakończyła udatnie rejs z młodzieżą, która była na ustach wszystkich, gdy łamały się maszty - ale gdy spokojnie wrócili do kraju po szczęśliwie zakończonym rejsie - nikt już się nimi nie zainteresował.
2012
31.12 Na stronie Romana prowadzonej przez navsim widać ślad jego konkurenta, który od Przylądka Horn prowadzi na zachód. Jak on to zrobił, gdy w tych okolicach przeważają wiatry z ćwiartki zachodniej? W roku 1988 o tej porze roku halsowaliśmy POGORIĄ przez dwa tygodnie nie mogąc się przebić na Pacyfik pod przeciwne wiatry. Inna sprawa, że regatowa żyleta chodzi ostro do wiatru, a jeśli ma nowe żagle nie boi się forsować. Czy Romkowi dopisze szczęście, by jednym halsem popłynąć przez Pacyfik? Mało prawdopodobne, ale na Nowy Rok tego mu życzmy.
29.12 Ostatnia Rada Pedagogiczna tego rocznika Szkoły. Cenne uwagi nauczycieli, obietnice dalszej współpracy, plany na przyszłość. Kolejny nabór zamykamy z końcem roku. Dodatkowa konkurencja - podciąganie na drążku, konieczna dla naszego wspólnego bezpieczeństwa (na rejach). A dla umysłów test, który wyeliminuje inteligentnych inaczej, bo jeśli się zdarzają to są utrapieniem nauczycieli i zaniżają wysoki skąd inąd poziom Szkoły. I mniej Karaibów na przyszłe rejsy, bo tam nauka trudniej idzie do głowy.
Codziennie zaglądam na strony dwóch samotnych żeglarzy. Tomasz Cichocki, mimo zepsutych środków łączności, uparcie prze na wschód i minął już Nową Zelandię. Z drugiej strony Roman Paszke jak burza pędzi swoim katamaranem wzdłuż brzegów Ameryki Południowej i lada chwila okrąży Przylądek Horn i ruszy przez Pacyfik kierując się na zachód. Zaczynam się obawiać czy aby się nie zderzą gdzieś na środku oceanu.
17.12 Powrócili wczoraj - uczniowie i kadra Szkoły pod Żaglami. Oficjalne zakończenie, rozdanie świadectw i pożegnania.
 |
| Ostatni wspólny występ |
Młodzież odśpiewała ironiczne kuplety o swoich oficerach i nauczycielach, ale chyba wszystkim było żal, że to już koniec.
14.12 Jurek Kuliński na swojej stronie ładnie recenzuje "Jachting morski". Cytuję go w zakładce "Książki".
Na CHOPINIE ostatni dzień rejsu Szkoły pod Żaglami. W piatek o 18.15 ląduja na Okęciu. Czy przyjdzie ich kto przywitać?
Romek Paszke nareszcie wypłynął. Trzymamy kciuki. Przed nim na kursie zachodnim non stop lub prawie - Chay Blyth (1970) na BRITISH STEEL, Jean Luce van de Heeds (2004) na ADRIEN, Dee Caffari (2006) na AVIVA. Tyle pamietam. Asia Pajkowska (2009) na MANTRZE ASI też pretenduje do rekordu (198 dni). Romek w odróżnieniu od innych płynie na wielokadłubowcu, a to gwarantuje większe prędkosci.
06.12 Na Mikołaja prezent od Andrzeja Bobera, który nie tylko przyznaje się do naszej znajomosci, ale też kwestuje na rzecz nowego żaglowca, o którym nie miałem smiałosci mówić!
WWW.boberzkonfitura.blog.onet.pl
A czy będzie się nazywał POLONIA czy FRYDERYK CHOPIN 2 czy jeszcze inaczej to zależy od inwestorów.
05.12 Jakby wszystko zatrzymało się w miejscu - nikt nie dzwoni (tylko CHOPIN się melduje), nikt niczego nie chce, nic nie udaje się załatwić. W następnym tygodniu może cos sie ruszy.
24.11 Zdążylismy z "Jachtingiem morskim" na Targi i sprzedawał sie dobrze. W tym roku Boatshow jakis skromniejszy - mniej wystawców, mniej gosci. Czyżby sytuacja kryzysowa?
CHOPIN żegluje po małych Antylach, uczniowie na Facebooku chwalą się plażami, palmami i rajskim klimatem, czyli szpanują, ale rodzicom skarżą się, że nauczyciele nie odpuszczają, jest mnóstwo roboty i trzeba się uczyć. Za to wyniki z testu gimnazjalnego lepsze niż przeciętnie w szkołach na lądzie.
Złapana na Targach grypa powaliła mnie na parę dni, a tu sezon narciarski za pasem i treningi diabli wzięli.
11.11 Zanim zeszedłem z pokładu CHOPINA w Santa Cruz nasz operator filmowy Konrad Kwas dał mi dysk ze swoimi zdjęciami i materiałami filmowymi. Zdążył przy tym zmontować całosciowy film, który zamiescił na YouTube:
http://www.youtube.com/watch?v=TxN17YR4aFI
A wczoraj fragment pokazał Paweł Pochwała w Kawie czy herbacie na antenie TVP. Udało się też przemycić zapowiedź książki na Targach BOATSHOW.
8.11Nareszcie koniec prac nad "Jachtingiem morskim". Dostałem na pamiątkę pierwszy wydrukowany arkusz. Być może na Targach BOATSHOW bedzie można obejrzeć pierwsze egzemplarze już (twardo) oprawione. Jest to siódma pozycja w Bibliotece Szkoły pod Żaglami, ale pierwsza oryginalna i pierwsza instruktażowa a nie reportersko-literacka.
1.11 Zbyszek podesłał mi filmik pokazujący, że na pokładzie nie tylko nawiguję.Przypomina mi to sytuację niemieckiego kapitana na ATLANTISIE, który twierdził, że "kapitan nawiguje, a nie tańczy". Został zwolniony, a kiedy zająłem jego miejsce, nie odmawiałem tańca, gdy kiedykolwiek zdarzyła się okazja. Jak trzeba, nie odmawiam by zaśpiewać:
http://www.youtube.com/watch?v=8DP-BButSzk&feature=related
28.10 CHOPIN sobie żegluje wśród Wysp Zielonego Przylądka i zmierza do Praia, stolicy archipelagu, a ja im zazdroszczę. Bo na lądzie pogoda "sztormowa" trafia się i przy pełnym słońcu - jak dziś!
25.10 Ścigamy się z czasem, żeby zdążyć na Targi Boatshow z książką Jachting morski. Rysownik Janek Buczek (skąd inąd znakomity w tym co robi) opóźnił dostawę, niech się w piekle poniewiera, ale genialny składacz komputerowy Marcin Piotrowski nadrabia stracony czas. Drukarnia "Efekt" znana pod kryptonimem NaLubelskiej wypuściła już sześć moich pozycji z serii Bibliotek Szkoły pod Żaglami i jest to dobra wizytówka możliwości tej firmy.
O moich książkach pisze też pochlebnie Nasze Morze przy okazji olbrzymiego wywiadu, który jak żaden inny sięga istoty spraw, którymi się zajmuję. Zamieszczę go jak będę miał chwilę na zeskanowanie.
A piękną kronikę rejsu CHOPINA zafundował nam Zbyszek Bosek na łamach portalu Picasa:
https://picasaweb.google.com/103420330589901525886
Zwróćcie uwagę na portrety załogi - jak autor potrafi fotografią oddać charakter człowieka!
21.10 Zagarnięty wirem spraw lądowych już parę dni szoruję po mieliźnie, zamiast wspominać miłe chwile na morzu.
Wyszliśmy daleko na ocean, byle dalej od Zatoki Biskajskiej, tymczasem nad nami rozbudował się wyż, sztormy sunęły peryferiami (między innymi szalało nad Bałtykiem!), a FRYDERYK CHOPIN w słabych wiatrach halsował na szerokości geograficznej Biskaju - i tak dwa tygodnie. Ale od Porto Santo wszystko się zmieniło i do Teneryfy polecieliśmy z dobrym i sprzyjającym wiatrem.
Między Maderą i Kanarami leży archipelag Selvagem. To ścisły rezerwat, w zasadzie bezludny. Postanowiłem, że zdobędziemy go po cichu, ale na podejściu okazało się, że już tam podchodzi jacht holenderski, który ma potrzebne zezwolenia, a na "bezludnej" wyspie jednak mieszkają jacyś strażnicy i pouczają podchodzący jacht, gdzie kotwiczyć.
Z zaskoczenia nie udało się podejść do Selvagem Grande, ale zrzuciliśmy żagle na trawersie żałując, że nie mamy pozwolenia. W tym momencie odezwała się ukaefka:
- Dużą łódź żaglową (!) zapraszamy na kotwicowisko pod skały, a załogę na wycieczkę.
Okazało się, że na wyspie mieszkają dwie pary strażników rezerwatu, którzy śmiertelnie się nudzą, gdyż wskutek restrykcyjnych przepisów i trudności w zdobyciu pozwoleń, mało kto ich odwiedza.
Przez parę godzin kursowały nasze pontony wożąc młodzież, dorosłych z wizytą, a potem strażników z rewizytą. Trochę się nasi nachodzili i pooglądali różne dziwne ptaki i jaszczurki, a ja z lornetką przy oczach im kibicowałem. Pozwolenie obiecano nam załatwić "po fakcie".
29.09 Długo przed świtem, otuleni gęstą mgłą wysunęliśmy się z portu Falmouth. Przy przylądku Lizard potężne spiętrzenie fal, choć wiatru tak niewiele, że nie ma po co stawiać żagli. Za to prąd niesie nas z dużą prędkością i tenże prąd odpowiada za niezwykłą strukturę fali.
W Falmouth pozostawiliśmy dobrych znajomych stoczniowców i żeglarzy z SORLANDETA. Wieczorem młodziez żegnała ich dyskoteką, a dorośli lampką wina. Miejscowa gazeta WESTERN MORNING NEWS wydrukowała artykuł pt."Triumfalny powrót do Falmouth...".
I o to nam chodziło.
28.09 Drugi dzień w Falmouth - stoimy obok norweskiego żaglowca SORLANDET, na którym płynie Kanadyjska Szkoła pod Żaglami. Wczoraj wieczorem fraternizowała się kadra obu statków zaproszona przez miejscowych organizatorów do restauracji, dziś młodzież miała wspólną gimnastykę poranną. Po południu młodzież będzie rywalizować na łodziach wiosłowych, a dorośli spotkają się przy kieliszku wina na pokładzie CHOPINA - jesteśmy winni podziękowanie pracownikom stoczni, którzy remontowali CHOPINA.
Telewizja angielska ITV nadała wczoraj program z wejścia CHOPINA do Falmouth (pod pełnymi żaglami) przeplatany zdjęciami z zeszłego roku - z połamanymi masztami. Dostałem na pamiątkę płytkę z zapisanym programem, bo na żywo nie miałem okazji.
26.09 Wiatr wcisnął nas w Tor Bay w drodze przez Kanał, ale jeśli uda się okrążyć Start Point - droga do Falmouth prosta.
Załoga coraz bardziej sprawna, łażą po rejach jak małpy. Wszyscy chwalą kuchnię, co może się skończyć nadwagą u tych,co nie łażą po rejach.
19.09. W Kanale Kilońskim na pokładzie FRYDERYKA CHOPINA - jesteśmy ze Szkołą pod Żaglami w drodze na Morze Północne. Wszystko dzięki Piotrowi Kulczyckiemu, który dla firmy 3Oceans kupił żaglowiec, a potem (nie bez wątpliwości) zgodził się współorganizować rejs na Małe Antyle.
Piorowi zależało i zależy na dobrych kontaktach z miastem Szczecin, więc na jego cześć zrobiliśmy pokaz stawiania żagli rejowych na Odrze przed Wałami Chrobrego. Niewiele tam miejsca na manewrowanie takim dużym jachtem, a ponadto nie ma na to zgody odpowiednich władz.
Byłem poprzedniego dnia z wizytą w Stacji Pilotów i w Kapitanacie, gdzie spotkałem niezwykle życzliwych ludzi. Po krótkiej rozmowie zgoda była. TVN24 wykorzystała unikalne obrazki maksymalnie, a i inne stacje też zrobiły dobrą promocję dla żeglarskiego Szczecina.
13.09 Wczoraj konferencja prasowa otwierająca kolejną edycję projektu "Dookoła Świata za Pomocną Dłoń" w tym samym miejscu co dwa lata temu. Życzliwe Muzeum Sportu i Turystyki gościło nas w Centrum Olimpijskim. Wiadomość poszła w świat.
Dziś podsumowanie wielkiej akcji rodziców wypływających dzieci polegającej na zgromadzeniu produktów nie tylko na nasz rejs, który ma trwać trzy miesiące, ale i na dalsze pół roku działalności poza krajem Armatora CHOPINA, którym jest obecnie firma "3Oceans" Piotra Kulczyckiego.
Żaglowiec jest już w Świnoujściu, w naprawie ostatnie usterki. Pojutrze, 15 września mamy go powitać na Wałach Chrobrego. Załoga Szkoły pod Zaglami zjeżdża ze wszystkich zakątków Polski. Może tym razem uda się przełamać fatum połamanych masztów.
17.08 Ryszard Smolarek z Łukowa, ten sam, który funduje mięsa i wędliny załodze CHOPINA, kandyduje do wyższej izby parlamentu. Głosujcie na senatora Smolarka - jeśli już mówimy o kiełbasie wyborczej, to niech będzie w najlepszym gatunku!
14.08 Wystosowałem zaproszenie do Prezydenta RP na uroczyste odpłynięcie ze Świnoujścia.W końcu jest naszym honorowym patronem, a poza tym autentycznym żeglarzem ("szuwarowo-bagiennym" wprawdzie, co wcale nie jest pejoratywne). Był zresztą prezesem Ligi Morskiej, ale już po tym jak Liga Morska nie wyraziła zainteresowania budową brygu... A był to właśnie FRYDERYK CHOPIN. Czy zaszczyci to inna sprawa.
Wypłynięcie w rejs "połamańców", czyli załogi z poprzedniego roku, której należy się dokończenie przerwanego rejsu, powinno zbiec się z ogłoszeniem kolejnej edycji projektu "Dookoła Świata za Pomocną Dłoń". Gimnazjalni drugoklasiści niech się więc szukają jakieś babci, której możnaby pomagać w trudach codziennego dnia oraz trenują bieg i pływanie - to im dobrze zrobi (babci też).
02.08 Miła wizyta u prezesa Zakładów Mięsnych Łuków, Ryszarda Smolarka. O Szkole pod Żaglami wszystko wiedział, tym bardziej, że jeden z naszych "orłów" jest właśnie z tego terenu (dopilnuję, by pisał korespondencje!).
Po wymianie grzeczności i merytorycznej dyskusji otrzymaliśmy zapewnienie, że załoga nie będzie przymierała głodem, bo tak dobrych wędlin i mięs nie robią nigdzie indziej. Kuk na CHOPINIE przynajmniej o tę część zaopatrzenia nie musi się martwić.
Nawet suczka Dzidzi rasy Yorkshireterrier uczestnicząca (mimowolnie) w spotkaniu została obdarowana zapasem karmy na dwa miesiące z góry i po powrocie do domu zweryfikowała swoim wilczym apetytem jakość produktów z Łukowa.
Tymczasem rodzice dzieci uczestniczących w rejsie przejawiają niezwykłą aktywność, by do połowy września zgromadzić wszystkie brakujące wiktuały, a jak się uda, zapewnić zaopatrzenie na dalsze rejsy współorganizatora Szkoły, armatora CHOPINA, firmy 3Oceans.
28.07 Przewodniczący Rady mojej Fundacji tak skomentował nazwę projektu, ktory od dwóch lat realizujemy:
" Dookoła Świata" uważam za pewnego rodzaju symbolikę, bo osobiście nie przewiduję, aby w ramach szkoły na żaglowcu było realizowane pełne kółko. To szkoła dla tych uczniów ma być nauką na ich przyszłość, aby to koło sami sobie zamknęli już jako absolwenci...to przesłanie dla nich, jako absolwentów, że mają to koło zamknąć dalej własnymi siłami, inwencją, kreatywnoscią, a wtedy będzie wiadomo, że poświęcony im czas i nakład pracy nie poszedł na darmo, na czystą konsumpcję i przygodę Każdy z nich ma się wykazać, że to koło potrafi zamknąć, cokolwiek by to miało oznaczać, ale świat u ich stop i Oni dla świata bez granic.
Piotr Orwaldi
23.07 Oto wiadomość agencyjna - wisi w portalach prasowych, więc nie żadna tajemnica:
Żaglowiec "Fryderyk Chopin" popłynie na Martynikę
PAP - Świat
23 Lip 2011, 15:07
23.07. Londyn (PAP) - Armator żaglowca "STS Fryderyk Chopin" firma 3Oceans i Fundacja "Szkoła Pod Żaglami" podpisały porozumienie o wspólnym zorganizowaniu rejsu młodzieży gimnazjalnej na Martynikę w dniach od 15 września do 15 grudnia bieżącego roku.
Jak dowiedziała się PAP, związane z tym koszty wyżywienia, paliwa i opłat portowych wzięła na siebie Fundacja. Statek popłynie tą samą trasą, co w ubiegłym roku.
Ubiegłoroczny rejs został przerwany po tym, jak żaglowiec w wyniku sztormowej pogody utracił oba maszty w odległości około 160 mil morskich na południowy zachód od wysp Scilly i został odholowany do kornwalijskiego portu Falmouth.
Uczestnicy rejsu - łącznie 36 chłopców i dziewcząt - wrócili do Polski autokarem. Obecnie są w trzeciej klasie gimnazjum i będą mogli dokończyć przerwany rejs zgodnie z pierwotnym planem. 15 września wyruszą ze Świnoujścia w kierunku Antyli, zawijając po drodze do Falmouth.
Z Karaibów powrócą do Polski samolotem, a "Fryderyk Chopin" przez jakiś czas będzie komercyjnie wykorzystany na miejscu zgodnie z planami armatora.
"Fryderyk Chopin" przez osiem miesięcy był naprawiany w Falmouth. Remont wykonała stocznia znajdująca się w tym porcie oraz miejscowa firma żeglarska A&P. Wiele prac załoga przeprowadziła we własnym zakresie. Bezpłatnie kadłub statku zbadał Polski Klub Płetwonurków "Waleń" z Londynu, zaś gdańska firma Sail Service ufundowała żagle.
Pod koniec czerwca statek powrócił do Polski. Nadal nierozstrzygnięta jest sprawa odszkodowania dla kutra Nova Spero, który odholował żaglowiec do Falmouth. Armator wpłacił kaucję na poczet pokrycia roszczeń, o których wysokości zdecyduje sąd morski. Umożliwiło to uchylenie aresztu nałożonego na statek.
We wrześniu Fundacja "Szkoła pod Żaglami" ogłosi nabór na kolejny rejs w 2012 roku. Kandydaci z drugiej klasy gimnazjum przez rok muszą wykazać się pracą społeczną i wynikami w sporcie. Pierwsza trzydziestka popłynie na ocean, a reszta otrzyma nagrody pocieszenia w postaci jednotygodniowego rejsu po Bałtyku lub na Mazurach. (PAP)
07.07 Krótka runda po mazursko-warmińskich metropoliach z bagażnikiem pełnym książek. Nieoceniony Zbyszek Bosek, członek Zarządu Fundacji, organizuje spotkania autorskie i wspólnie sprzedajemy książki z serii Biblioteki Szkoły pod Żaglami. Żartujemy sobie, że tak oto rozpoczyna się zbiórka na nowy żaglowiec, co stanie się koniecznością, gdy nie dogadamy się z armatorami CHOPINA lub POGORII.
02.07 Wczoraj od rana do nocy na pokładzie CHOPINA. Nowy właściciel - Piotr Kulczycki, oblegany przez petentów, bo każdy chce się załapać. Nasza kolejka z Ziemowitem Barańskim, dyrektorem Szkoły pod Żaglami, wypadła gdzieś koło godziny 2130, tuż przed wyjazdem w drogę powrotną.
Uzgodnienia optymistyczne - termin 15.09-15.12 dla Szkoły, która doprowadzi żaglowiec na Małe Antyle, bo tam czeka świąteczny i sezonowy zarobek. Zwrot kosztów własnych, ale policzonych ze wszystkim, łącznie z amortyzacją i pracą biura. I wreszcie nasz kapitan, ktokolwiek to będzie.
25.06 CHOPIN już w drodze, za tydzien powinien być w Polsce. Szkoda, że załoga Szkoły pod Żaglami nie doczekała tego momentu: rok szkolny sie skończył i pomysł triumfalnego powrotu się nie udał. Jest nadzieja, że młodzież powróci na jesieni, by kontynuować przerwany rejs.
A jednak nowy Armator rozpoczyna od niezwykłego sukcesu - błyskawicznie uporał się i z oporną stocznią i formalnościami związanymi z aresztem.
21.06 Wiele spraw się wyjaśniło, a ja zostałem zwolniony z tajemnicy handlowej, gdy o transakcji sprzedaży CHOPINA nie mogłem się wypowiadać. A w końcu sam namawiałem obie strony, by się dogadały.
Dotychczasowy armator - Europejska Wyższa Szkoła Prawa i Administracji nie miała (ostatnio) środków na prawidłową eksploatację żaglowca, a awaria masztów i związane z tym nakłady zakłóciły płynność finansowania. Pomoc mojej Fundacji nie wystarczyła.
Nowy armator - 3 Oceans, ma już dwa jachty pod opieką POLONIĘ i WIELKOPOLSKĘ, nie mówiąc o tym, że właściciel firmy ma swój jacht prywatny i zapewnia o dobrej kondycji finansowej swoich paru firm. CHOPIN zyskuje więc opiekuna, który deklaruje duże inwestycje na i pod pokładem. Czy komercyjny charakter tego opiekuna nie wpłynie na charakter użytkowania to się jeszcze okaże.
Na razie Szkoła pod Żaglami uzyskała zapewnienie, że będzie mogła skorzystać z żaglowca... ale jak znajdzie dość pieniędzy.
28.05 W Biznes TV obszerny wywiad przeprowadził Krzysztof Turowski zapowiadając "Samotnego żeglarza", ale w EMPiKu piaseczyńskim książki nie widać. Kuba Strzyczkowski zaprosił do radiowej Trójki i podał adres internetowy strony Szkoły. Trzeba bedzie uruchomić automat zgłoszeniowy dla potencjalnych wolontariuszy. Bo przecież w roku 2012 też chcemy wypłynąć na Atlantyk.
26.05 Chyba wiem nieco więcej o strategicznej sytuacji CHOPINA, ale skoro nie mogę powiedzieć, to zacytuję PAP gdzie udziela się kpt. Andrzej Mendygrał:
"Polski żaglowiec Fryderyk Chopin został już wyremontowany, ale wciąż nie wiadomo, kiedy będzie mógł opuścić kornwalijskie Falmouth i wrócić do kraju. Nie został bowiem dotąd uchylony areszt, nałożony przez Sąd Admiralicji
źródło: materiały prasowe
źródło: www.fryderykchopin.pl
Areszt nałożono w związku z roszczeniami właściciela kutra Nova Spiro, który odholował Chopina do portu Falmouth w październiku 2010 roku, gdy podczas sztormowej pogody polski żaglowiec stracił oba maszty w odległości 160 km na południowy zachód od brytyjskich wysp Scilly u wybrzeży Kornwalii.
Remont statku zlecono miejscowej stoczni, a koszty napraw pokrył ubezpieczyciel - PZU. Właściciel kutra chce od armatora (Europejskiej Wyższej Szkoły Prawa i Administracji w Warszawie) 300 tys. USD, co odpowiada 1/3-1/2 wartości statku.
- Wszystko wisi na pieniądzach, które bank w imieniu armatora musi zagwarantować sądowi, zaświadczając tym samym, że statek jest wypłacalny - powiedział kapitan żaglowca Andrzej Mendrygał.
- Analiza trzydziestu podobnych spraw, której dokonaliśmy u Lloyda (Lloyd's Register of Shipping) i sądowe precedensy wskazują, iż holowniki otrzymywały tylko część żądanej sumy. To normalne, że żąda się wiele, a dostaje znacznie mniej - dodał.
Właściciel kutra chce wynagrodzenia z tytułu straconego czasu, zużytego paliwa, zaangażowania załogi itd., ale o jego wysokości przesądzi to, czy akcja ratunkowa zostanie przez sąd uznana za ratowanie życia, czy ratowanie mienia. Wynagrodzenie określi sąd. Załoga polskiego żaglowca nie zna terminu posiedzenia.
Drugą bolączką załogi Chopina jest zatrzymanie przez stocznię A&P pięciu rei w charakterze gwarancji zapłaty ostatniej raty za remont. Według kapitana Mendrygała, armator wstrzymuje zapłatę do czasu powieszenia rei, ale najprawdopodobniej ureguluje należność dopiero z chwilą, gdy statek będzie miał prawo wyjścia z portu.
- Stocznia może założyć reje w jeden dzień. Wówczas w następnych 2-3 dniach załadowalibyśmy co potrzeba i możemy wypłynąć. Statek jest technicznie sprawny i posiada ważne dokumenty. Na pokładzie jest siedmioosobowa załoga, to wymagane minimum - mówi kapitan
- Stocznia może założyć reje w jeden dzień. Wówczas w następnych 2-3 dniach załadowalibyśmy co potrzeba i możemy wypłynąć. Statek jest technicznie sprawny i posiada ważne dokumenty. Na pokładzie jest siedmioosobowa załoga, to wymagane minimum - mówi kapitan.
24.05
Program TVP "Ziarno" postanowił nagrać jeden z sierpniowych programów już teraz i przebrał nieletnie dzieci za piratów, żeby choć w ten sposób popularyzować żeglarstwo. Spróbowałem dostosować się do tego stylu zakładając piracki kapelusz Bractwa Wybrzeża.
A dziś w Biznes TV emisja wcześniejszego nagrania - rozmowa z Krzysztofem Turowskim i prezentacja książek. Skoro chwilowo nie mogę pływać to chociaż na ten temat pogadam.
18.05 Wyszedł z druku i oprawy "Samotny żeglarz". To szósta pozycja z Biblioteki Szkoły pod Żaglami i mam nadzieję, że nie ostatnia. Premiera w EMPiKach zaplanowana na przyszły piątek, 27 maja. w innych księgarniach też pewnie będzie. W razie czego można przez moją księgarnię w zakładce "sklep", gdzie zaraz umieszczę.
17.05 Nic się nie dzieje, nie ma o czym pisać. Tydzień na lodowcu Kaunertal było wypełnione intensywnym treningiem w świetnych śniegowych warunkach.
Z Anglii też nie ma nowych wiadomości - sprawa z rybakami o holowanie CHOPINA toczy się w sądzie brytyjskim. Chodzi o ustalenie należności, gdyż rybacy, gdy dowiedzieli się, że PZU jednak płaci (choć nie za holowanie) podbili stawkę do niebosiężnych wyżyn.
A w Szczecinie Izba Morska rozpatruje wypadek CHOPINA, zeznaje kapitan i II oficer (skąd inąd meteorolog). Moim zeznaniem nikt się nie zainteresował i bardzo dobrze, od tej instytucji wolę trzymać się z daleka.
29.04. Armator CHOPINA poszedł śladem mojej myśli i wstępnie zapytał w Świnoujściu czy chcieliby przejąć opiekę nad żaglowcem. Prezydent miasta zapytał o to radnych w obecności dziennikarzy, a dziennikarze jak to dziennikarze, zwietrzyli sensację zanim do czegokolwiek doszło. I jak znam logikę dziejów to wrzawa prasowa wystraszy radnych, ci nie udzielą poparcia prezydentowi Świnoujścia, a ten rozłoży bezradnie ręce.
Podobnie było w Szczecinie w swoim czasie - CHOPIN stał zaniedbany na Wałach Chrobrego przez prawie dwa lata,a miasto zastanawiało się czy go kupić, podczas gdy tygodnik NIE kpił z władz miasta, że zaniedbują budowę oczyszczalni ścieków zastanawiając się nad żaglowcem. Jeśli dobrze pamiętam tytuł, to brzmiał on adekwatnie do charakteru pisma: "CHOPIN pływa w gównie". Ale poskutkowało - miasto wycofało się z transakcji na dobre i nigdy więcej sprawa CHOPINA dla Szczecina nie wrócila na wokandę.
17.04 Zadzwonił ktoś nieznajomy ze Szczecina, tak z ciekawości, żeby zapytać kiedy CHOPIN przypłynie do Szczecina. Odpowiedziałem uprzejmie i zgodnie z prawdą, że nie wiem. Ale gdybym był armatorem, to pewnie CHOPIN nie przypłynąłby do Szczecina.
Zaczęło się pięknie, gdy Prezydent miasta dzwonił z ofertą pomocy, zaraz po wypadku. Potem wybory minęły, Prezydent został wybrany,a pomoc zmieniła się w kontrakt czarterowy na jedne wakacje. Bo przecież na wakacje CHOPIN już będzie w eksploatacji.
Gdy przyszło do podpisywania kontraktu, okazało się, że miasto już podpisało, ale z armatorem... DARU MŁODZIEŻY.
Nie moja sprawa, nie mój cyrk, nie moje małpy. Ale jednak dwadzieścia lat temu sam wymyśliłem, żeby portem macierzystym CHOPINA był Szczecin. Chyba to nie był dobry pomysł.
07.04 Wczoraj kpt. Ziemowit Barański powrócił z pokładu CHOPINA do Lublina na zasłużony wypoczynek pozostawiając na posterunku kpt. Tomasza Ostrowskiego zwanego "Ostrym". Ostry raportuje, że na masztach wisi już 6 rej czyli połowa.
04.04 Wczoraj przeżyłem sympatyczny najazd telewizorów, którzy postanowili pokazać nasz dom. Jego elegancki wygląd to zasługa Bogusi, ale też i jej strach, że teraz padniemy ofiarą włamywaczy i złodziei. Między nami mowiąc, to nie ma w nim co kraść - no chyba że kosiarkę do trawy.
A dziś ważny moment na pokładzie CHOPINA - wieszanie rej na masztach - jeśli zbyt silny wiatr nie przeszkodzi.
31.03 Dziś kończy się mocowanie lin olinowania stałego na CHOPINIE, przez weekend będzie się naciągało liny ściągaczami, by zapewnić odpowiednią sztywność masztów. Chyba, że utrudni to zapowiadana wichura.
Na przyszły tydzień przewiduje się zakładanie rej.
22.03 Kapitan Ziemowit Barański zameldował z Falmouth, że w dniu dzisiejszym postawiono na FRYDERYKU CHOPINIE oba naprawione maszty. Na razie każdy z nich trzyma się na prowizorycznych sztagach i wantach, ale już rozpoczęto dopasowywanie właściwych lin olinowania stałego.
Przed postawieniem każdy z masztów miał już założone i napięte krojcwanty, dzieki czemu górne części masztów były wstępnie usztywnione i wystarczyło przytrzymać kolumny prowizorycznymi linami, by bezpiecznie ustawić maszty we właściwej pozycji.
Teraz załogę stałą i wolontariuszy pracujących na pokładzie czeka żmudna praca przy zakładaniu lin olinowania ruchomego, w miarę jak przy pomocy dźwigu będą zakładane kolejne reje na swoich miejscach.
Koniec remontu za mniej więcej dwa tygodnie.
20.03 Jutro na CHOPINIE stawianie masztów. W następnej kolejności dopasowanie i mocowanie want i sztagów, potem instalacja rej, które już są przygotowane, otaklowane z przyszytymi żaglami. Wystarczy dźwigiem przytrzymać na właściwym bejfucie i przełożyć zatyczkę.
16.03 Szef Kancelarii Prezydenta RP przesłał oficjalne pismo, że Pan Prezydent Bronisław Komorowski przejął honorowy patronat nad projektem "Dookoła Świata za Pomocną Dłoń". Widać nie wystraszyli się połamanych masztów.
15.03 A jednak bilans Targów bardzo pozytywny, i finansowo i perspektywicznie. Zawarte znajomości mogą okazać się kluczowe dla realizacji przyszłych planów.
O planach nie chcę pisać nauczony bolesnym doświadczeniem, że każde szczere zwierzenie będzie interpretowane opacznie lub wykorzystane nie tak, jakbym sobie życzył.
Remont CHOPINA w Falmouth dobiega końca i chwalić trzeba pod niebiosa PZU, że wycofało się z poprzedniej decyzji. Ale jakie będą konsekwencje opóźnienia dla wszystkich zainteresowanych jeszcze nie wiadomo.
Na Górce Szczęśliwickiej w Warszawie jeszcze leży śnieg - wystarcza mi pół godziny, by sprawdzić czy umiem jeszcze poruszać się na nartach.
04.03 Szkoła pod Żaglami ma swoje stoisko na targach Wiatr i Woda dzięki uprzejmości dyrekcji Murator Expo bez angażowania jakichkolwiek środków.
Wystawiamy książki i wystawiamy się, ale zainteresowanie na razie niewielkie; książek już się nie czyta - jak mówią - a na wystawianie się każdy łasy tyle, że nie na innych wystawiających się.
Za to dużo znajomków i miłych spotkań po latach.
26.02 Ukazała się piąta pozycja z serii Biblioteki Szkoły pod Żaglami - "Dom pod żaglami" - opowieść dwojga rodziców o swoich perypetiach z dziećmi w rejsie rodzinnym na znanym skąd inąd jachcie POLONEZ, o czym zawiadamiam swoich miłych Czytelników. Premiera na Targach Wiatr i Woda (stoisko Szkoły po Żaglami) w Warszawie i w EMPiKach w całym kraju. Sprawdźcie - dobra marynistyka.
25.02 Europejska Wyższa Szkoła Prawa i Administracji, armator CHOPINA, podpisała z moją Fundacją porozumienie, w myśl którego finansowe wspomaganie remontu CHOPINA (które było faktem od dłuższego czasu) będzie rekompensowane przy rozliczaniu kolejnych rejsów Szkoły pod Żaglami. Przy tej okazji uzgodniliśmy formalnie, że kolejny semestr Szkoły odbędzie się w terminie 15.09.2011 - 15.01.2012.
21.02 "Wprost" zamieszcza informację o CHOPINIE i PZU, które pokrywa szkodę - najwyraźniej artykuł sponsorowany, podobne jak onegdaj "Polityka", tyle jednak że wówczas "polityka" PZU była inna.
18.02 PZU zmieniło front. Na konferencji prasowej (zaproszenia oczywiście nie dostałem) ubezpieczyciel przekazał swoją decyzję, że pokryje koszty remontu i holowania związane z wypadkiem FRYDERYKA CHOPINA. Myślę, że Armatorowi poprawił się humor. Szkoda, że tak późno - Armator stracił kontrakty, a dzieci nadzieję na rejs atlantycki i wszyscy dużo zdrowia, a szczególnie Kapitan przejmujący się losem żaglowca.
Wszystkie media podały za PAPem tę informację. Prócz niewielkiej satysfakcji, że racja była po naszej stronie (uwzględniono sytuację pogodową), moja Fundacja musi zaczynać wszystko od początku - zabiegać o finansowanie kolejnego rejsu, namawiać kolejnych wolontariuszy, przekonywać, że wychowanie morskie potrzebne jest polskiemu społeczeństwu. A i tak potem jakiś bubek wypomni ci, że masz "parcie na szkło".
7.02 Wróciłem z Falmouth, gdzie maszty CHOPINA już prawie odbudowane - grot skończony, przy foku zostało już niewiele prac. Teraz zabieraja się do bukszprytu i nad dziobem powstaje dziwna konstrukcja-rusztowanie, która umożliwi pracę na miejscu. Przedstawiciel Polskiego Rejestru Statków czuwa, żeby wszystko było zgodne w formalnymi wymaganiami.
Reje są w komplecie, mimo obaw, że w czasie awarii jedna czy dwie się utopiły; te które były uszkodzone już są naprawione i czekają na pomalowanie.
Po pomalowaniu rej (przed tym dokładne piaskowanie) wejdzie do pracy nasza ekipa, by sukcesywnie uzbrajać reje w brasy, szoty, sztendry i w końcu żagle.
Żaglownia Sail Service (Tadeusz Wójtownicz) dotrzymała słowa - wszystkie żagle naprawione, a które były kompletnie zniszczone zostały uszyte od nowa - wszystko za darmo! Specjalny tranport organizowany przez Fundację dowiózł też liny do obsługi rej i żagli.
Gdy reje beda uzbrojone i żagle przyszyte,a maszty na swoim miejscu - dźwig będzie brał po kolei każdą reję, ustawiał na swoim miejscu, bosman przetknie bolec przy bejfucie, na ktorym reja się obraca oraz umocuje topenanty. I tak dwanaście razy.
Koniec remontu przewidywany na połowę kwietnia.
10.02 Dzisiaj w "Rzeczpospolitej" dodatek ŻEGLARZ ROKU, 4 kolumny poświęcone konkursowi, z czego jedna przeznaczona dla trzech wiernych sponsorów. Wydaje mi sie, że dobra promocja żeglarstwa.
02.02 Miła impreza wręczenia statuetek ŻEGLARZA ROKU 2010 odbyła się wczoraj wieczorem w salonach "Rzeczpospolitej", która patronuje temu przedsięwzięciu.
http://www.zeglarzroku.pl/
Główną nagrodę otrzymał Jerzy Radomski, który przebił Odyseusza (pływał 20 lat) swoim rejsem który trwał 32 lata. Największe owacje odebrał jednak Kapitan Ziemowit Barański (nagroda specjalna) może dlatego, że na sali była obecna spora grupa rodziców, słusznie uważająca, że Kapitan zadbał o bezpieczeństwo ich dzieci, kiedy łamały się maszty na CHOPINIE. Wszyscy chwalili dobre wino sprowadzone z Włoch na tę okoliczność, natomiast kapitan Kowalski skarżył się, że nie dają wódki.
Panowie kapitanowie z różnych stron świata nie mogli się nagadać i ku pewnemu zdziwieniu gospodarzy siedzieli dłużej niż na podobnych imprezach oficjalnych.
- Chyba mają o czym rozmawiać - zauważyła pani Małgosia, szefowa marketingu "Rzepy".
Najdłużej trwała na wachcie Natasza Caban, choć publicznie wyparła się tego, że jest kapitanem.
Nie zawiedli sponsorzy: PGNiG, Orvaldi Power Protection i INCO VERITAS czyli producent Ludwika
24.01 Zaczyna się czas rozliczeń za rok ubiegły. Przyjaciołom i znajomym, rodzicom dzieci i entuzjastom Szkoły pod Żaglami chciałem przypomnieć:
KRS 0000 329 604
to adresat 1% z zeznań podatkowych.
Namawiamy młodzież, by zauważyła obok siebie innych, potrzebujących pomocy ludzi i okazała im pomocną dłoń.Za pracę dla innych nagradzamy tym, co uważamy za najlepsze - morską żeglugą. Moja Szkoła pod Żaglami jest dla tych, którzy chcą przekroczyć ciasne horyzonty egoizmu i wypłynąć na szerokie wody - poznać smak ciężkiej pracy na pokładzie żaglowca nie tracąc przy tym nic ze szkolnego programu. Dzięki morzu i jego walorom kształcimy nowe elity. Jeżeli Ci na tym zależy - pomóż mojej Fundacji, przekazując 1% swojego podatku.
KRS 0000 329 604
20.01 Zamawiamy liny z tworzyw w Bielsku Białej, liny stalowe w Lęborku. Szukamy kauszy, szakli i tych wszystkich drobnych szpejów potrzebnych na pokładzie do stworzenia fałów, brasów, szotów i gordingów. Nie udało się zainstalować sondy we wrześniu, może teraz będzie okazja. Wszystkie te elementy spotykają się w żaglowni gościnnego Tadeusza Wójtowicza w Sail Servisie a Mirek S. ze Szczecina, który w dalszym ciągu chce pozostać anonimowy, rozważa czy uda się podstawić ciężarówkę na kolejny transport do Falmouth. Tymczasem oba maszty już zdjęte i poszły "na warsztat".
11.01 Wczoraj FRYDERYK CHOPIN wszedł na dok w stoczni A&P w Falmouth. Oznacza to początek remontu. Dobra wiadomość dla tych wszystkich, którzy czekają na powrót żaglowca na szlak oceaniczny.
Jak na razie to desperacki ruch Armatora, by jednak sprawę ruszyć z miejsca. Miasto Szczecin obiecuje pomoc, ale umowy jeszcze nie ma. Gdański Sail Service nie tylko wyremontował te żagle CHOPINA, które wymagały naprawy, ale szyje również na nowo te, które uległy całkowitemu zniszczeniu. Fundacja Szkoła pod Żaglami pomaga w uruchomieniu takielunku.
Perpektywa rejsu na drugą stronę Atlantyku odsunęła się do jesieni, ale za dwa miesiące uczestnicy Szkoły pod Żaglami powrócą na pokład, by choć symbolicznie wysunąć dziób (dzioby?) na Atlantyk (Madera,Kanary, Azory) i przyprowadzić żaglowiec do Szczecina.
31.12 Myślałem, że na Nowy Rok bedzie jakaś miła niespodzianka, bo w ciszy gabinetów trwają negocjacje. Ale informacje ciągle skąpe, więc z Rokiem Chopinowskim żegnam się raczej markotnie.
W rankingu żeglarskim wygrywa Jerzy Radomski, ktorego Kapituła Fundacji Szkoly pod Żaglami wybrała jako ŻEGLARZA ROKU. W tym roku zakończył on trzydziestoletni rejs na jachcie CZARNY DIAMENT.
Nagrodę specjalną otrzymuje kpt. Ziemowit Barański, za mistrzowskie manewrowanie w ekstremalnych warunkach walących się na pokład masztów FRYDERYKA CHOPINA. Właczenie silnika w krytycznym momencie i odpowiednie ustawienie żaglowca w stosunku do fali i wiatru spowodowało, że maszty nie padały na pokład lecz na jedną (i tę samą burtę). Groźba przebicia pokładu, jeszcze większych zniszczeń i ewentualnego przedziurawienie dna została tym samym oddalona.
Nie zawiedli sponsorzy: PGNiG, Orvaldi Power Protection i INCO VERITAS producent niesmiertelnego Ludwika.
A Szkoła pod Żaglami wróci znów na morze, prędzej czy później.
A oto co mi przysłała jedna z uczennic - Kasia Kozubal:
http://www.youtube.com/watch?v=LGUE_qzpx1Q
7.12 Sylwek Dulat z załogi ZEWU MORZA sprzed 32 lat przypomniał sobie, że dobrze by było zrobić spotkanie lub rejs wspominkowy w tamtym składzie.
Żaglowca już nie ma, ale dobre wspomnienia zostały. Zgłaszajcie się więc do Sylwka, gdziekolwiek jesteście. Oto adres kontaktowy:
sdulat@interia.pl
 |
| Wydanie polskie |
 |
| Czeskie wydanie |
10.12 Dziś premiera w EMPiKach wznowienia "Drugi raz dookoła świata" w ramach Biblioteki Szkoły pod Żaglami,a przez zbieg okoliczności również w Słowacji, gdzie ma tytuł "Podruhé sólo kolem světa".
To już czwarta pozycja w serii Biblioteki Szkoły pod Żaglami, a będzie jeszcze parę.
05.12 Wczoraj Armator CHOPINA ujawnił na konferencji prasowej uzasadnienie PZU odmowy płacenia za odszkodowanie statku, w którym PZU przyznaje, że ubezpieczenie obejmuje ryzyko związane z pogodą (heavy weather), ale pojęcie to tłumaczy jako "nadzwyczajne warunki pogodowe" tj. wiatr 10 stopni w skali Beauforta, odpowiednia do tego fala itp.
W tym miejscu następuje nieporozumienie, ponieważ w języku angielskim określenie HEAVY WEATHER oznacza po prostu "warunki sztormowe" i dotyczy wiatrów od 7 stopni w górę.
Adlard Coles, klasyk żeglugi w sztormowych warunkach "ciężką pogodę" rozciąga również na wiatry słabsze - od 5 stopni w górę.
Najwyraźniej pracownikom PZU potrzebne jest szkolenie żeglarskie i Fundacja Szkoła pod Żaglami mogłaby się tego podjąć. Wysokość wynagrodzenia ustali się później.
02.12 wieczór - dzwoni telefon:
Sekretarz Generalny Polskiego Związku Żeglarskiego, Zbigniew Stosio, informuje mnie, że PZŻ wymawia PZU, dotychczasowemu ubezpieczycielowi zawodników-żeglarzy, ich dotychczasowe ubezpieczenia i przenosi się do innych ubezpieczycieli. Dotyczy to paru tysięcy żeglarzy.
02.12 Już raz traciłem żaglowiec, który sam wybudowałem. Bank wykorzystał swoją pozycję i zagarnął wszystko, choć zadłużenie dotyczyło jednej czwartej wartości statku.
Było to jak agonia ludzi i marzeń. Statek pełen dzieci ze Szkołą pod Żaglami mieliśmy nieoczekiwanie opróżnić na Karaibach, by oddać norweskiemu nabywcy. O dzieciach i ich oczekiwaniach też wtedy nikt nie myślał. Zabawiłem się w pirata, zmyliłem pogonie i doprowadziłem Szkołę do Polski, gdzie oczywiście zostałem aresztowany. Ale dzieci dokończyły rejs tak, jak to wcześniej z bankiem było uzgodnione.
Ten sam żaglowiec znów przeżywa dramat, choć już pod innym armatorem. Ale dzieci, jak dawniej mają swoje marzenia i nie rozumieją bezdusznego świata dorosłych.
Nikt mnie chyba nie aresztuje tym razem, ale ile wytrzyma serce?
30.11 Armator CHOPINA poinformował mnie, że PZU odmawia płacenia za remont żaglowca, który przez ostatnie 20 lat był w PZU ubezpieczony. To prawda, że nikt z dotychczasowych armatorów nie wymagał jakichkolwiek odszkodowań. Wrecz przeciwnie - nagrywałem kiedyś reklamówkę telewizyjną dla PZU, za którą nie wziąłem ani grosza - tak bardzo cieszyłem się, że mam dobrego ubezpieczyciela. A teraz, dwadzieścia lat później, mimo że nie jestem armatorem, zaproponowałem zmniejszenie obciążeń dla ubezpieczyciela i w ramach Fundacji odtworzenie całego takielunku gratis. Już raz to zrobiliśmy z kapitanem Ziemowitem i wtedy też było za darmo.
26.11 FRYDERYKA CHOPINA przestawiają z miejsca na miejsce, bo przeszkadza, a za każdym razem dorzucają rachunek za pomoc przy cumach. A gdziekolwiek stanie, płaci za postój, jak pełnosprawny statek. Sądzę nawet, że nie dają rabatu za mimowolnie skróconą długość. Z tych 25 dni przymusowego postoju tylko 4 wykorzystano na usunięcie uszkodzonych części masztów i rej. Stocznia A&P Falmouth zapewnia jednak, że weźmie się natychmiast do roboty, gdy otrzyma z Polski potrwierdzenie zlecenia. Tymczasem zima zaczęła się na dobre.
24.11 Zapomniałem jaka dziś data i złożyłem córce życzenia urodzinowe dzień za wcześnie. Prowadząc samochód zasnąłem za kierownicą i gdy obudziłem się po sekundzie jechałem już lewym pasem na spotkanie samochodów z naprzeciwka. Ale zrobiłem zestawienie ofert stoczniowych, oddałem kolejną książkę do druku i przygotowałem projekt rankingu żeglarskiego. Przelałem pieniądze za paliwo dla żaglowca - choć nigdzie nie płynie, ale jego agregaty generują tańszy prąd niż ciągnięty kablem z brzegu angielskiego. Jeszcze muszę przelać zaległe pieniądza za autokar, którym młodzież wróciła do kraju, a kosztuje to czterokrotnie więcej niż dochód ze wspaniałego koncertu na Wybrzeżu, który wspomógł Fundację. Tymczasem zwracam wpłaty za niedoszły rejs karaibski, uczestnicy wspaniałomyślnie pozostawiają część na koncie, które, tak czy inaczej, nieuchronnie chudnie. Życzliwość mediów się już wyczerpała, teraz czas na artykuły krytyczne.
- Pokażcie ten tekst supergwieździe Baranowskiemu - doradza jeden z komentatorów.
No to mam za swoje.
19.11 Kołowrót trwa. Bardzo ładnie zachowują sie rodzice, ktorzy starają się ze wszech miar pomóc, nie bacząc, że powrót na remont do kraju będzie przekreśleniem marzeń dzieci o dalszym rejsie.
Sam podporząkowuję swoje plany remontowi CHOPINA i niepokoję się, że tak długo trwa szacowanie kosztów w angielskiej stoczni, kiedy szczecińska GRYFIA potrafiła to zrobić w jeden dzień.
Tymczasem na pokładzie wre praca - drzewca uporządkowane i oczyszczone, zrobiona inwentaryzacja lin i łańcuchów, szakli i ściągaczy. Robiliśmy to prawie 20 lat temu z kapitanem Ziemowitem, teraz znów na niego trafiło. Mogę śmiało powiedzieć, że los wybrał właściwego człowieka.
08.11 Informacja PAP z Londynu o powrocie dzieci do kraju spowodowała lawinę komentarzy o końcu Szkoły pod Żaglami.
Dzieci muszą wracać, co oczywiste, w sytuacji kiedy inspektor PRS nie zezwala na ich udział w rejsie powrotnym. Zresztą rejs ten ze względu na brak naturalnego napędu (maszty, żagle) jest wielce ryzykowny, gdy na Kanale i Morzu Północnym szaleją sztormy. A lepiej pewnie nie będzie w miarę postępu zimy.
NIe wiemy ile będzie trwał remont żaglowca w Falmouth, ale pewnie nie krócej niż miesiąc. Dlatego rozsądniej jest zabrać brykające na lądzie dzieci i wrócić z nimi do macierzystych szkół,a kiedy żaglowiec zostanie naprawiony, przywieźć je spowrotem do Anglii. Na spotkaniu z częścią rodziców te wszystkie ewentualności omówiliśmy.
Armator wyraża zgodę i chęć wykorzystania załogi Szkoły pod Żaglami na doprowadzenie statku na Karaiby, mimo, że wykroczy to poza planowany czas czyli do 20 stycznia. Koszty tego przedłużenia będą jednak obciążały Fundację.
Nie zrażeni tymi przeciwnościam pragniemy też ogłosić nabór na kolejną edycję Szkoły pod Żaglami na podobnych zasadach (praca dla innych - darmowy rejs + rejsy pocieszenia dla przegranych). Armator FRYDERYKA CHOPINA zgodzi się użyczyć żaglowca na zasadach czarteru, mamy niecały rok by zabrać na to odpowiednie fundusze
07.11 FRYDERYK CHOPIN został dziś wprowadzony do doku stoczni Penndenis. To ta stocznia właśnie przygotowuje kosztorysy i harmonogramy remontu. Czy ubezpieczyciel żaglowca, którym jest PZU zaakceptuje remont w tej stoczni, to się okaże. Miejscowi twierdzą, że nie jest droga, ale tam, gdzie wchodzą w grę pieniądze, zdania bywają różne.
Tymczasem na Kanale i Morzu Północnym szaleją sztormy i ewentualny powrót żaglowca bez masztów i żagli byłby ryzykownym przedsięwzięciem, a już na pewno nie z udziałem młodzieżowej załogi.
Z drugiej strony z Falmouth, gdzie jest ciepło i rosną palmy, jest już tylko krok na ocean i wystarczy "okienko pogodowe", by wejść w ciągu paru dni w inny klimat z korzystnymi wiatrami.
W ciągu najbliższego tygodnia wszystko się wyjaśni.
06.11 Wiele by było do opowiedzenia jak walą się maszty na CHOPINIE, ale media już wykorzystały okazję i nie ma co wracać do wypadków ostatnich dni. Jestem ujęty miłymi reakcjami różnych środowisk.
Młodzież na razie w Penzance mieszka w hostelu (dziś na wycieczce po Kornwalii), wraca do Falmouth w najbliższy wtorek. Mam nadzieję, że do tego czasu bedą znane kosztorysy i harmonogramy stoczniowe.
A dziś spotkanie w Warszawie z rodzicami, będzie okazja poznać nastroje po obu stronach morza.
26.10 Po trzech dniach urozmaiconego pobytu w Plymouth mieli dziś wypływać, a tu jesienna zadyma na morzu. Kapitan rozsądnie wstrzymuje wyjście do czasu, gdy przeciwny wiatr osłabnie, albo zmieni kierunek. Przed nimi Zatoka Biskajska o bardzo złej sławie.
ALMAPRESS po roku zwlekania ruszył ze wznowieniem "Praktyki oceanicznej", gdzie przykłady atronomicznej lini pozycyjnej straciły aktualność. Ściągam więc pospiesznie z Anglii almanach na rok 2010 i będę liczył od początku. Szkoda, że nie sprzedają na rok 2011 - byłaby super aktualność, a liczenie takie same. I nie jest to kwestia efemerydów, gdyż te można ściągnąć z internetu, ale zeskanowania fragmentów odpowiednich stron.
20.10 Odnalazł się CHOPIN na bezmiarze Morza Północnego, właśnie wchodzą w Cieśninę Dover spóźnieni o dwa dni. Dlatego decyzją kapitana rezygnują z wizyty w Cherbourgu, a płyną prosto do Plymouth, gdzie zapewne spędzą weekend.
W drodze dostali w mordę sztorm i trzeba było jednego dnia odwołać zajęcia szkolne. Taki los uczniów w Szkole pod Żaglami.
19.10 Występ w TVN Warszawa o rejsie, sponsorach i Ali Kromce, uczennicy mieszkającej na Ursynowie (chwilowo na CHOPINIE).
I zaraz potem, bez rozmywania makijażu w TVN24 u Jarka Kuźniara, który sobie żartował ze mnie, że wysiadam przed Morzem Północnym, by później, we "właściwym momencie" polecieć na Karaiby. Zdążyłem jednak pochwalić imiennie sponsorów i przypomnieć, że Armator, czyli EWSPA, daje żaglowiec za darmo. O tym, że doinwestowalismy Armatorowi statek nie było mowy, ale sam Armator się dowie i mile zdziwi, gdy zobaczy faktury.
17.10 Dziś od rana w DD TVN prezentacja materiałów filmowych Weroniki i występ jej samej. Bardzo dobrze wypadło i w znakomitym czasie (przed kościołem). Na wizji usłyszeliśmy zapewnienie, że dalsze materiały będą emitowane, gdy Weronika wróci na pokład.
15.10 Wieczorem był dobry film Weroniki sprzed paru lat i próby szantowania. Skończyło się na tym, że musiałem zaśpiewać nieśmiertelną "Babaram'bu". To pokolenie jeszcze nie słyszało ballady o córeczce hawajskiego króla, która powiada: "Riki cziki opum popum...".
Rano wstawałem cicho, żeby nikogo nie budzić, bo na długo przed pobudką. Otworzyłem delikatnie drzwi zejściówki... A tu na pokładzie niespodzianka: cała załoga w pełnym rynsztunku, w zwartym szyku jak do apelu! I kadra i młodzież. Zazwyczaj wyczulony na każdy szelest i szmer pod pokładem i na pokładzie, tym razem dałem się zaskoczyć. Ale zrobiło mi się bardzo ciepło na sercu. Przez cały lot do Warszawy pozostawał miły smak pożegnania.
14.10 Od wczoraj w Stavanger przy reprezentacyjnej kei w centrum miasta po dwóch dniach halsowania po Morzu Północnym. Dwójka dzieciaków nie wytrzymuje, wracają do kraju, ale już na ich miejsce znalazła się rezerwa zaprawiona na POGORII, a przywieziona samochodem przez ojca jednego z nich. Jeden z uczniów zagrożony relegowaniem obiecał solennie poprawę.
Uczniowie szykują w tajemnicy jakąś balangę wieczorną w klasie z okazji Dnia Nauczyciela.
08.10 Lekcje od rana, a po obiedzie sprawdzian ze znajomości lin i żagli, dopiero wtedy można do miasta. Juro od rana zapowiedziane wyjście na morze.
07.10 Znowu sztormowo po wyjściu z Bornholmu. Na trzech żaglach rejowych i trzech sztakslach przelecieliśmy Bałtyk przez noc i Ciesniny Duńskie wraz z Kattegatem przez dzień.
Dziś już spokojnie cumujemy we Frederikshaven. Władze portowe zwalniają tu żaglowce z wszelkich opłat. Dwójka młodych ludzi oświadczyła, że ma już dość i nie wytrzymuje, ale po kilkunastu godzinach zdecydowała, że chyba warto męczyć się dalej. A już myślałem, że będziemy mogli zaczerpnąć z rezerwy, która - jak się domyślam - siedzi na spakowaych workach żeglarskich.
05.10 Wariacka jazda z Gdyni na Bornholm przy wietrze 6-8 stopni B. z prędkością dziesięc węzłów i więcej. A teraz spokój na cumach w Roenne. Wieczorem wypływamy, by wykorzystac resztę tego niezwykłego podmuchu połudnowo-wschodniego, który utrzymywał się cały poprzedni tydzień.
01.10 Wprowadzają się nurkowie ze swoim sprzętem. Butle, sprężarki, olbrzymi ponton - będą potrzebne za 4 miesiące, ale już dziś zajmują miejsce, wymagają ulokowania, obciążają. Ale tam u góry, na rejach, ciągle jest dużo przestrzeni, dzieci to czują i rwą się, by pobalansowac na pertach.
29.09 Sztorm się kończy, ale na jego miejsce nadciągnął ziąb. Wydaliśmy wszystkim ciepłe kołdry. Pieniądze płyną jak woda, zakupy robi kucharz (żywność), mechanik (części i oleje) oraz bosman (liny, farby, materiały ścierne). Kończą się zasoby Fundacji i moje oszczędności, staję pod ścianą, wznoszę oczy do nieba... i nagle - choć jestem niewierzący - zdarza się cud! Wierzowiecki Group z Poznania przelewa środki na konto Fundacji, a Orvaldi Power Protection wykupuje połowę miejsc na karaibskim rejsie rodziców.
Już nie muszę się martwić o kolejny dzień, choć pozostaje zgryzota o kolejny miesiąc (paliwo, porty).
Ale trzeba wierzyć do ostatniej chwili. W najbliższych dniach chcemy wypłynąć, nie bacząc na ziąb i zgryzoty.
28.09 Leje i dmucha. Pod pokładem też zawierucha - lekcje przerywane dostawami żywności, która idzie w tony - wszystko trzeba przerzucic młodymi rękami. Nauczyciele też nie mają łatwo, rozeznajemy sytuację.
27.09 Już na pokładzie, 36 uczniów to liczna klasa. Trzeba mieć współczucie dla tych,którzy całe życie są nauczycielami. Na szczęście tę klasę można wysłać na szalupy lub na marsa czy saling.
Niestety - cały dzień lało i zajęcia pokładowe trzeba było odwołac. Szalupy też bezużytecznie mokły. Ale co się odwlecze...
23.09 Chcieliśmy wydokować CHOPINA i wiemy, że usługa ta kosztuje parę do kilkunastu tysięcy złotych. Gdy więc prominentna stocznia, znając naszą pilną potrzebę, proponuje stawkę w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych, to już sprawa wydaje się dziwna. Inna rzecz, że wcześniejsze pytanie o dok spotkało się w tej stoczni z odpowiedzią, że nie ma wolnego terminu - w tym czasie dok był wolny dzień w dzień. Cóż, reguł "bisnesu" człowiek musi się uczyć całe życie.
21.09 Potwierdzają się moje podejrzenia odnośnie Facebooka. Minęło parę dni od czasu, kiedy otwarłem tam swój profil, zyskałem olbrzymie grono znajomych, którzy zaszczycili mnie prawie 50 wpisami dotyczącymi ich spraw. Być może, gdybym nie miał nic do roboty, włączyłbym się do tej dyskusji, ale wydaje się, że oni wcale tego nie pragną. Po prostu wypowiadają się na swój temat ("to lubię") i na tym koniec.
Natomiast w mojej sprawie (czy też w sprawie mojej załogi) czyli o silniku, który jest pilnie potrzebny na pokładzie, ani mru mru. I to właśnie chciałem sprawdzić, zanim się nie wypiszę z tego niezwykle wartościowego portalu.
16.09 Chocholi taniec trwa. FRYDERYK CHOPIN wraca z długiego rejsu. Trzeba zamówić stocznię, wydokować statek i założyć echosondę. Dobre pytanie - czemu jej tam dotychczas nie było?
Rejs stanowił doskonałą promocję organizatora, ale o Armatorze ani słowa. Być może pieniądze załatwiają wszystko,ale trochę kurtuazji by nie zaszkodziło. Sam się łapię na tym, jakie to staromodne i zapomniane słowo - "kurtuazja".
Wpisałem się na Facebook, żeby zorientować się w czym rzecz. Natychmiast opadła mnie zgraja znajomych lub nieznajomych, którzy chcą się ze mną przyjaźnić. Nie mam nic przeciwko temu, choć zapychają mi skrzynkę mailową. A teraz sprawdźmy jaki użytek z tego medium:
Poszukuję na rejs silnik przyczepny 25KM do pontonu z długą kolumną i sterowaniem ręcznym (rumplem) - pożyczyć na rok lub kupić za 6000 zł.
Ciekawe czy ktoś z moich znajomych zechce się w tej sprawie odezwać.
10.09 Obserwuję zdumiewające zjawisko - rozmawiam z różnymi firmami, ministerstwami, przedstawicielami samorządów, umawiamy się na spotkania, padają obietnice, słowa, zapewnienia. A potem cisza, albo dalszy ciąg rozmów, często projekty umów. I cisza. Czyżby ludzie przestali szanować swoje słowo? A wydawało się, że ministerstwo poważne, prezydent dużego miasta odpowiedzialny, dyrektor firmy na poziomie. Ale łączność zawiesili z dnia na dzień.
W stosunkach międzyludzkich podobnie. Spotykaliśmy się rok czy dwa, zapewnialismy się o wzajemnej sympatii i szacunku i nagle "przyjaciel" znika. Albo już wykorzystał naszą znajomość i nie jest mu do niczego potrzebna, albo się o coś obraził, ale nie powiedział o co. Cisza.
Nie tęsknię za towarzystwem tłumu, co chyba normalne dla faceta, który rok potrafi siedzieć sam na łajbie. Ale dane słowo, czy złożona obietnica skutkuje uruchomieniem wielkiego projektu, który na tych obietnicach się wspierał, a angażuje dziesiątki i setki ludzi, którzy liczą, że projekt się powiedzie, liczą na moje słowo. Czy więc mam zapaść się pod ziemię i zamilknąć jak inni?
03.09 Chyba dobrą kadrę nauczycielską udało mi się zgromadzić i wszystkie przedmioty Szkoły są obsadzone.
Trójka z tej kadry idzie na kurs radiowy GOC (General Operator Certificate), który uczyni z nich zawodowców. Takie bzdurne wymaganie karty bezpieczeństwa FRYDERYKA CHOPINA, by przynajmiej 2 osoby na pokładzie miały taki wysoki certyfikat. Może w dalszej przyszłości też im się przyda.
Tymczasem nasi uczniowie rozpoczęli w swoich szkołach normalny rok szkolny i załatwiają formalności, które pozwolą im następne miesiące "wagarować". Oj, będą to szczególne wagary.
01.09 Jak by na przekór tej przykrości z wczoraj zadzwoniło jedno dziecko, z tejże grupy, z podziękowaniem za danie im szansy. Sa więc i tacy.
31.08 Nie ma łatwo! Chcieliśmy byc dobrymi wujkami i zrobiliśmy miejsce dla paru osób z II semestru, by popłynęły teraz, kiedy płynie I semestr. Znów awantura i inwektywy, dlaczego wybrano kogoś innego,a nie moje dziecko!
Po co ja się tym wszystkim zajmuję?!
27.08 CARITAS POLSKA wchodzi w drugą edycję projektu "Dookoła Świata za Pomocną Dłoń", pierwszą edycję wsparł właśnie swoim patronatem Minister Edukacji ( czy raczej wsparła pani Katarzyna Hall).
24.08 Obiecująca, jak zwykle, wizyta w Górze Kalwarii, gdzie urzęduje dyrektor Andrzej Pawluk. Do niedawna jego firma Inco Veritas wspierała projekt "Dookoła Świata za Pomocną Dłoń" dość dyskretnie, ale skoro dostałem logo firmy i "Ludwika" (tego co do rondla!)
to znaczy, że będzie wspierała bardzo oficjalnie.
Nie pozostaje nic innego jak powtórzyć, że "Ludwik" nie tylko nas wspiera w domach, ale i na pokładach.
 |
| Wydanie IV, ale najładniejsze |
20.08 Wyszła "Droga na Horn", trzecia pozycja z Biblioteki Szkoły pod Żaglami. Drukarnia EFEKT naprawdę się stara i miło wziąć do ręki taką książkę. Pytanie jak się będzie dziś sprzedawała pozycja, której trzy pierwsze wydania osiągnęły niewyobrażalny nakład 400.000 egzemplarzy. Ktoś to kiedyś musiał kupić. Ale czy przeczytał?
15.08 Z uporem walczę każdego dnia, by liczbę postów wiszących na mojej skrzynce, ważnych dla kontynuacji spraw utrzymać na granicy 20. 30 mniej ważnych czy odpowiedzianych ląduje w koszu, z czego wynika, że moim najpoważniejszym zadaniem jest sprzątanie.
W postach przewija się cała działalność żeglarska: przelotnie znajomy żeglarz prosi o poradę, drukarz konsultuje kolejną książkę, rodzice dzieci wyruszających w rejs mają tysiąc problemów i pytań, na które podobno tylko ja znam odpowiedź, jedna telewizja dzwoni, żeby spytać o telefon do Nataszy Caban, druga telewizja chce omówić szczegóły filmu dokumentalnego. Wreszcie czytelnik z Kanady prosi, żeby mu przysłać moje książki z dedykacją oczywiście. Pakuję więc książki w kopertę, nalepiam znaczki i próbuję wcisnąć w skrzynkę pocztową, oczywiście nie wchodzi, a poczta zamknięta.W gruncie rzeczy jestem szczęśliwy,że ktoś chce czytać moje książki...
FRYDERYK CHOPIN przeszedł głęboki remont - nowy pokład, nowe żagle. Ale pozostało wiele szczegółów do naprawienia, wymiana bloków, lin, pomp itp. I teraz okazuje się, że to jest mój największy problem, bo w związku z rejsem jestem najbardziej zainteresowany bezpieczeństwem tego statku. Cieszę się, że bosman ufa, że wszystko zamówię, sprowadzę i zapłacę, ale ja nie jestem pewien czy wszystkim nadziejom podołam.
Do tego wszystkiego Rodzice - entuzjastyczni, chętni do pomocy i nieco bezradni. Założyli swoje Forum, na którym i ja muszę się pojawić, bo pytaniom nie ma końca.
Tymczasem żona woła z drugiego końca domu - A z kim ty tak długo flirtujesz?!
Oto uroki internetu: można korespondować, można pytać, można flirtować, można przelewać pieniądze i można otrzymywać pieniądze. Niestety z tym ostatnim najgorzej.
07.08 FRYDERYK CHOPIN gdzies tam zegluje po Europie, a rosnie lista potrzebnych zakupow i napraw. Siedze pare dni za granica i glowa mnie boli od spodziewanych klopotow.
30.07 Coraz rzadziej wchodzę na tę stronę nie tylko z powodu braku czasu (biegam za sprawami Szkoły), ale również z obawy, że cokolwiek powiem (albo przemilczę) bedzie wykorzystane przeciwko mnie.
Szczęśliwie Laura Dekker, samotna 14-letnia żeglarka, może - za zgodą sądu - wypłynąć w wymarzony rejs. Czy trzeba aż sprawy w sądzie, by wypłynąć? Czy trzeba aż sprawy w sądzie by realizować swoje pomysły? To pytanie również i do mnie, gdy bywaja sytuacje podpadające pod paragraf...
Swoją drogą nawet przemilczenie jakiejś sprawy nie chroni przed komentarzami i plotkami, które ranią osoby - bohaterów tej sprawy.
Z dobrych wiadomości - "Droga na Horn" w druku. To dla tych, którym lektura "zaostrzyła apetyt na więcej"... jak to ujął jeden Czytelników "Szkoły" zamawiając "Zapiski". Czwartą pozycją biblioteczki będzie "Solo na bis".
19.09 Lukratywne oferty ze strony "trunków luksusowych marek" - czy zechce Pan być naszym ambasadorem? Pewnie, że bym chciał, ale z drugiej strony te nieopłacalne projekty z gimnazjalistami... a kapitan z butelką wystającą z kieszeni. Trochę nie wypada. Trudno, jeszcze nie tym razem. Jeszcze mam nadzieję, że gdzieś wypłynę bez pomocy alkoholu.
17.07 Kołowrót zajęć sprawia, że nie mam czasu się nad sobą rozczulać. Odeszła kochanka, zdradził przyjaciel, wyrzucili z pracy, sponsorzy nie dopisują, zawłaszczają moje pomysły, pomijają w nagrodach, obsmarowują w prasie... No może nie wszystkie nieszczęścia prawdziwe ale autorowi kilkunastu książek można wybaczyć, że co nie co zmyśla. Przyda się trochę literatury. A właśnie siedzę nad książką, gdzie wszystko prawda. "Droga na Horn" była parokrotnie wznawiana i przoduje w ilości nakładu. Teraz chcę ją wydać w Bibliotece Szkoły pod Żaglami.
Czekam na ostateczne decyzje w sprawie II semestru, dopinam kadrę na I semestr. Nie znalazłem lekarza z jezykiem niemieckim, ale znalazłem lekarkę z językiem hiszpańskim, która jest też absolwentką filozofii i może wykładać etykę i katechezę. Czy nie za dużo szczęścia?
09.07 Jeszcze raz w Kamieniu - zakończenie Mistrzostw. Pierwsze i drugie miejsce chłopców wzięli Grecy, pierwsza dziewczynka Włoszka. Pierwsza Polka to Zuzia na 15. miejscu, o czym powiedziała mi uszczęśliwiona mama Rybicka, na którą wpadłem w amfiteatrze.
Pogadanka dla uczestników Błękitnych Żagli w wieczornym upale i rozświetlonym namiocie, gdzie nie było widać co się wyświetla na ekranie. Ale przez pół godziny udało się utrzymać zainteresowanie małolatów. W dalszym rzędzie przysłuchiwał się Heinz i uśmiechał tam, gdzie miało być zabawnie. Chyba rozumie po polsku.
05.07 Kamień Pomorski urokliwy średniowiecznymi zabytkami, katedrą, basztą i murami obronnymi, pod którymi rozłożyły się setki Optimistów z całego świata. Bo choć to ME to jednak otwarte i udział bierze Brazylia (wygrywa), Japonia, Nowa Zelandia, Australia, Argentyna i cała Europa w komplecie.
Miałem swoje 5 minut i tu i tam, z burmistrzem przegadałem ewentualną współpracę. Ciekawą rozmowę odbyłem z Heinzem Jurgenem Stutingiem, szefem NIVEA na Polskę. Chwalił się, że ma "Zostań Opti-mistrzem" na półce i co jakiś czas zagląda próbując zrozumieć. Okazało się, że mamy o czym rozmawiać od małych łódek do wielkich.
I znów samolotem do Warszawy na spotkanie wielkich spraw małych ludzi: szkoła Igora nie chce go zwolnić na rejs - nie wystarczyła moja rozmowa z dyrektorem: nie i nie, bo nie! Przepisy, odpowiedzialność, zarządzenia. Jak za daawnych czasów.
03.07 Wypłynęliśmy POGORIĄ na Bałtyk z grupą 14 latków z drugiej 30. eliminacji.
 |
| Rejs pocieszenia na POGORII nie cieszył się nadmiarem wiatru. |
Należał im się II semestr Szkoły, ale na razie tylko "rejs pocieszenia". Świeży wiatr i rzeźka fala rozłożyły prawie wszystkich. Ale już drugiego dnia zmartwychwstanie i dzielne łażenie po rejach.
Pod Karlskroną spotkaliśmy FRYDERYKA CHOPINA i w niewielkim odstępie czasu zacumowaliśmy niedaleko siebie. Rejs CHOPINA dla celów promocyjnych polega głównie na postojach w portach. Dla nas więcej żeglugi i następnego ranka już nas nie było. Krótki postój w Ronne na Bornholmie i wkrótce Świnoujście.
Wczoraj dzień nieco luźniejszy, choć rano w pracy a po południu w Radiowej Trójce u Kuby Strzyczkowskiego wołanie o sponsorów.
Dziś rano, niczym echo tamtego wołania, nasze dzieci - Adrian, Marta i Zuza mówiły na plaży w Sopocie o braku sponsorów, a reporter TVN sentencjonalnie podsumował:
- Może wrócą.
A ja w samolot i do Goleniowa skąd mają mnie zabrać do Kamienia - Mistrzostwa Europy w klasie Optimist. A co ja tam robię? Szukam sponsora.
23.06 W Sztokholmie wystąpienie w ratuszu miejskim (słynna sala noblistów) przed międzynarodową publicznością i prasą więc po angielsku. O FRYDERYKU CHOPINIE który następnego dnia ma wpłynąć i jego kolejnych armatorach. Organizatorem przyjęcia jest Polska Organizacja Turystyczna, która chwali się też innym Chopinem w wykonaniu trio Jagodzińskiego i czteroma gatunkami zup o polskich smakach. O wódce imienia naszego geniusza mówiono tylko w kuluarach. I ja tam byłem, miód wino piłem.
21.06 Zgodnie z zapowiedzią byłem za lewego szotowego na regatach weterynarzy. Ktoś wypatrzył, że obsługuję również prawy szot foka i mi wytknął. Przyznałem, że nawet szotów grota sie imam. Mój syn Jaś, jako sternik, wywalczył 4 miejsce na 44 startujące jachty, ale ja jako taktyk się nie popisałem - zamiast poradzić przytrzymanie przeciwnika zwrotem nad nim poradziłem złapanie go na prawym halsie na mecie. Okazało się, że był jednak szybszy i lewym halsem przeszedł nam parę metrów przed dziobem.
15.06 Kręcę się jak pies za własnym ogonem,a stary mądry kapitan Jaś Stankiewicz pisze:
"Życie! Psiakrew. Myślę, że chciałoby się, by wszystko co daje poczucie spokoju trwało wieczność, ale ludzie na to nie pozwolą. Trzymaj się Krzyś, to nie koniec świata, morze jest zawsze."
10.06 Dwa dni na pokładzie CHOPINA. Remont w istocie dogłębny. Nowy pokład i wszystkie żagle nowe. Silniki i agregaty naprawione. Ekipa pod dowództwem Andrzeja Mendygrała spisała się na medal, choć nerwów nie brakowało.
Wracam do grup eliminacyjnych, żeby zaprowadzić jakiś porządek. Podobno wszystkie dzieci są "nasze" i do tego sympatyczne do bólu. Oto cytat:
Dzień dobry,
nie zamierzam wystawiac na próbę Pana dumy, czy może próżności, o którą dba Pan systematycznie umieszczając na swoich stronach listy od rodziców deklarujących, że ich pociechy tak dzięki Panu dojrzały, tak sie uwrażliwiły, że ach! (że aż możnaby przyznać im odjąć kilka sekund w eliminacjach za troskliwość rodziców). Nie; czuję sie jedynie w obowiązku wytknąć kilka błędów... (tu dłuższy elaborat)
Z poważaniem,
Jedna z Mart, które nie wygrały rejsu
06.06 Ale ciężkie dni! Spotkaliśmy się z młodzieżą w Dęblinie, w Szkole Orląt. Niezwykła gościnnność i sympatyczni ludzie. Należało przprowadzić eliminacje sportowe tej młodzieży, która przez parę miesięcy pomagała bezinteresownie (?) innym. Nie bylismy w stanie wartościować tej pomocy, poprzestaliśmy na oświadczeniach organizacji nadzorujących (CARITAS, ZHP).
A w elimiacjach sportowych przegrali oczywiście zapasieni komputerowcy, a wygrały cherlawe nastolatki, chude ale sprawne.
Jedna z Mamusiek oprotestowała eliminacje, choć córka zajęła dalekie miejsce.
"Niestety widać z tego idea Pana jest szlachetna i dobra jednak droga do realizacji niekskuteczna".
03.06 Weronika Wojnach, mlody operator i reżyser prezentuje nam taką ono próbkę swoich umiejętności. W przededniu Szkoły pod Żaglami na CHOPINIE to bardzo miły prezent:
http://www.youtube.com/watch?v=RByyNwn89pk
01.06 Miło na Dzień Dziecka dostać taką korespondencję:
Bardzo cieszymy się z udziału naszej nastolatki w projekcie. Myślę, że podczas pracy na rzecz innych poznała wielu ludzi niosących pomoc i takich, którzy jej potrzebują. Udało się jej uwrażliwić rówieśników i zmotywować do bezinteresownej pracy na rzecz innych, a dziś to naprawdę niełatwe, jednak z pewnością nie niemożliwe. Okazuje się że wystarczy tylko wzniecić trochę żar tlący się w sercach młodych ludzi, a oni naprawdę potrafią "góry przenosić". Panu to się najwyraźniej udało.
Pozdrawiam
Margarita Jaworska
31.05 Ponuro na świecie, nie tylko z powodu pogody. Tam gdzie ciągle dymi wulkan wygrywa wybory komik. Może by tak coś u nas zaproponować konstruktywnego - satyrycy do władz, a Cichopek na królową Najjaśniejszej?
Jeśli sponsorzy coś obiecywali to jakoś pozapominali. Przyjaciele się przyczaili i się nie odzywają. W środowisku żeglarskim marazm. Czekanie na Godota?
28.05 Przypomina się wdowa po znajomym żeglarzu oferując jacht doskonale wyposażony, na którym mąż już nie popłynie. Jest to morski Bonito 40 (11,42 m). Telefon kontaktowy 697.406.944
25.05 Pytają mnie czy występuję jako kapitan w reklamie polecając pizzę. Zaprzeczam, choć forsa by się przydała. Skojarzenie działa na hasło "panie kapitanie", które woła zgodnie cała załoga i zastanawiam się czy to podobieństwo do mnie jest rzeczywiście przypadkowe?
Jesli wystąpię w reklamie to tylko po to by sfinansować rejs dzieciaków...
A oto co mi pisze pani Beata z Krynicy:
Dziś w wolnej chwili zapytałam swoich szóstoklasistów, co chcieliby robić w przyszłości, a oni na to:"...nic, tylko odpoczywać przed komputerem". Proszę mi wierzyć, że w dzisiejszych czasach chyba coraz trudniej o młodzież, która CHCE coś konkretnego robić, dlatego proszę mi wierzyć, że tym bardziej miło czyta się o tych, którym się CHCE popracować w CARITASie i zapracować sobie nie tylko na dobrą opinię, ale i -mam nadzieję-na coś więcej..., a dopiero potem na Szkołę pod Żaglami. Piękna idea i oby tylko dzieciakom nie zabrakło energii do działania: "z serca" i za "dziękuję", Nagrodę za dobre serce każdy odbierze, albo w Niebie, albo w postaci Rejsu, który z pewnością będzie do końca życia wspominać;)
Pozdrawiam serdecznie Panie Kapitanie
i życzę odwagi do stawiania czoła
wyzwaniom w pracy z młodzieżą;)
Beata
24.05 Eliminacje coraz bliżej - ktoś ma właśnie wycieczkę klasową, więc rezygnuje ze startu do rejsu oceanicznego. Ktoś inny skręcił nogę, ale wystartuje mimo wszystko. Ktoś nie może dojechać, a ktoś inny chce dojechać nawet dzień wcześniej. Potencjalna kadra też ma swoje problemy - z wolnym czasem, ze zwolnieniem, z dojazdem. Ale koszulki już zamówione, umowy podpisane, ostatnie zaproszenia wysłane.
18.05 Głupio się czuję, gdy już nie zasiadam za redakcyjnym biurkiem o 7 rano. Ale basenu nie odpuszczam i od rana jestem na nogach.
Listonosz przynosi naręcza listów z potwierdzeniami pracy społecznej gimnazjalistów. Myślę, że CARITAS powinien być szczęśliwy, gdyż to najczęściej ich wolontariusze.
Sympatyczne spotkanie z potencjalnym sponsorem, którego nazwy nie wymienię, żeby nie zapeszyć. A dziś kolejne.
16.05 Dla przegranych w eliminacjach Szkoły pod Żaglami mam zapewnione "rejsy pocieszenia" dzięki deklaracjom agencji Kubryk (Wojtek Czerwiński), Forsail (Maciek Fornal) i Northman (Krzysztof Ciszewski).
15.05 Tonę w książkach, papierach i śmieciach. Wyprowadzka z "Jachtingu" oznacza bowiem przeniesienie pięcioletniego balastu dokumentów i podręcznych książek z redakcji do domu. Zrobił się zator i mnie już nie widać zza tych wszystkich paczek i pakunków.
Z poczty mailowej również kasuję nadmiar wiadomości, które dla przypomnienia tkwiły całymi dniami, nawet jeśli odpowiedź wysłałem natychmiast, jak to mam w zwyczaju.
13.05 Rozesłałem pożegnalny list - wiele sympatycznych odpowiedzi potwierdzających wzajemną życzliwość. I równie wiele milczenia. Jurek Kuliński sugeruje, żebym ubiegał się o fotel senatora... niedoczekanie!
10.05 Żegnam się z "Jachtingiem" na dobre. 5 lat za biurkiem redaktorskim to jak niezły wyrok. Ale skutki - czytelnik może ocenić sam, a i ja odczuwam dużą satysfakcję. Właśnie wyszedł kolejny numer, co przegapiłem jeżdżąc na nartach na lodowcu Stubai. Jak mi podrzucił anonimowy Moby Dick- żeglarz potrzebuje swobody. A roboty mi i tak nie brakuje, bo "moi" gimnazjaliści są bardzo angażujący, a przed nami trudne logistycznie eliminacje sportowe.
28.04 Miałem wczoraj wykład pod umownym tytułem:
"Kapitan, dyrektor firmy ŻAGLOWIEC"
na plenarnej sesji Kongresu Kadry (Kongres ten to podobno najbardziej prestiżowe wydarzenie w branży HR,a ja dotychczas nie wiedziałem co to HR). Na sali balowej Sheratona dobre towarzystwo, tłumacz w kabinie się męczy, ja opowiadam ludzie się śmieją, bo nie opowiadam o kapitanie-dyrektorze tylko kapitanie-kuku.
Zaglądam ludziom w oczy i widzę, że jedna pani się nie śmieje, co nawet w tak dużej sali jest zauważalne. Po wykładzie podpisuję swoje książki, pojawia się tajemnicza pani, odciąga na bok i mówi, że wzięła sobie do serca mój apel o wsparcie dla projektu "Dookoła Świata za Pomocną Dłoń" i oferuje pomoc...
Dziś wysłałem do niej maila z zapytaniem czy czasem nie był to żarcik ze starego kapitana.
22.04 Kończymy kolejny numer "Jachtingu", dorzuciłem brakujące materiały wśród których recenzja Jacka Kijewskiego sprawiła mi wielką przyjemność, więc ją poniżej przytaczam:
Pod żaglami życie nie zawsze płynie jak w bajce. Zwłaszcza, kiedy trzeba tam pracować, spełniając oczekiwania turystów i armatora, równocześnie nie tocząc wojny z załogą, za to tocząc z niesprawnymi urządzeniami. O czym prawie każdy, kto próbował żyć z żeglarstwa, miał okazję się przekonać.
Jak wybrnąć z takiej próby zachowując opinię fachowca i poczucie humoru opisał kapitan Krzysztof Baranowski w książce "Zapiski najemnego żeglarza".
Książka ta, wydana kiedyś w mniejszym, niż zwykle nakładzie, była też
mniej znana, stąd warto sięgnąć teraz po drugie wydanie, (w ramach
Biblioteki Szkoły pod Żaglami). Koniec "komuny", pokład żaglowca
"Atlantis" z międzynarodową załogą, od Turcji latem po Hamburg w lodach...
...zacząłem czytać wieczorem, skończyłem następnego dnia przed południem.
Ostrzegam zatem - jeżeli nie masz, Czytelniku, czasu, kup coś mniej
pasjonującego.
Jacek Kijewski
Umawiam się na wizję lokalną na terenie przyszłych zmagań sportowych w ramach eliminacji do Szkoły pod Żaglami. Za radą ekspertów (Marcin Siwek) pływanie będzie liczone podwójnie, a bieganie na 400 m nie powinno wykończyć 14-latków, którzy w ramach programu szkolnego muszą biegać 1000 m i więcej. A dla organizatorów to wygoda: dokładnie jedna runda wokół stadionu.
12.04 Teraz, gdy zamieściłem na stronie artykuł o wypadku CONCORDII nasunęła mi się refleksja, że taka jest natura rzeczy - statki toną, a samoloty spadają. Tylko katastrofa lotnicza trwa sekundy i rzadko kończy się dobrze, a statki toną kwadranse, godziny, a czasem całe dnie i nie tylko załoga może się uratować, ale też załoga może uratować swój statek.
10.04 Trzy godziny wcześniej podchodziliśmy do lądowania na lotnisku Okęcie, ale nie było mgły ani drzew w pobliżu. A mimo to ma się niepokojące uczucie czy wszystko się uda.
Nie udało się na lotnisku w Smoleńsku. Taka koncentracja władzy na pokładzie jednego samolotu aż prosi się o zamach. Zapewne jednak błąd pilota, który kosztował życie tylu znanych i znajomych osób.
Prowadzę samochód, słucham radia i łzy same płyną po twarzy.
9.04 Dobiega konca moje wygnanie, brak mi liter z polskimi znakami. Trzeba szukac zapomnianych fotografii do wznowienia 'Drogi na Horn' i rozmowic sie powaznie z paroma osobami.
8.04 Znajomy zeglarz umarl, wdowa zostala z 14 metrowym jachtem. Zostalem poproszony o pomoc w sprzedazy, jak sadze okazyjnej. Szczegoly wkrotce, jesli ktos poszukuje jachtu to tyle moge powieddziec, ze jest to dobra dlugosc kadluba na rejs dookola swiata.
6.04 Ktos mnie tropi po wpisach do dziennika i muszé uczciwie przyznac, ze jestem zagranica jako turysta osiadly w hotelu, ktory to fakt wstydliwie probowalem ukryc. Ale szykuje sie sporo plywania, tyle ze po majowych nartach.
4.04 Miejscowosc nazywa sie Cala Vinas i z kazdego miejsca widac morze. Tyle dobrego.
2.04 Wszelkie święta sa dla mnie katorgą, więc staram się zmykać gdzie pieprz rośnie. Kwietniowy "Jachting" oddany, więc wszyscy mamy trochę luzu, a ja na tydzień znikam na horyzont. Po powrocie czeka moc roboty i niezwykłe propozycje.
26.03 Czasem bywa śmiesznie. Umówiłem się na wywiad do dowódcy Marynarki Wojennej, przez jego sekretariat. Przez telefon, a przez telefon wiadomo z kim się mówi, bo armia każe się przedstawiać. Komandor, który mnie zapisywał był tak miły, że uwzględnił godzinę przyjazdu pociągu z Warszawy. Na wszelki wypadek zostawiłem swój numer, żeby można mnie było powiadomić, gdyby coś się zmieniło. Wczoraj zerwałem się o świcie , wbiłem w marynarkę i elegancki krawat, choć tego na codzień nie lubię. Dzięki rozwiązywanym krzyżówkom podróż upłynęła sympatycznie, dwadzieścia minut przed umówionym terminem pokazywałem swój dowód osobisty w biurze przepustek. I wtedy skonsternowana urzędniczka przecisnęła przez wąskie okienko słuchawkę, żebym na własne uszy usłyszał, że spotkanie odwołane, bo rzecznik prasowy uzgodnił ze mną inny termin, mniej więcej dwa miesiące później. Z przebiegu rozmowy wynikło, że mówi ze mną ten sam komandor, który spotkanie umawiał. Tak czy inaczej mogłem teraz krawat poluźnić, co przyniosło mi znaczną ulgę i pomyśłałem, że oto napisał mi się śmieszny kawałek książki. Ale najlepsze było to, że spotkałem się nieco później z innymi ludżmi i załatwiłem coś, co wydawało mi się nie do załatwienia. Ale to będzie już inny rozdział ale tej samej książki.
23.03 Kadra do projektu "Dookoła Świata..." zgłasza się sukcesywnie. Umawiamy się na obsługę eliminacji młodzieżowych.
Może to nie jest wnikliwa recenzja, ale zawsze miło przeczytać, co pisze Kijewski na Sail-ho:
Chcemy też zwrócić uwagę na nowe wydanie mało znanej powieści Krzysztofa Baranowskiego: "Zapiski najemnego żeglarza".(http://www.krzysztofbaranowski.pl/article_42.php). Mało, gdyż nakład pierwszego wydania nie był tak wielki, jak "Szkoły pod żaglami", a książka jest rewelacyjna. Kapitan wyjeżdża na kontrakt, prowadzić żaglowiec pasażerski. Próbuje utrzymać się pomiędzy żądaniami armatora, pasażerów, załogi i oczywiście morza. Czyta się jednym tchem.
17.03 Chyba zacznę prowadzić kolejne, poufne zapiski, gdyż kryminalna akcja zawiązuje się sama. Niewątpliwie mają w niej udział prawnicy.
16.03 Sprawdzam zadania klasowe (raczej "domowe") młodzieży kandydującej do rejsu. Zaledwie połowa nadesłała wymagane prace. To chyba ułatwi eliminacje, nieobecni nie mają racji.
Przedyskutowałem z harcerzami schemat zawodów sportowych, powróciła propozycja toru przeszkód, basen oczywiście pozostaje. W tej wersji basen, ubranie się, bieg, tor przeszkód. Będę rekomendował trenowanie zakładania skarpetek!
15.03 Minęły Targi,a wraz z nimi debiut "Zapisków najemnego żeglarza". Książka nieźle się sprzedawała.
Pożegnaliśmy Pawła Morzyckiego. Brat Andrzej wybił szklanki, a Jerzy dał komendę do wypłynięcia (w ostatni rejs).Szurawski zaintonował szantę, a Poręba kultową piosenkę "Gdzie ta keja" (trochę fałszywie, ale to pewnie z zimna i ze wzruszenia). Mimowoli każdy z nas się zastanawia jaki sobie zafundować koncert życzeń?
05.03 Andrzej, najwierniejszy orędownik JACHTSMENA i Fundacji zwrócił mi uwagę, że nie wie, gdzie ulokować 1% dla Organizacji Pożytku Publicznego, a przecież nadchodzi pora rozliczeń z fiskusem.
Informuję więc Andrzeja i wszystkich życzliwych:
FUNDACJA SZKOŁA POD ŻAGLAMI KB
KRS 0000 329 604
Oczekiwanie na kolejny numer "Jachtingu", powinien dzisiaj się pojawić. Listy do Autorów już napisane.
Przedwczoraj wieczorową porą zebrało się spore grono znajomych w Czułym Barbarzyńcu na promocji książki Krzysztofa Juszczaka. Legendarna księgarnia okazała się ciasnym, zadymionym lokalem wypełnionym pseudo hippisowską młodzieżą w mocno podeszłym wieku. Ale Krzysztof przejęty i szczęśliwy, a literatura dobra, choć nie w moim stylu.
28.02 Izba Morska na Barbadosie już zajęła się wypadkiem CONCORDII, a ja mam życzliwych informatorów, którzy ze wszystkich stron podrzucają mi nowe wątki. Najciekawszy to nie autoryzowana przeróbka pokładów - ciężkie drewno i gruba warstwa antypoślizgowa na dachach pokładówek. Wiem też jakie klapy były pootwierane, przez które wdarła się woda i zatopiła statek. Chyba coś napiszę na ten temat.
Kandydatom do Szkoły podrzuciliśmy temat klasówki (raczej zadania domowego) w formie Listu do Przyjaciela.
Marcowy numer "Jachtingu" w druku i na chwilę ustało brzęczenie w redakcyjnym ulu.
20.02 Powoli się wyjaśnia sytuacja. Helikopter zawiadomił statki, które pospieszyły z pomocą. Cała załoga (w tym dwóch polskich mechaników) została wyłowiona i ulokowana na 2 statkach. Rozbitkowie dryfowali na tratwach przez 16 godzin (inne źródła podają 18). Warunki były ciężkie - silny wiatr i duża fala. Ale żeby od razu się wywracać? Tajemnicza sprawa.
Żaglowce rejowe,np.barkentyny i brygi, w ciężkiej pogodzie ratują się ucieczką z wiatrem. Istotne jest utrzymanie się w baksztagu na wysokiej fali, dużo miejsca po zawietrznej i dobry sternik. No i, oczywiście, ogranoczona ilość żagli - tylko z przodu - jeden albo dwa marsle.
Pamiętam jak na POGORII gnaliśmy w sztormie atlantyckim wiosną 1989 - sterował najlepszy sternik Mariusz, a ja dawałem komendy na ster stojąc tyłem do dziobu, obserwując nadbiegające fale. To było mocne przeżycie.
POGORIA w stosunku do CONCORDII ma znacznie niższe pokładówki, a w dodatku wpuszczone w pokład.
19.02 Wojtek Jacobson poderwał mnie wiadomością, że kanadyjska CONCORDIA zatonęła u wybrzeży Brazylii. Na sygnał z EPIRB'u przylecial helikopter i znalazł 4 tratwy i ponton...Na razie nikt nic nie wie, nawet w internecie cisza.
14.02 Z pewnym opóźnieniem przeczytałem felieton Waldka Heflicha w "Żaglach", który poddaje w wątpliwość tegoroczne nagrody Rejsu Roku. Szkoda, że wcześniej nie tknął tematu, który rozbił się awanturą na mojej głowie ("Czemu Pan kłamie kapitanie?"). Dobrze jednak, że zajął stanowisko otwarte, by nie popierać krętactwa ("mantryzacji obyczaju"?) w żeglarstwie.
10.02 Tygodniowy wyskok na Atlantyk i ładowanie akumulatorów. Po powrocie jest już nowy numer i ostatnie korekty "Zapisków najemnego żeglarza". Może zdążymy na Targi.
29.01 Oddajemy do druku lutowy numer "Jachtingu", w Poczcie Kapitańskiej "list otwarty" Joasi Pajkowskiej do kłamliwego Kapitana i sprostowanie "samotności" Marty w czasie pamiętnego sztrandowania. Fora dyskusyjne już obie panie żeglarki podsumowały, więc nie ma co się więcej pastwić. Kto chciał znać moje zdanie, może je jeszcze odnaleźć zapisane na tych stronach Mam nadzieję, że są jeszcze żeglarze, którzy to zdanie podzielają.
21.01 Próbuję połapać pogubione nitki wiodące do dystrybutorów moich książek. ALMA-PRESS drukuje wznowienie "Zaczynam żeglować", a co z "Praktyką oceaniczną" dotychczas nie wiem. W każdym razie zaczyna funkcjonować własna księgarnia na rzecz Fundacji.
14.01 JACHTSMEN ROKU 2009 poleciał sprawnie i,jak mówią mi uczestnicy, podobał się. Laureaci dopisali, choć Wielki Konstruktor Zygmunt Choreń ugrzązł na morskich próbach na Adriatyku. Reprezentowała go córka Ania, a wręczał sam Piotr Orwaldi, promotor wielkich przedsięwzięć żeglarskich. W słowie końcowym wspomniał o budowie nowego żaglowca. Czyżby kolejne wielkie przedsięwzięcie?
Podobnie nie doleciał cytowany niżej Andy Lepiarczyk, ale podesłał znajomego i ten statuetkę odebrał.
Nowością był bar pełen niesamowitych drinków na bazie Chopina. Niektórzy byli bardziej zainteresowani barem niż wiadomościami z pokładu CHOPINA.
13.01 Rzeczpospolita bardzo ładnie wywiązuje się z patronatu medialnego. Znowu cała kolumna poświęcona Szkole pod Żaglami.
09.01 Andrzej Lepiarczyk, samotny żeglarz z Vancouver (samotny rejs dookoła świata) nagrodzony w obu rankingach ( II miejsce Rejs Roku, Żeglarz Polonijny JACHTSMEN ROKU 2009) daje obszerny komentarz do swojego wyczynu i innych:
Vancouver, 8 Styczen 2010.
Do Polskiego Zwiazku Zeglarskiego,
Przeszlo rok temu, z Poludniowej Afryki napisalem do moich kolegow z West Vancouver Yacht Club: ....”jak dla kazdego szanujacego sie zeglarza nic nie dostarczyloby mi wiecej dumy niz oplyniecie kiedys obydwu najbardziej znanych przyladkow (Przyladka Horn oraz Przyladka Dobrej Nadzieii)”. Dwa miesiace pozniej, zaraz po zamknieciu mojej petli dookola swiata pomiedzy Saint Lucia i Martynika wyjasnilem dla kolegow, szczurow ladowych, ze ...” Mighty Chicken nie bedzie nawet czescia statystyki”, poniewaz za wyjatkiem pionierskich rejsow, ktore na zawsze maja miejsce w historii, dzisiaj wymowe zeglarskiego wyczynu maja tylko klasyczne rejsy tzn. bez uzywania rowu wykopanego w Panamie, a do ustanawiania recordow sa regaty. Po przyplynieciu do Vancouver, pod namowa mojej zony wyslalem jednak do Groupe Finot email informujac w trzech zdaniach ze na zaprojektowanym przez nich Beneteau Figaro 30 Solo zrobilem kolko dookola swiata. Otrzymane gratulacje z samej gory cytuje w calosci:
“Bravo! Jean Finot.” Koniec cytatu.
Jako sportowe wyczyny ostatnie rejsy Mantry Ani, Mantry Asi i Ta Nasza Polska Ustka zasluguja na tyle samo uwagi ile Jean Finot poswiecil rejsowi mojej Mighty Chicken. Tym niemniej, sa to osiagniecia duzego kalibru. Pomimo wspolczesnych udogodnien, nawigacji satelitarnej i komputerow na pokladzie, do dzisiaj nie wiele mniej ludzi bylo w kosmosie niz samotnie oplynelo swiat. Znacznie wiecej wdrapalo sie na szczyt Mount Everestu. Cala czworka ma wiec powody do dumy. Jestem zaszczycony tytulem Polonijnego Zeglarza Roku. Z podobna satysfakcja przyjalem wiadomosc o otrzymaniu II Nagrody (rownolegle z Natasza Caban) za Rejs Roku. Pierwsze miejsce przypadlo Joannie Pajkowskiej. Po przeczytaniu uzasadnienia decyzji Jury zdjalem czapke, pochylilem nisko czolo i wyslalem Pajkowskiej gratulacje.
Wkrotce, rewelacje jej stron internetowych zaczely mnie intrygowac, potem smieszyc a na koniec irytowac. Nie pojmuje jak tak doswiadczona zeglarka nie parska smiechem stwierdzajac: „Mimo wejścia do Port Elizabeth, nadal podtrzymuję tezę, że rejs mój miał charakter rejsu non-stop, o takim bowiem charakterze rejsu decyduje w głównej mierze sposób przygotowania jachtu i żeglarza na trasę.” Wlosy deba staja! Wynika z tego ze zamiar jest wazniejszy od rezultatu. W przedrejsowej wypowiedzi wyczytalem ze Mantra Asia moze pobic wyczyn Daru Przemysla. Precyzyjnie odnotowany czas rejsu ”198 dni, 0 godzin, 3 minuty” wskazywal ze i ten cel Pajkowska wierzy ze osiagnela. W wersji angilskiej poszla juz na calego piszac ze jej ...”solo and non-stop trip around the world”...”was the fastest Polish singlehanded circumnavigation. The previous record was set in 1980 by Henryk Jaskula on S/Y Dar Przemysla and stands at 344 days”. Arogancja, bezszczelnosc czy jedynie glupota? Podziwiam jej szybki rejs. Zycze sukcesow, ale czapki to juz przed Pajkowska nie sciagam i czola nie chyle.
Rzeczywistosc jest taka ze, po 30 latach rejs Daru Przemysla spelnia cztery fundamentalne wymogi dzisiejszych tranoceanicznych regat Vendee Globe: solo, non stop, przez Horn, a przyjecie jakielkolwiek pomocy nawet na morzu to automatyczna dyskfalifikacja. Nawet gdyby zignorowac kontrowersje zwiazane z Port Elizabeth to w rozkladzie jazdy Pajkowskiej brakuje Przyladka Horn a z czysto technicznego punktu widzenia zeglujac z Balboa do Colon, Mantra Asia nie oplynela nawet swiata dookola. Asia Pajkowska w jakimkolwiek kontekscie z kapitanem Henrykiem Jaskula to niesmaczna groteska.
Miniony rok obrodzil takimi pseudo-rekordami zeglarskimi. Siedemnastoletni, Mike Perham tez mial ambicje pobijania rekordow i rowniez nie w czasie zawodow zeglaskich tylko prywatnie. Wyplywa po rekordy non stop, ale zatrzymuje sie w Casais, Las Palmas, Cape Town, Hobart i Auckland. Jak na mozliwosci OPEN 50 plynie raczej powoli. Zmienia plan. Omija Horn. Plynie przez Paname, ale po powrocie do Portsmouth wrzeszczy na cale gardlo jak Joasia ze tytul rekordzisty mu sie nalezy ze wzgledu na mlody wiek. Marta Szilajtis-Obieglo posunela sie znacznie dalej. Z wielu powodow nie wierze w jej mgliste wyjasnienia ze ..... druga osoba na pokladzie rejsu solo to tylko wizyta kolezanki... ze jacht sie zerwawl z kotwicy u wybrzezy RPA w czasie postoju... ...no i ze ten niefortunny odcinek trasy ambitna zeglarka przeplynela drugi raz bez kolezanki tzn. honorowo. Oczywiscie nie wszyscy doszli do mojej konkluzji. Zamiast klapsa Marta dostala w wyroznienie.
Czy PZZ nie wymaga od swoich czlonkow i laureatow nagrod zadnej etyki? Jakie swinstwo ja zrobilem ze sie w tym towarzystwie znalazlem?
Nataszy Caban, wspol-laureatce II Nagrody Rejs Roku, z przyjemnoscia gratuluje tytulu Jachtsmana Roku i ukonczenia rejsu bez takich numerow.
Pomyslnych wiatrow i stopy wody pod kilem.
Andrzej Lepiarczyk "
W tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego jak zwrócić Srebrny Sekstant z roku 1973.
08.01 No to zrobiła się chryja w Nowym Roku. Asia wysyła kolejne oświadczenie, w którym sugeruje, że nie nazywa się Pajkowska tylko Broomhead, w związku z czym jej wejście do Port Elisabeth było odnotowane według paszportu a nie było podszywaniem się pod jakieś pseudonimy.
2009
28.12 W mojej wsi Solec okresami wyłączają telefon ( a może to awarie), w efekcie czego od czasu do czasu jestem odcięty od internetu. Tymczasem ilość odwiedzin na mojej stronie gwałtownie wzrosła, zapewne wskutek "listu otwartego", jaki Asia usiłuje rozpowszechnić. Nie ma obawy - na moje stronie już wisi, a w "Jachtingu" zawiśnie w lutowym numerze (jeśli Wydawca nie wyrazi sprzeciwu). Co miałem powiedzieć to i tak już powiedziałem, a nie ma we mnie ani zawiści ani złości, że ktoś osiąga sukcesy żeglując w taki czy inny sposób.
18.12 Dopinamy numer "Jachtingu", a w nim kontrowersyjny werdykt Kapituły JACHTSMENA. Nareszcie ruszyla strona Fundacji!
www.szkolapodzaglami.org.pl
12.12 Tydzień unifikacji narciarskiej i spokój wysokich gór, gdy tymczasem w kotle żeglarskim wrze. Strona Szkoły pod Żaglami zablokowana i w przebudowie. Będzie czynna w przyszłym tygodniu, póki co biedne dzieci odbijają się od tego muru, który stworzyła ludzka niechęć. Za wcześnie, by o tym w szczegółach mówić.
3.12 Natasza dopłynęła, nareszcie. Wiem jak to jest, gdy ostatnie mile wydłużają się dwukrotnie. Ale Natasza próbuje pobić rekord czasu trwania rejsu i w tym jest niezwykle oryginalna. I pomyśleć, że nie zdążyliśmy umieścić jej w nominacjach do JACHTSMENA ROKU 2009!
1.12 Łukasz zrobił mi wielką przyjemność, odwracając kolejność wpisów do dziennika. Teraz i ja i moi Czytelnicy nie muszą przewijać tych stron, by szukać wieści najbardziej aktualnych.
29.11 Fundację Szkoła pod Żaglami sąd uznał za Organizację Pożytku Publicznego!
13.11 Duży wywiad w Rzeczpospolitej wraz z patronatem i dalszym wsparciem medialnym:
http://www.rp.pl/temat/390888.html
W radiowej Trójce sprawę wziął w swoje ręce Kuba Strzyczkowski i wydaje się, że razem daleko zapłyniemy.
Wreszcie półtoragodzinna rozmowa nocna w Radio Plus, które okazało się być dawnym Radiem Józef. Jak na takiego grzesznika jak ja to niezłe miejsce, szczególnie, że studio radiowe znajduje się na terenie świątyni.
08.11 Na Targach debiut książki. Poszła nieźle. Po za tym spotkania ze starymi znajomymi.
 |
| Czeskie wydanie |
2.11 Numer listopadowy "Jachtingu" w drodze, a my w drodze na Targi.
Znalazłem u Samosteru swoje opowieści sprzed roku, więc je tu klejam:
Pod tym linkiem trzy filmy z Tawerny za Horyzontem o żegludze w ciężkiej pogodzie i pływaniu na dużej fali.
Książka Szkoła pod Żaglami lada dzień na półce!
06.10 Rodzice przypuszczają szturm, żeby koniecznie zabrać w rejs ich dziecko, choć nie mieści się ani w granicach wiekowych ani nie zaczęło jeszcze pomagać komukolwiek, co jak wiadomo jest podstawą do kwalifikacji na dalszy etap eliminacji.
04.10 Kilkadziesiąt pierwszych zgłoszeń do Szkoły. Do "Jachtingu" coraz więcej reklamodawców mimo kryzysu. Na widnokręgu JACHTSMEN ROKU, będzie awantura z kandydaturami na REJS ROKU!
30.09 Konferencja prasowa Szkoły - "ogary poszły w las" albo "bomba w górę!" TVN24 i Radio PIN przyjęły patronat medialny, ale wiele innych rozgłośni życzliwie traktuje temat. Kazio Robak, nauczyciel polskiego i historii w pierwszych dwóch Szkołach donosi, że echa konferencji trafiły również na Florydę, gdzie mieszka na stałe.
22.09 W Redakcji pracujemy nad październikowym numerem "Jachtingu". Dowcip rysunkowy przedstawia żeglarza siedzącego na bezludnej wyspie, obok zatopiony jacht i podpis "Kapitan ma zawsze rację". Po awanturze z dowcipem z poprzedniego numeru tu również mało kto zrozumie sens, ale przynajmniej nie będzie pyszczył.
20.09 Parę dni w Chorwacji na regatach T4B CUP. Startowało 12 jachtów, najwięcej Bavarii 46. Moja załoga z samych mediów: Jachting, Teleexpress, Radio PIN i TVN, więc raczej połowa zajęta kamerami i mikrofonami.
W pierwszym biegu wyszliśmy na prowadzenie i nie oddaliśmy go do końca (metoda prof.Kneippa). Cóż z tego, skoro pomyliliśmy wysepki i zamiast zasłużonego zwycięstwa zostalismy sklasyfikowani na 6 miejscu.
Ale następnego dnia dwa zwycięstwa i jedno drugie. Potem znowu pierwsze i czwarte. W sumie 1 miejsce w punktacji ogólnej.
Ogladać za sobą na innych jachtach Romana Paszke i Jaro Kaczorowskiego to niecodzienna sprawa. Romek wszystkim tłumaczył później, że jego jacht był krótszy i dlatego nie miał szans. Jaro nic nie tłumaczył, ale jego jacht był rzeczywiście wolniejszy.
Wspólnie wystąpiliśmy w trójgłosie na temat samotnej żeglugi. Ciekawa konfrontacja różnych postaw - ich dwóch zawodowców i moja - amatorska.
Przeraziło mnie stwierdzenie Romka, że grot na jego katamaranie jest tak ciężki (ponad 200 kg), że on sam nie jest w stanie go postawić ani zrzucić. A przecież chce wypłynąć (mimo wszystko) w rekordowy samotny rejs dookoła świata - non stop oraz (jak widać) bez zrzucania żagla.
12.09 Siedzę sam w redakcji czekając na przegląd samochodu. I choć dzieje się coraz więcej, coraz mniej mam ochotę się zwierzać na tej stronie. Przesąd, uprzedzenie, czy przekonanie że "licho nie śpi"?
31.08 Koniec wakacji odczuwalny na drogach.
Holenderska uczennica Laura Dekker postanowiła w wieku 13 lat opłynąć samotnie świat i pokazać co potrafi tym wszystkim starszym paniom (i panom), którym się wydaje, że zjedli wszystkie rozumy świata, pokończyli jakieś uczelnie, a nawet zdali egzaminy kapitańskie przed komisjami Polskiego Związku Żeglarskiego. Laura zapewnie nie wie, że nie wszyscy zdali, bo teraz kapitana dostaje się w Polsce „za wysługę lat”, ale ona urodziła się na wodzie, od maleńkości pływa, przy rodzicach zdobyła olbrzymią praktykę, a nawet samotnie wykonała „rejs kwalifikacyjny” z Holandii do Anglii i powrotem.
Rodzice wspierając córeczkę wyrazili zgodę, ale poczynili tę nieostrożność, że poprosili szkołę o zgodę na dwuletnią karencję i indywidualny tok nauki, jaki u nas przysługuje wszystkim wybitniejszym sportowcom. Dyrekcja szkoły nie okazała zrozumienia dla morskich pasji (choć to podobno Holendrzy) i zadenuncjowała do ichniego rzecznika praw dziecka, a ten wystąpił do sądu o odebranie rodzicom praw do ich dziecka.
Awantura przetoczyła się przez całą Europę i dotarła do Polski. Jako weteran, który zjadł zęby na rejsach samotnych (to tylko taka przenośnia!) zostałem wezwany do dwóch telewizji, gdzie zostałem nagrany, a następnie zmanipulowany jako facet straszący niebezpieczeństwami na morzu i dopiero w trzeciej stacji pozwolono mi powiedzieć, bo szło to na żywo, że ja popieram dziewczynkę, nawet gdyby to była moja córka, co bardzo zdziwiło panią prowadzącą rozmowę. Nie popieram jednak rejsów organizowanych wyłącznie dla bicia rekordów.
Dalszy ciąg felietonu "Rekordzistki" należy przeczytać w kolejnym "Jachtingu".
17.08 Słońce dopieka, blada skóra swędzi. Ale jest czas pomyśleć co robić w najblizszych miesiącach. Jeszcze dwa dni na plaży, potem wir spotkań.
16.08 W tym calym zamieszaniu wylądowałem na Krecie, ale nie na morzu tylko na plaży (na biczu). Ot marny los żeglarza. Dorwałem się do internetu na chwilę, żeby sprawdzić jak się miewa nowy portal:
www.szkolapodzaglami.org.pl
Chyba miewa sie dobrze, czas wypełnic go treścią. Najwazniejszy punkt to MUSTEROLA czyli lista zalogi. Wojtek pracuje nad mechanizmem automatycznego zgloszenia i odpowiedzi.
02.08 Czas na kosztorysy, ciekawe skąd pieniądze? Na razie dzięki drukarni "Efekt" (NaLubelskiej) papier firmowy i plakat za darmo. Późnej biblioteczka Szkoły pod Żaglami powinna zacząć się sprzedawać.
30.07 Brak czasu na zwierzenia. Dziś ozalidy sierpniowego "Jachtingu". Plakat akcji prawie gotowy. Stowarzyszenie Przyjazna Szkoła proponuje współpracę.
13.07 Na POGORII poleciały 3 maszty. Za jednym zamachem. Zapewne urwała się jakaś lina, typu wanta lub padun, a w masztach korozja od wewnątrz podgryzła ścianki. Ale to przypuszczenia. Tymczasem cztery stacje telewizyjne i dwie radiowe zdążyły mnie przepytać, co tam się wydarzyło i jak ja się z tym czuję.
A ja się czuję świetnie wiedząc, że nikomu nic się nie stało, a POGORIA dostanie nowe maszty. Tyle razy myślałem, że maszty polecą kiedy patrzyłem na kiwające się patyki, gdy żaglowiec dziobał krótką falę...
Były regaty i kapitan forsował żaglami. Sam bym tak robił, żeby regaty wygrać. Bosman na pewno wielokrotnie sprawdzał mocowanie lin. Ale nie zawsze widać, gdzie wcisnęła się słona woda lub wykrystalizował metal. Chyba tzw. czynnik ludzki tu nie zawinił. Awaria mogła przytrafić się każdemu.
04.07 Pogrzeb morski Janki Bielak z pokładu POGORII, niezwykłe przeżycie na wodach Zatoki Gdańskiej. Syn Aleksander miał przygotowane prochy w drewnanej kasetce i po prostu wysypał do morza przy przejmujących dźwiękach trąbki. Potem posypały się kwiaty...
Kilkanaście lat temu z tego samego miejsca (śródokręcie) wysypywałem prochy mojej matki do Głębi Gotlandzkiej. Dyskretnie, w środku nocy, bez kwiatów i akompaniamentu.
Czasy się zmieniają. Podobno jest już ustawa, będzie można się rozsypywać. Elwira zna już wszystkie szczegóły i pyta czy mam ochotę. Odpowiadam - może jeszcze nie teraz.
Miłe spotkania z admirałami Dyrczem i Brągoszewskim, a także z Markiem Klebanem, dyrektorem STAP.
25.06 Projekt nazywa się "Dookoła świata za pomocną dłoń" i jest przeznaczony dla 14-latków czyli uczniów I klasy gimnazjum. Za rok mają szansę popłynąć ze mną (lub z innym kapitanem) w daleki rejs. Wstępny warunek eliminacji - pomoc niesiona innym. Harcerze i tak to robią, więc przystąpili z radością, Caritas wie komu pomoc potrzebna, więc też zaaprobował.
A dokąd popłyniemy? Może Gwadelupa, a może Grenada, Martynika czy Wyspy Dziewicze? Będzie czas doprecyzować marzenia. Jeśli ktokolwiek oprócz mnie ośmiela się marzyć!
10.06 Rejs czarterowy z Alicante z przyjaciółmi na Formenterę i Ibizę na jachcie Gibb Sea 43. Jeszcze czegoś takiego nie było, niemałe pieniadze zapłaciłem, żeby robić coś, za co inni biorą pieniądze. Słusznie powiedział kiedyś prezes pewnego banku, że nie mam głowy do interesów. Ale, mimo wszystko, ja jeszcze pływam, a tego prezesa już dawno zdjęli.
01.06 Zapisałem 5-letni prawie blog na dysku i odłożyłem do lamusa. To tak, jakbym zaczynał nowe życie. Uruchamiam SZKOŁĘ POD ŻAGLAMI w nowym wcieleniu, tym razem z harcerzami i Caritasem.
31.05 Najwyższa pora coś zmienić.