Szukaj na stronie    
   
· O sobie · Jachty · Rejsy · Książki · Filmy ·  Wywiady · Publicystyka · Oferta · Kontakt · Dziennik · Poczta butelkowa ·
Dziennik pokładowy
 
Untitled Document

19.09 Lukratywne oferty ze strony "trunków luksusowych marek" - czy zechce Pan być naszym ambasadorem? Pewnie, że bym chciał, ale z drugiej strony te nieopłacalne projekty z gimnazjalistami... a kapitan z butelką wystającą z kieszeni. Trochę nie wypada. Trudno, jeszcze nie tym razem. Jeszcze mam nadzieję, że gdzieś wypłynę bez pomocy alkoholu.

17.07 Kołowrót zajęć sprawia, że nie mam czasu się nad sobą rozczulać. Odeszła kochanka, zdradził przyjaciel, wyrzucili z pracy, sponsorzy nie dopisują, zawłaszczają moje pomysły, pomijają w nagrodach, obsmarowują w prasie... No może nie wszystkie nieszczęścia prawdziwe ale autorowi kilkunastu książek można wybaczyć, że co nie co zmyśla. Przyda się trochę literatury. A właśnie siedzę nad książką, gdzie wszystko prawda. "Droga na Horn" była parokrotnie wznawiana i przoduje w ilości nakładu. Teraz chcę ją wydać w Bibliotece Szkoły pod Żaglami.

Czekam na ostateczne decyzje w sprawie II semestru, dopinam kadrę na I semestr. Nie znalazłem lekarza z jezykiem niemieckim, ale znalazłem lekarkę z językiem hiszpańskim, która jest też absolwentką filozofii i może wykładać etykę i katechezę. Czy nie za dużo szczęścia?

09.07 Jeszcze raz w Kamieniu - zakończenie Mistrzostw. Pierwsze i drugie miejsce chłopców wzięli Grecy, pierwsza dziewczynka Włoszka. Pierwsza Polka to Zuzia na 15.  miejscu, o czym powiedziała mi uszczęśliwiona mama Rybicka, na którą wpadłem w amfiteatrze.

Pogadanka dla uczestników Błękitnych Żagli w wieczornym upale i rozświetlonym namiocie, gdzie nie było widać co się wyświetla na ekranie. Ale przez pół godziny udało się utrzymać zainteresowanie małolatów. W dalszym rzędzie przysłuchiwał się Heinz i uśmiechał tam, gdzie miało być zabawnie. Chyba rozumie po polsku.

05.07 Kamień Pomorski urokliwy średniowiecznymi zabytkami, katedrą, basztą i murami obronnymi, pod którymi rozłożyły się setki Optimistów z całego świata. Bo choć to ME to jednak otwarte i udział bierze Brazylia (wygrywa), Japonia, Nowa Zelandia, Australia, Argentyna i cała Europa w komplecie.

Miałem swoje 5 minut i tu i tam, z burmistrzem przegadałem ewentualną współpracę. Ciekawą rozmowę odbyłem z Heinzem Jurgenem Stutingiem, szefem NIVEA na Polskę. Chwalił się, że ma "Zostań Opti-mistrzem" na półce i co jakiś czas zagląda próbując zrozumieć. Okazało się, że mamy o czym rozmawiać od małych łódek do wielkich.

I znów samolotem do Warszawy na spotkanie wielkich spraw małych ludzi: szkoła Igora nie chce go zwolnić na rejs - nie wystarczyła moja rozmowa z dyrektorem: nie i nie, bo nie! Przepisy, odpowiedzialność, zarządzenia. Jak za daawnych czasów.

03.07 Wypłynęliśmy POGORIĄ na Bałtyk z grupą 14 latków z drugiej 30. eliminacji.

Rejs pocieszenia na POGORII nie cieszył się nadmiarem wiatru.

 Należał im się II semestr Szkoły, ale na razie tylko "rejs pocieszenia". Świeży wiatr i rzeźka fala rozłożyły prawie wszystkich. Ale już drugiego dnia zmartwychwstanie i dzielne łażenie po rejach.

Pod Karlskroną spotkaliśmy FRYDERYKA CHOPINA i w niewielkim odstępie czasu zacumowaliśmy niedaleko siebie. Rejs CHOPINA dla celów promocyjnych polega głównie na postojach w portach. Dla nas więcej żeglugi i następnego ranka już nas nie było. Krótki postój w Ronne na Bornholmie i wkrótce Świnoujście.

   Wczoraj dzień nieco luźniejszy, choć rano w pracy a po południu w Radiowej Trójce u Kuby Strzyczkowskiego wołanie o sponsorów.

   Dziś rano, niczym echo tamtego wołania, nasze dzieci - Adrian, Marta i Zuza mówiły na plaży w Sopocie o braku sponsorów, a reporter TVN sentencjonalnie podsumował:

   - Może wrócą.

   A ja w samolot i do Goleniowa skąd mają mnie zabrać do Kamienia - Mistrzostwa Europy w klasie Optimist. A co ja tam robię? Szukam sponsora.

23.06 W Sztokholmie wystąpienie w ratuszu miejskim (słynna sala noblistów) przed międzynarodową publicznością i prasą więc po angielsku. O FRYDERYKU  CHOPINIE który następnego dnia ma wpłynąć i jego kolejnych armatorach. Organizatorem przyjęcia jest Polska Organizacja Turystyczna, która chwali się też innym Chopinem w wykonaniu trio Jagodzińskiego i czteroma gatunkami zup o polskich smakach. O wódce imienia naszego geniusza mówiono tylko w kuluarach. I ja tam byłem, miód wino piłem. 

21.06 Zgodnie z zapowiedzią byłem za lewego szotowego na regatach weterynarzy. Ktoś wypatrzył, że obsługuję również prawy szot foka i mi wytknął. Przyznałem, że nawet szotów grota sie imam. Mój syn Jaś, jako sternik, wywalczył 4 miejsce na 44 startujące jachty, ale ja jako taktyk się nie popisałem - zamiast poradzić przytrzymanie przeciwnika zwrotem nad nim poradziłem złapanie go na prawym halsie na mecie. Okazało się, że był jednak szybszy i lewym halsem przeszedł nam parę metrów przed dziobem.

15.06 Kręcę się jak pies za własnym ogonem,a stary mądry kapitan Jaś Stankiewicz pisze:

"Życie!  Psiakrew. Myślę, że chciałoby się, by wszystko co daje poczucie spokoju trwało wieczność, ale ludzie na to nie pozwolą. Trzymaj się Krzyś, to nie koniec świata, morze jest zawsze."

10.06 Dwa dni na pokładzie CHOPINA. Remont w istocie dogłębny. Nowy pokład i wszystkie żagle nowe. Silniki i agregaty naprawione. Ekipa pod dowództwem Andrzeja Mendygrała spisała się na medal, choć nerwów nie brakowało.

Wracam do grup eliminacyjnych, żeby zaprowadzić jakiś porządek. Podobno wszystkie dzieci są "nasze" i do tego sympatyczne do bólu. Oto cytat:

Dzień dobry,
nie zamierzam wystawiac na próbę Pana dumy, czy może próżności, o którą dba Pan systematycznie umieszczając na swoich stronach listy od rodziców deklarujących, że ich pociechy tak dzięki Panu dojrzały, tak sie uwrażliwiły, że ach! (że aż możnaby przyznać im odjąć kilka sekund w eliminacjach za troskliwość rodziców). Nie; czuję sie jedynie w obowiązku wytknąć kilka błędów... (tu dłuższy elaborat)
Z poważaniem,
Jedna z Mart, które nie wygrały rejsu

06.06 Ale ciężkie dni! Spotkaliśmy się z młodzieżą w Dęblinie, w Szkole Orląt. Niezwykła gościnnność i sympatyczni ludzie. Należało przprowadzić eliminacje sportowe tej młodzieży, która przez parę miesięcy pomagała bezinteresownie (?) innym. Nie bylismy w stanie wartościować tej pomocy, poprzestaliśmy na oświadczeniach organizacji nadzorujących (CARITAS, ZHP).

A w elimiacjach sportowych przegrali oczywiście zapasieni komputerowcy, a wygrały  cherlawe nastolatki, chude ale sprawne.

Jedna z Mamusiek oprotestowała eliminacje, choć córka zajęła dalekie miejsce.

"Niestety widać z tego idea Pana jest szlachetna i dobra jednak droga do realizacji niekskuteczna".

03.06 Weronika Wojnach, mlody operator i reżyser prezentuje nam taką ono próbkę swoich umiejętności. W przededniu Szkoły pod Żaglami na CHOPINIE to bardzo miły prezent:
http://www.youtube.com/watch?v=RByyNwn89pk

01.06 Miło na Dzień Dziecka dostać taką korespondencję:

Bardzo cieszymy się z udziału naszej nastolatki w projekcie. Myślę, że podczas pracy na rzecz innych poznała wielu ludzi niosących pomoc i takich, którzy jej potrzebują. Udało się jej uwrażliwić rówieśników i zmotywować do bezinteresownej pracy na rzecz innych, a dziś to naprawdę niełatwe, jednak z pewnością nie niemożliwe. Okazuje się że wystarczy tylko wzniecić trochę żar tlący się w sercach młodych ludzi, a oni naprawdę potrafią "góry przenosić". Panu to się najwyraźniej udało.

Pozdrawiam

Margarita Jaworska


 

31.05 Ponuro na świecie, nie tylko z powodu pogody. Tam gdzie ciągle dymi wulkan wygrywa wybory komik. Może by tak coś u nas zaproponować konstruktywnego - satyrycy do władz, a Cichopek na królową Najjaśniejszej?

Jeśli sponsorzy coś obiecywali to jakoś pozapominali. Przyjaciele się przyczaili i się nie odzywają. W środowisku żeglarskim marazm. Czekanie na Godota?

28.05 Przypomina się wdowa po znajomym żeglarzu oferując jacht doskonale wyposażony, na którym mąż już nie popłynie. Jest to morski Bonito 40 (11,42 m). Telefon kontaktowy 697.406.944

25.05 Pytają mnie czy występuję jako kapitan w reklamie polecając pizzę. Zaprzeczam, choć forsa by się przydała. Skojarzenie działa na hasło "panie kapitanie", które woła zgodnie cała załoga i zastanawiam się czy to podobieństwo do mnie jest rzeczywiście przypadkowe?

Jesli wystąpię w reklamie to tylko po to by sfinansować rejs dzieciaków...

A oto co mi pisze pani Beata z Krynicy:

Dziś w wolnej chwili zapytałam swoich szóstoklasistów, co chcieliby robić w przyszłości, a oni na to:"...nic, tylko odpoczywać przed komputerem". Proszę mi wierzyć, że w dzisiejszych czasach chyba coraz trudniej o młodzież, która CHCE coś konkretnego robić, dlatego proszę mi wierzyć, że tym bardziej miło czyta się o tych, którym się CHCE popracować w CARITASie i zapracować sobie nie tylko na dobrą opinię, ale i -mam nadzieję-na coś więcej..., a dopiero potem na Szkołę pod Żaglami. Piękna idea i oby tylko dzieciakom nie zabrakło energii do działania: "z serca" i za "dziękuję", Nagrodę za dobre serce każdy odbierze, albo w Niebie, albo w postaci Rejsu, który z pewnością będzie do końca życia wspominać;)

Pozdrawiam serdecznie Panie Kapitanie
i życzę odwagi do stawiania czoła
wyzwaniom w pracy z młodzieżą;)

Beata

24.05 Eliminacje coraz bliżej - ktoś ma właśnie wycieczkę klasową, więc rezygnuje ze startu do rejsu oceanicznego. Ktoś inny skręcił nogę, ale wystartuje mimo wszystko. Ktoś nie może dojechać, a ktoś inny chce dojechać nawet dzień wcześniej. Potencjalna kadra też ma swoje problemy - z wolnym czasem, ze zwolnieniem, z dojazdem. Ale koszulki już zamówione, umowy podpisane, ostatnie zaproszenia wysłane.

18.05 Głupio się czuję, gdy już nie zasiadam za redakcyjnym biurkiem o 7 rano. Ale basenu nie odpuszczam i od rana jestem na nogach.

Listonosz przynosi naręcza listów z potwierdzeniami pracy społecznej gimnazjalistów. Myślę, że CARITAS powinien być szczęśliwy, gdyż to najczęściej ich wolontariusze.

Sympatyczne spotkanie z potencjalnym sponsorem, którego nazwy nie wymienię, żeby nie zapeszyć. A dziś kolejne.

16.05 Dla przegranych w eliminacjach Szkoły pod Żaglami mam zapewnione "rejsy pocieszenia" dzięki deklaracjom agencji Kubryk (Wojtek Czerwiński), Forsail (Maciek Fornal) i Northman (Krzysztof Ciszewski).  

15.05 Tonę w książkach, papierach i śmieciach. Wyprowadzka z "Jachtingu" oznacza bowiem przeniesienie pięcioletniego balastu dokumentów i podręcznych książek z redakcji do domu. Zrobił się zator i mnie już nie widać zza tych wszystkich paczek i pakunków.

Z poczty mailowej również kasuję nadmiar wiadomości, które dla przypomnienia tkwiły całymi dniami, nawet jeśli odpowiedź wysłałem natychmiast, jak to mam w zwyczaju.

13.05 Rozesłałem pożegnalny list - wiele sympatycznych odpowiedzi potwierdzających wzajemną życzliwość. I równie wiele milczenia. Jurek Kuliński sugeruje, żebym ubiegał się o fotel senatora... niedoczekanie!

10.05 Żegnam się z "Jachtingiem" na dobre. 5 lat za biurkiem redaktorskim to jak niezły wyrok. Ale skutki - czytelnik może ocenić sam, a i ja odczuwam dużą satysfakcję. Właśnie wyszedł kolejny numer, co przegapiłem jeżdżąc na nartach na lodowcu Stubai. Jak mi podrzucił anonimowy Moby Dick- żeglarz potrzebuje swobody. A roboty mi i tak nie brakuje, bo "moi" gimnazjaliści są bardzo angażujący, a przed nami trudne logistycznie eliminacje sportowe.

28.04 Miałem wczoraj wykład pod umownym tytułem:

"Kapitan, dyrektor firmy ŻAGLOWIEC"

na plenarnej sesji Kongresu Kadry (Kongres ten to podobno najbardziej prestiżowe wydarzenie w branży HR,a ja dotychczas nie wiedziałem co to HR). Na sali balowej Sheratona dobre towarzystwo, tłumacz w kabinie się męczy, ja opowiadam ludzie się śmieją, bo nie opowiadam o kapitanie-dyrektorze tylko kapitanie-kuku.

Zaglądam ludziom w oczy i widzę, że jedna pani się nie śmieje, co nawet w tak dużej sali jest zauważalne. Po wykładzie podpisuję swoje książki, pojawia się tajemnicza pani, odciąga na bok i mówi, że wzięła sobie do serca mój apel o wsparcie dla projektu "Dookoła Świata za Pomocną Dłoń" i oferuje pomoc...

Dziś wysłałem do niej maila z zapytaniem czy czasem nie był to żarcik ze starego kapitana.

22.04 Kończymy kolejny numer "Jachtingu", dorzuciłem brakujące materiały wśród których recenzja Jacka Kijewskiego sprawiła mi wielką przyjemność, więc ją poniżej przytaczam:

Pod żaglami życie nie zawsze płynie jak w bajce. Zwłaszcza, kiedy trzeba tam pracować, spełniając oczekiwania turystów i armatora, równocześnie nie tocząc wojny z załogą, za to tocząc z niesprawnymi urządzeniami. O czym prawie każdy, kto próbował żyć z żeglarstwa, miał okazję się przekonać.
Jak wybrnąć z takiej próby zachowując opinię fachowca i poczucie humoru opisał kapitan Krzysztof Baranowski w książce "Zapiski najemnego żeglarza".
Książka ta, wydana kiedyś w mniejszym, niż zwykle nakładzie, była też
mniej znana, stąd warto sięgnąć teraz po drugie wydanie, (w ramach
Biblioteki Szkoły pod Żaglami). Koniec "komuny", pokład żaglowca
"Atlantis" z międzynarodową załogą, od Turcji latem po Hamburg w lodach... 

...zacząłem czytać wieczorem, skończyłem następnego dnia przed południem.
Ostrzegam zatem - jeżeli nie masz, Czytelniku, czasu, kup coś mniej
pasjonującego.

Jacek Kijewski

Umawiam się na wizję lokalną na terenie przyszłych zmagań sportowych w ramach eliminacji do Szkoły pod Żaglami. Za radą ekspertów (Marcin Siwek) pływanie będzie liczone podwójnie, a bieganie na 400 m nie powinno wykończyć 14-latków, którzy w ramach programu szkolnego muszą biegać 1000 m i więcej. A dla organizatorów to wygoda: dokładnie jedna runda wokół stadionu.

12.04 Teraz, gdy zamieściłem na stronie artykuł o wypadku CONCORDII nasunęła mi się refleksja, że taka jest natura rzeczy - statki toną, a samoloty spadają. Tylko katastrofa lotnicza trwa sekundy i rzadko kończy się dobrze, a statki toną kwadranse, godziny, a czasem całe dnie i nie tylko załoga może się uratować, ale też załoga może uratować swój statek.

10.04 Trzy godziny wcześniej podchodziliśmy do lądowania na lotnisku Okęcie, ale nie było mgły ani drzew w pobliżu. A mimo to ma się niepokojące uczucie czy wszystko się uda.

Nie udało się na lotnisku w Smoleńsku. Taka koncentracja władzy na pokładzie jednego samolotu aż prosi się o zamach. Zapewne jednak błąd pilota, który kosztował życie tylu znanych i znajomych osób.

Prowadzę samochód, słucham radia i łzy same płyną po twarzy.

9.04 Dobiega konca moje wygnanie, brak mi liter z polskimi znakami. Trzeba szukac zapomnianych fotografii do wznowienia 'Drogi na Horn' i rozmowic sie powaznie z paroma osobami.

8.04 Znajomy zeglarz umarl, wdowa zostala z 14 metrowym jachtem. Zostalem poproszony o pomoc w sprzedazy, jak sadze okazyjnej. Szczegoly wkrotce, jesli ktos poszukuje jachtu to tyle moge powieddziec, ze jest to dobra dlugosc kadluba na rejs dookola swiata.

6.04 Ktos mnie tropi po wpisach do dziennika i muszé uczciwie przyznac, ze jestem zagranica jako turysta osiadly w hotelu, ktory to fakt wstydliwie probowalem ukryc. Ale szykuje sie sporo plywania, tyle ze po majowych nartach.

4.04 Miejscowosc nazywa sie Cala Vinas i z kazdego miejsca widac morze. Tyle dobrego.

2.04 Wszelkie święta sa dla mnie katorgą, więc staram się zmykać gdzie pieprz rośnie. Kwietniowy "Jachting" oddany, więc wszyscy mamy trochę luzu, a ja na tydzień znikam na horyzont. Po powrocie czeka moc roboty i niezwykłe propozycje.

26.03 Czasem bywa śmiesznie. Umówiłem się na wywiad do dowódcy Marynarki Wojennej, przez jego sekretariat. Przez telefon, a przez telefon wiadomo z kim  się mówi, bo armia każe się przedstawiać. Komandor, który mnie zapisywał był tak miły, że uwzględnił godzinę przyjazdu pociągu z Warszawy. Na wszelki wypadek zostawiłem swój numer, żeby można mnie było powiadomić, gdyby coś się zmieniło. Wczoraj zerwałem się o świcie , wbiłem w marynarkę i elegancki krawat, choć tego na codzień nie lubię. Dzięki rozwiązywanym krzyżówkom podróż upłynęła sympatycznie, dwadzieścia minut przed umówionym terminem  pokazywałem swój dowód osobisty w biurze przepustek. I wtedy skonsternowana urzędniczka przecisnęła przez wąskie okienko słuchawkę, żebym na własne uszy usłyszał, że spotkanie odwołane, bo rzecznik prasowy uzgodnił ze mną inny termin, mniej więcej dwa miesiące później. Z przebiegu rozmowy wynikło, że mówi ze mną ten sam komandor, który spotkanie umawiał. Tak czy inaczej mogłem teraz krawat poluźnić, co przyniosło mi znaczną ulgę i pomyśłałem, że oto napisał mi się śmieszny kawałek książki. Ale najlepsze było to, że spotkałem się nieco później z innymi ludżmi i załatwiłem coś, co wydawało mi się nie do załatwienia. Ale to będzie już inny rozdział ale tej samej książki.

23.03 Kadra do projektu "Dookoła Świata..." zgłasza się sukcesywnie. Umawiamy się na obsługę eliminacji młodzieżowych.

Może to nie jest wnikliwa recenzja, ale zawsze miło przeczytać, co pisze Kijewski na Sail-ho:

Chcemy też zwrócić uwagę na nowe wydanie mało znanej powieści Krzysztofa Baranowskiego: "Zapiski najemnego żeglarza".(http://www.krzysztofbaranowski.pl/article_42.php). Mało, gdyż nakład pierwszego wydania nie był tak wielki, jak "Szkoły pod żaglami", a książka jest rewelacyjna. Kapitan wyjeżdża na kontrakt, prowadzić żaglowiec pasażerski. Próbuje utrzymać się pomiędzy żądaniami armatora, pasażerów, załogi i oczywiście morza. Czyta się jednym tchem.

17.03 Chyba zacznę prowadzić kolejne, poufne zapiski, gdyż kryminalna akcja zawiązuje się sama. Niewątpliwie mają w niej udział prawnicy.

16.03 Sprawdzam zadania klasowe (raczej "domowe") młodzieży kandydującej do rejsu. Zaledwie połowa nadesłała wymagane prace. To chyba ułatwi eliminacje, nieobecni nie mają racji.

 Przedyskutowałem z harcerzami schemat zawodów sportowych, powróciła propozycja toru przeszkód, basen oczywiście pozostaje. W tej wersji basen, ubranie się, bieg, tor przeszkód. Będę rekomendował trenowanie zakładania skarpetek!

15.03 Minęły Targi,a wraz z nimi debiut "Zapisków najemnego żeglarza". Książka nieźle się sprzedawała.

Pożegnaliśmy Pawła Morzyckiego. Brat Andrzej wybił szklanki, a Jerzy dał komendę do wypłynięcia (w ostatni rejs).Szurawski zaintonował szantę, a Poręba kultową piosenkę "Gdzie ta keja" (trochę fałszywie, ale to pewnie z zimna i ze wzruszenia). Mimowoli każdy z nas się zastanawia jaki sobie zafundować koncert życzeń?

05.03 Andrzej, najwierniejszy orędownik JACHTSMENA i Fundacji zwrócił mi uwagę, że nie wie, gdzie ulokować 1% dla Organizacji Pożytku Publicznego, a przecież nadchodzi pora rozliczeń z fiskusem.

Informuję więc Andrzeja i wszystkich życzliwych:

FUNDACJA  SZKOŁA POD ŻAGLAMI KB

KRS  0000 329 604

Oczekiwanie na kolejny numer "Jachtingu", powinien dzisiaj się pojawić. Listy do Autorów już napisane. 

Przedwczoraj wieczorową porą zebrało się spore grono znajomych w Czułym Barbarzyńcu na promocji książki Krzysztofa Juszczaka. Legendarna księgarnia okazała się ciasnym, zadymionym lokalem wypełnionym pseudo hippisowską młodzieżą w mocno podeszłym wieku. Ale Krzysztof przejęty i szczęśliwy, a literatura dobra, choć nie w moim stylu.

28.02 Izba Morska na Barbadosie już zajęła się wypadkiem CONCORDII, a ja mam życzliwych informatorów, którzy ze wszystkich stron podrzucają mi nowe wątki. Najciekawszy to nie autoryzowana przeróbka pokładów - ciężkie drewno i gruba warstwa antypoślizgowa na dachach pokładówek. Wiem też jakie klapy były pootwierane, przez które wdarła się woda i zatopiła statek. Chyba coś napiszę na ten temat.

Kandydatom do Szkoły podrzuciliśmy temat klasówki (raczej zadania domowego) w formie Listu do Przyjaciela.

Marcowy numer "Jachtingu" w druku i na chwilę ustało brzęczenie w redakcyjnym ulu.

20.02 Powoli się wyjaśnia sytuacja. Helikopter zawiadomił statki, które pospieszyły z pomocą. Cała załoga (w tym dwóch polskich mechaników) została wyłowiona i ulokowana na 2 statkach. Rozbitkowie dryfowali na tratwach przez 16 godzin (inne źródła podają 18). Warunki były ciężkie - silny wiatr i duża fala. Ale żeby od razu się wywracać? Tajemnicza sprawa.

Żaglowce rejowe,np.barkentyny i brygi, w ciężkiej pogodzie ratują się ucieczką z wiatrem. Istotne jest utrzymanie się w baksztagu na wysokiej fali, dużo miejsca po zawietrznej i dobry sternik. No i, oczywiście, ogranoczona ilość żagli - tylko z przodu - jeden albo dwa marsle.

Pamiętam jak na POGORII gnaliśmy w sztormie atlantyckim wiosną 1989 -  sterował najlepszy sternik Mariusz, a ja dawałem komendy na ster stojąc tyłem do dziobu, obserwując nadbiegające fale. To było mocne przeżycie.

POGORIA w stosunku do CONCORDII ma znacznie niższe pokładówki, a w dodatku wpuszczone w pokład.

19.02  Wojtek Jacobson poderwał mnie wiadomością, że kanadyjska CONCORDIA zatonęła u wybrzeży Brazylii. Na  sygnał z EPIRB'u przylecial helikopter i znalazł 4 tratwy i ponton...Na razie nikt nic nie wie, nawet w internecie cisza.

14.02 Z pewnym opóźnieniem przeczytałem felieton Waldka Heflicha w "Żaglach", który poddaje w wątpliwość tegoroczne nagrody Rejsu Roku. Szkoda, że wcześniej nie tknął tematu, który rozbił się awanturą na mojej głowie ("Czemu Pan kłamie kapitanie?"). Dobrze jednak, że zajął stanowisko otwarte, by nie popierać krętactwa ("mantryzacji obyczaju"?) w żeglarstwie.

10.02 Tygodniowy wyskok na Atlantyk i ładowanie akumulatorów. Po powrocie jest już nowy numer i ostatnie korekty "Zapisków najemnego żeglarza". Może zdążymy na Targi.

29.01 Oddajemy do druku lutowy numer "Jachtingu", w Poczcie Kapitańskiej "list otwarty" Joasi Pajkowskiej do kłamliwego Kapitana i sprostowanie "samotności" Marty w czasie pamiętnego sztrandowania. Fora dyskusyjne już obie panie żeglarki podsumowały, więc nie ma co się więcej pastwić. Kto chciał znać moje zdanie, może je jeszcze odnaleźć zapisane na tych stronach Mam nadzieję, że są jeszcze żeglarze, którzy to zdanie podzielają.

21.01 Próbuję połapać pogubione nitki wiodące do dystrybutorów moich książek. ALMA-PRESS drukuje wznowienie "Zaczynam żeglować", a co z "Praktyką oceaniczną" dotychczas nie wiem. W każdym razie zaczyna funkcjonować własna księgarnia na rzecz Fundacji. 

14.01 JACHTSMEN ROKU 2009 poleciał sprawnie i,jak mówią mi uczestnicy, podobał się. Laureaci dopisali, choć Wielki Konstruktor Zygmunt Choreń ugrzązł na morskich  próbach na Adriatyku. Reprezentowała go córka Ania, a wręczał sam Piotr Orwaldi, promotor wielkich przedsięwzięć żeglarskich. W słowie końcowym wspomniał o budowie nowego żaglowca. Czyżby kolejne wielkie przedsięwzięcie?

Podobnie nie doleciał cytowany niżej Andy Lepiarczyk, ale podesłał znajomego i ten statuetkę odebrał.

Nowością był bar pełen niesamowitych drinków na bazie Chopina. Niektórzy byli bardziej zainteresowani barem niż wiadomościami z pokładu CHOPINA.

 13.01  Rzeczpospolita bardzo ładnie wywiązuje się z patronatu medialnego. Znowu cała kolumna poświęcona Szkole pod Żaglami.

09.01 Andrzej Lepiarczyk, samotny żeglarz z Vancouver (samotny rejs dookoła świata) nagrodzony w obu rankingach ( II miejsce Rejs Roku, Żeglarz Polonijny JACHTSMEN ROKU 2009) daje obszerny komentarz do swojego wyczynu i innych:

Vancouver, 8 Styczen 2010.

Do Polskiego Zwiazku Zeglarskiego,

Przeszlo rok temu, z Poludniowej Afryki napisalem do moich kolegow z West Vancouver Yacht Club: ....”jak dla kazdego szanujacego sie zeglarza nic nie dostarczyloby mi wiecej dumy niz oplyniecie kiedys obydwu najbardziej znanych przyladkow (Przyladka Horn oraz Przyladka Dobrej Nadzieii)”. Dwa miesiace pozniej, zaraz po zamknieciu mojej petli dookola swiata pomiedzy Saint Lucia i Martynika wyjasnilem dla kolegow, szczurow ladowych, ze ...” Mighty Chicken nie bedzie nawet czescia statystyki”, poniewaz za wyjatkiem pionierskich rejsow, ktore na zawsze maja miejsce w historii, dzisiaj wymowe zeglarskiego wyczynu maja tylko klasyczne rejsy tzn. bez uzywania rowu wykopanego w Panamie, a do ustanawiania recordow sa regaty. Po przyplynieciu do Vancouver, pod namowa mojej zony wyslalem jednak do Groupe Finot email informujac w trzech zdaniach ze na zaprojektowanym przez nich Beneteau Figaro 30 Solo zrobilem kolko dookola swiata. Otrzymane gratulacje z samej gory cytuje w calosci:

“Bravo! Jean Finot.” Koniec cytatu.

Jako sportowe wyczyny ostatnie rejsy Mantry Ani, Mantry Asi i Ta Nasza Polska Ustka zasluguja na tyle samo uwagi ile Jean Finot poswiecil rejsowi mojej Mighty Chicken. Tym niemniej, sa to osiagniecia duzego kalibru. Pomimo wspolczesnych udogodnien, nawigacji satelitarnej i komputerow na pokladzie, do dzisiaj nie wiele mniej ludzi bylo w kosmosie niz samotnie oplynelo swiat. Znacznie wiecej wdrapalo sie na szczyt Mount Everestu. Cala czworka ma wiec powody do dumy. Jestem zaszczycony tytulem Polonijnego Zeglarza Roku. Z podobna satysfakcja przyjalem wiadomosc o otrzymaniu II Nagrody (rownolegle z Natasza Caban) za Rejs Roku. Pierwsze miejsce przypadlo Joannie Pajkowskiej. Po przeczytaniu uzasadnienia decyzji Jury zdjalem czapke, pochylilem nisko czolo i wyslalem Pajkowskiej gratulacje.

Wkrotce, rewelacje jej stron internetowych zaczely mnie intrygowac, potem smieszyc a na koniec irytowac. Nie pojmuje jak tak doswiadczona zeglarka nie parska smiechem stwierdzajac: „Mimo wejścia do Port Elizabeth, nadal podtrzymuję tezę, że rejs mój miał charakter rejsu non-stop, o takim bowiem charakterze rejsu decyduje w głównej mierze sposób przygotowania jachtu i żeglarza na trasę.” Wlosy deba staja! Wynika z tego ze zamiar jest wazniejszy od rezultatu. W przedrejsowej wypowiedzi wyczytalem ze Mantra Asia moze pobic wyczyn Daru Przemysla. Precyzyjnie odnotowany czas rejsu ”198 dni, 0 godzin, 3 minuty” wskazywal ze i ten cel Pajkowska wierzy ze osiagnela. W wersji angilskiej poszla juz na calego piszac ze jej ...”solo and non-stop trip around the world”...”was the fastest Polish singlehanded circumnavigation. The previous record was set in 1980 by Henryk Jaskula on S/Y Dar Przemysla and stands at 344 days”. Arogancja, bezszczelnosc czy jedynie glupota? Podziwiam jej szybki rejs. Zycze sukcesow, ale czapki to juz przed Pajkowska nie sciagam i czola nie chyle.

Rzeczywistosc jest taka ze, po 30 latach rejs Daru Przemysla spelnia cztery fundamentalne wymogi dzisiejszych tranoceanicznych regat Vendee Globe: solo, non stop, przez Horn, a przyjecie jakielkolwiek pomocy nawet na morzu to automatyczna dyskfalifikacja. Nawet gdyby zignorowac kontrowersje zwiazane z Port Elizabeth to w rozkladzie jazdy Pajkowskiej brakuje Przyladka Horn a z czysto technicznego punktu widzenia zeglujac z Balboa do Colon, Mantra Asia nie oplynela nawet swiata dookola. Asia Pajkowska w jakimkolwiek kontekscie z kapitanem Henrykiem Jaskula to niesmaczna groteska.

Miniony rok obrodzil takimi pseudo-rekordami zeglarskimi. Siedemnastoletni, Mike Perham tez mial ambicje pobijania rekordow i rowniez nie w czasie zawodow zeglaskich tylko prywatnie. Wyplywa po rekordy non stop, ale zatrzymuje sie w Casais, Las Palmas, Cape Town, Hobart i Auckland. Jak na mozliwosci OPEN 50 plynie raczej powoli. Zmienia plan. Omija Horn. Plynie przez Paname, ale po powrocie do Portsmouth wrzeszczy na cale gardlo jak Joasia ze tytul rekordzisty mu sie nalezy ze wzgledu na mlody wiek. Marta Szilajtis-Obieglo posunela sie znacznie dalej. Z wielu powodow nie wierze w jej mgliste wyjasnienia ze ..... druga osoba na pokladzie rejsu solo to tylko wizyta kolezanki... ze jacht sie zerwawl z kotwicy u wybrzezy RPA w czasie postoju... ...no i ze ten niefortunny odcinek trasy ambitna zeglarka przeplynela drugi raz bez kolezanki tzn. honorowo. Oczywiscie nie wszyscy doszli do mojej konkluzji. Zamiast klapsa Marta dostala w wyroznienie.

Czy PZZ nie wymaga od swoich czlonkow i laureatow nagrod zadnej etyki? Jakie swinstwo ja zrobilem ze sie w tym towarzystwie znalazlem?

Nataszy Caban, wspol-laureatce II Nagrody Rejs Roku, z przyjemnoscia gratuluje tytulu Jachtsmana Roku i ukonczenia rejsu bez takich numerow.

Pomyslnych wiatrow i stopy wody pod kilem.

Andrzej Lepiarczyk "

W tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego jak zwrócić Srebrny Sekstant  z roku 1973.

08.01 No to zrobiła się chryja w Nowym Roku. Asia wysyła kolejne oświadczenie, w którym sugeruje, że nie nazywa się Pajkowska tylko Broomhead, w związku z czym jej wejście do Port Elisabeth  było odnotowane według paszportu a nie było podszywaniem się pod jakieś pseudonimy.

                           2009

28.12 W mojej wsi Solec okresami wyłączają telefon ( a może to awarie), w efekcie czego od czasu do czasu jestem odcięty od internetu. Tymczasem ilość odwiedzin na mojej stronie gwałtownie wzrosła, zapewne wskutek "listu otwartego", jaki Asia usiłuje rozpowszechnić. Nie ma obawy - na moje stronie już wisi, a w "Jachtingu" zawiśnie w lutowym numerze (jeśli Wydawca nie wyrazi sprzeciwu). Co miałem powiedzieć to i tak już powiedziałem, a nie ma we mnie ani zawiści ani złości, że ktoś osiąga sukcesy żeglując w taki czy inny sposób.

18.12 Dopinamy numer "Jachtingu", a w nim kontrowersyjny  werdykt Kapituły JACHTSMENA. Nareszcie ruszyla strona Fundacji!

www.szkolapodzaglami.org.pl

12.12 Tydzień unifikacji narciarskiej i spokój wysokich gór, gdy tymczasem w kotle żeglarskim wrze. Strona Szkoły pod Żaglami zablokowana i w przebudowie. Będzie czynna w przyszłym tygodniu, póki co biedne dzieci odbijają się od tego muru, który stworzyła ludzka niechęć. Za wcześnie, by o tym w szczegółach mówić. 

3.12 Natasza dopłynęła, nareszcie. Wiem jak to jest, gdy ostatnie mile wydłużają się dwukrotnie. Ale Natasza próbuje pobić rekord czasu trwania rejsu i w tym jest niezwykle oryginalna. I pomyśleć, że nie zdążyliśmy umieścić jej w nominacjach do JACHTSMENA ROKU 2009!

1.12 Łukasz zrobił mi wielką przyjemność, odwracając kolejność wpisów do dziennika. Teraz i ja i moi Czytelnicy nie muszą przewijać tych stron, by szukać wieści najbardziej aktualnych.

29.11 Fundację Szkoła pod Żaglami sąd uznał za Organizację Pożytku Publicznego!

13.11 Duży wywiad w Rzeczpospolitej wraz z patronatem i dalszym wsparciem medialnym:

http://www.rp.pl/temat/390888.html

W radiowej Trójce sprawę wziął w swoje ręce Kuba Strzyczkowski i wydaje się, że razem daleko zapłyniemy.

Wreszcie półtoragodzinna rozmowa nocna w Radio Plus, które okazało się być dawnym Radiem Józef. Jak na takiego grzesznika jak ja to niezłe miejsce, szczególnie, że studio radiowe znajduje się na terenie świątyni.

08.11 Na Targach debiut książki. Poszła nieźle. Po za tym spotkania ze starymi znajomymi.

Nie odwracam się od przyjaciół, bynajmniej

2.11 Numer listopadowy "Jachtingu" w drodze, a my w drodze na Targi.

Znalazłem u Samosteru swoje opowieści sprzed roku, więc je tu klejam:

Pod tym linkiem trzy filmy z Tawerny za Horyzontem o żegludze w ciężkiej pogodzie i pływaniu na dużej fali.

Książka Szkoła pod Żaglami lada dzień na półce!

06.10 Rodzice przypuszczają szturm, żeby koniecznie zabrać w rejs ich dziecko, choć nie mieści się ani w granicach wiekowych ani nie zaczęło jeszcze pomagać komukolwiek, co jak wiadomo jest podstawą do kwalifikacji na dalszy etap eliminacji.

04.10 Kilkadziesiąt pierwszych zgłoszeń do Szkoły. Do "Jachtingu" coraz więcej reklamodawców mimo kryzysu. Na widnokręgu JACHTSMEN ROKU, będzie awantura z kandydaturami na REJS ROKU!

30.09 Konferencja prasowa Szkoły - "ogary poszły w las" albo "bomba w górę!" TVN24 i Radio PIN przyjęły patronat medialny, ale wiele innych rozgłośni życzliwie traktuje temat. Kazio Robak, nauczyciel polskiego i historii w pierwszych dwóch Szkołach donosi, że echa konferencji trafiły również na Florydę, gdzie mieszka na stałe.

22.09 W Redakcji pracujemy nad październikowym numerem "Jachtingu". Dowcip rysunkowy przedstawia żeglarza siedzącego na bezludnej wyspie, obok zatopiony jacht i podpis "Kapitan ma zawsze rację". Po awanturze z dowcipem z poprzedniego numeru tu również mało kto zrozumie sens, ale przynajmniej nie będzie pyszczył.

20.09 Parę dni w Chorwacji na regatach T4B CUP. Startowało 12 jachtów, najwięcej Bavarii 46. Moja załoga z samych mediów: Jachting, Teleexpress, Radio PIN i TVN, więc raczej połowa zajęta kamerami i mikrofonami.

W pierwszym biegu wyszliśmy na prowadzenie i nie oddaliśmy go do końca (metoda prof.Kneippa). Cóż z tego, skoro pomyliliśmy wysepki i zamiast zasłużonego zwycięstwa zostalismy sklasyfikowani na 6 miejscu.

Ale następnego dnia dwa zwycięstwa i jedno drugie. Potem znowu pierwsze i czwarte. W sumie 1 miejsce  w punktacji ogólnej.

Ogladać za sobą na innych jachtach Romana Paszke i Jaro Kaczorowskiego to niecodzienna sprawa. Romek wszystkim tłumaczył później, że jego jacht był krótszy i dlatego nie miał szans. Jaro nic nie tłumaczył, ale jego jacht był rzeczywiście wolniejszy.

Wspólnie wystąpiliśmy w trójgłosie na temat samotnej żeglugi. Ciekawa konfrontacja różnych postaw - ich dwóch zawodowców i moja - amatorska.

Przeraziło mnie stwierdzenie Romka, że grot na jego katamaranie jest tak ciężki (ponad 200 kg), że on sam nie jest w stanie go postawić ani zrzucić. A przecież chce wypłynąć (mimo wszystko) w rekordowy samotny rejs dookoła świata - non stop oraz (jak widać) bez zrzucania żagla.

12.09 Siedzę sam w redakcji czekając na przegląd samochodu. I choć dzieje się coraz więcej, coraz mniej mam ochotę się zwierzać na tej stronie. Przesąd, uprzedzenie, czy przekonanie że "licho nie śpi"?

31.08 Koniec wakacji odczuwalny na drogach.

Holenderska uczennica Laura Dekker postanowiła w wieku 13 lat opłynąć samotnie świat i pokazać co potrafi tym wszystkim starszym paniom (i panom), którym się wydaje, że zjedli wszystkie rozumy świata, pokończyli jakieś uczelnie, a nawet zdali egzaminy kapitańskie przed komisjami Polskiego Związku Żeglarskiego. Laura zapewnie nie wie, że nie wszyscy zdali, bo teraz kapitana dostaje się w Polsce „za wysługę lat”, ale ona urodziła się na wodzie, od maleńkości pływa, przy rodzicach zdobyła olbrzymią praktykę, a nawet samotnie wykonała „rejs kwalifikacyjny” z Holandii do Anglii i powrotem.

Rodzice wspierając córeczkę wyrazili zgodę, ale poczynili tę nieostrożność, że poprosili szkołę o zgodę na dwuletnią karencję i indywidualny tok nauki, jaki u nas przysługuje wszystkim  wybitniejszym sportowcom. Dyrekcja szkoły nie okazała zrozumienia dla morskich pasji (choć to podobno Holendrzy) i zadenuncjowała do ichniego rzecznika praw dziecka, a ten wystąpił do sądu o odebranie rodzicom praw do ich dziecka.

Awantura przetoczyła się przez całą Europę i dotarła do Polski. Jako weteran, który zjadł zęby na rejsach samotnych (to tylko taka przenośnia!) zostałem wezwany do dwóch telewizji, gdzie zostałem nagrany, a następnie zmanipulowany jako facet straszący niebezpieczeństwami na morzu i dopiero w trzeciej stacji pozwolono mi powiedzieć, bo szło to na żywo, że ja popieram dziewczynkę, nawet gdyby to była moja córka, co bardzo zdziwiło panią prowadzącą rozmowę. Nie popieram jednak rejsów organizowanych wyłącznie dla bicia rekordów.

Dalszy ciąg felietonu "Rekordzistki" należy przeczytać w kolejnym "Jachtingu".

17.08 Słońce dopieka, blada skóra swędzi. Ale jest czas pomyśleć co robić w najblizszych miesiącach. Jeszcze dwa dni na plaży, potem wir spotkań.

16.08 W tym calym zamieszaniu wylądowałem na Krecie, ale nie na morzu tylko na plaży (na biczu). Ot marny los żeglarza. Dorwałem się do internetu na chwilę, żeby sprawdzić jak się miewa nowy portal:

www.szkolapodzaglami.org.pl

Chyba miewa sie dobrze, czas wypełnic go treścią. Najwazniejszy punkt to MUSTEROLA czyli lista zalogi. Wojtek pracuje nad mechanizmem automatycznego zgloszenia i odpowiedzi.

02.08 Czas na kosztorysy, ciekawe skąd pieniądze? Na razie dzięki drukarni "Efekt" (NaLubelskiej) papier firmowy  i plakat za darmo. Późnej biblioteczka Szkoły pod Żaglami powinna zacząć się sprzedawać.

30.07 Brak czasu na zwierzenia. Dziś ozalidy sierpniowego "Jachtingu". Plakat akcji prawie gotowy. Stowarzyszenie Przyjazna Szkoła proponuje współpracę.

13.07 Na POGORII poleciały 3 maszty. Za jednym zamachem. Zapewne urwała się jakaś lina, typu wanta lub padun, a w masztach korozja od wewnątrz podgryzła ścianki. Ale to przypuszczenia. Tymczasem cztery stacje telewizyjne i dwie radiowe zdążyły mnie przepytać, co tam się wydarzyło i jak ja się z tym czuję.

 

A ja się czuję świetnie wiedząc, że nikomu nic się nie stało, a POGORIA dostanie nowe maszty. Tyle razy myślałem, że maszty polecą kiedy patrzyłem na kiwające się patyki, gdy żaglowiec dziobał krótką falę...

Były regaty i kapitan forsował żaglami. Sam bym tak robił, żeby regaty wygrać. Bosman na pewno wielokrotnie sprawdzał mocowanie lin. Ale nie zawsze widać, gdzie wcisnęła się słona woda lub wykrystalizował metal. Chyba tzw. czynnik ludzki tu nie zawinił. Awaria mogła przytrafić się każdemu.

04.07 Pogrzeb morski Janki Bielak z pokładu POGORII, niezwykłe przeżycie na wodach Zatoki Gdańskiej. Syn Aleksander miał przygotowane prochy w drewnanej kasetce i po prostu wysypał do morza przy przejmujących dźwiękach trąbki. Potem posypały się kwiaty...

Kilkanaście lat temu z tego samego miejsca (śródokręcie) wysypywałem prochy mojej matki do Głębi Gotlandzkiej. Dyskretnie, w środku nocy, bez kwiatów i akompaniamentu.

Czasy się zmieniają. Podobno jest już ustawa, będzie można się rozsypywać. Elwira zna już wszystkie szczegóły i pyta czy mam ochotę. Odpowiadam - może jeszcze nie teraz.

Miłe spotkania z admirałami Dyrczem i Brągoszewskim, a także z Markiem Klebanem, dyrektorem STAP.

25.06 Projekt nazywa się "Dookoła świata za pomocną dłoń" i jest przeznaczony dla 14-latków czyli uczniów I klasy gimnazjum. Za rok mają szansę popłynąć ze mną (lub z innym kapitanem) w daleki rejs. Wstępny warunek  eliminacji - pomoc niesiona innym. Harcerze i tak to robią, więc przystąpili z radością, Caritas wie komu pomoc potrzebna, więc też zaaprobował.

A dokąd popłyniemy? Może Gwadelupa, a może Grenada, Martynika czy Wyspy Dziewicze? Będzie czas doprecyzować marzenia. Jeśli ktokolwiek oprócz mnie ośmiela się marzyć!

10.06 Rejs czarterowy z Alicante z przyjaciółmi na Formenterę i Ibizę na jachcie Gibb Sea 43. Jeszcze czegoś takiego nie było, niemałe pieniadze zapłaciłem, żeby robić coś, za co inni biorą pieniądze. Słusznie powiedział kiedyś prezes pewnego banku, że nie mam głowy do interesów. Ale, mimo wszystko, ja jeszcze pływam, a tego prezesa już dawno zdjęli.

01.06 Zapisałem 5-letni prawie blog na dysku i odłożyłem do lamusa. To tak, jakbym zaczynał nowe życie. Uruchamiam SZKOŁĘ  POD  ŻAGLAMI w nowym wcieleniu, tym razem z harcerzami i Caritasem.

31.05 Najwyższa pora coś zmienić.

 
Ranking stron żeglarskich
 
Droga do gwiazd
List mamy Kacpra (nr.573)

1% podatku!
Pomóż im wypłynąć

Mantryzacja obyczaju I
Rejs Asi. Publikacja 12.01.2009

Linki pogodowe
Macieja Ostrowskiego i innych

Wspomnienie z Brukseli
młodej uczestniczki rejsu

Szkoła pod Żaglami
26.08.2009
reaktywacja
Moja księgarnia
22.11.2005
dostępnych pozycji
 
 
Projekt i wykonanie Simple Frame