Popłynąłem jako operator filmowy w ostatni rejs "Daru Pomorza" do Kotki, mieszkałem w uczniowskiej kabinie nawigacynej i łaziłem po rejach w poszukiwaniu dobrego ujęcia...
Opowieść była o nowym pokoleniu marynarzy, którzy wchodzą w życie poprzez żaglowce (w tym czasie żywa była dyskusja, że marynarze pływający na motorowcach powinni się na motorowcach szkolić).
Mój bohater Jacek był właśnie przedstawicielem tego młodego pokolenia. Ojciec ,kapitan tankowców i dziadek, który za młodu uciekł na morze i też został kapitanem odradzali synowi taki wybór zawodu. Ale Jacek , jak widać, wypłynął.
Opowieść jest także o starym pokoleniu żaglowców, którego przedtawicielem jest "Dar Pomorza". Obraz rozbrajanego rejowca w końcowych sekwencjach filmu poprostu chwyta za gardło.
"Daru Młodzieży" jeszcze nie widać, ale Jacek o nim wspomina, gdyż będzie zapewne jego pierwszą załogą...
Dużo niebanalnych zdjęć, prosta relacja studenta i ujmująca wymowa pożegnania fregaty.
Chyba jurorzy na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Morskich w Cartagenie (Hiszpania) wzruszyli się (tak jak i ja), bo przyznali mi I nagrodę. Trofeum nazywa się Caracola del Mar i jak na razie jest najwyższym odznaczeniem jakie otrzymałem za produkcję filmową.