W roku 1994 zaplanowaliśmy dla "Fryderyka Chopina" wielką pętlę na południowym Atlantyku, gdzie najdalszym portem był Kapsztad. "Tam" poprowadził żaglowiec Rysiek Wabik przez Rio, "spowrotem" na Karaiby prowadziłem ja.Tak też ułożyły się dwa semestry szkoły pod żaglami.
 |
| "alarm do żagli" lepszy niż klasówka |
Żegluga w pasacie południowo - wschodnim jest samą przyjemnością, ale spod Góry Stołowej dmucha solidnie Doctor Cape ("doctor" bo wywiera bruzy i zarazki z miasta).
Jak zwykle kiwanie na początku zwaliło z nóg niektórych uczniów, ale w Waalvis Bay, gdzie miał już wysiadać najbardziej schorowany przypadek kliniczny, rozmyślił się i mimo wszystko został... Prawie wszyscy doszli do wniosku, że praca na rejach lepsza niż klasówki.
W Namibii odwiedzilismy prawdziwą pustynię przejeżdżając pustkowiem autobusem - gruchotem. Mimo woli czekaliśmy wszyscy , kiedy się zepsuje. Antylopy stały w cieniu rzadkich drzewek, pewnie musielibyśmy zrobić to samo.
Na Św.Helenie postój jest zawsze wątpliwy, kotwice słabo trzymają,a przybój duży. Ale zaliczyć trzeba, jak w pierwszej Szkole na "Pogorii".
Na Wyspie Wniebowstąpienia przybój był tak duży, że nikt z załogi (poza kapitanem) nie zszedł na ląd. A kapitan musiał dopełnić formalności.
 |
| "Chopin" na południowym Atlantyku |
Fernando de Noronha to też archipelag, który trzeba zaliczyć. A że znów był po drodze, więc stanęliśmy na parę dni.
A potem Małe Antyle od południa: Trynidad, Mayero, St. Lucia, Martynika. Tu oddaję dowodzenie Wabikowi, a sam wracam do Polski układać się z bankiem, co do dalszych losów żaglowca. Więcej szczegółow w książce "Samotny żeglarz".
 |
| odrabianie lekcji na dachu "klasy" |
Jeśli kiedyś natraficie w kontekście rejsów edukacyjnych na nazwisko Michał Łapiński - to jeden z wychowanków tamtej Szkoły pod Żaglami - widać go i słychać na wszystkich targach żeglarskich.