W Polsce byłoby to niemożliwe, by jachtowy kapitan żeglugi wielkiej mógł objąć stanowisko dowódcy pasażerskiego żaglowca.Armator niemieckiej barkentyny "Atlantis" (65 m LOA) rozczarowany siedmioma kolejnymi kapitanami postanowił zaryzykować i sięgnąć po obce siły.
Awans na to stanowisko okazał się niezwykle emocjonujący - poprzedni kapitan dowiedział się o zwolnieniu dopiero w mojej obecności i chociaż panowie rozmawiali w swoim języku, kapitan ów nie do końca mógł zrozumieć dlaczego właśnie stracił pracę.
Potem przedstawiciel armatora zabrał kapitana, a ja pozostałem sam na sam z obcojęzyczną załogą ( w tym 3 stewardessy i jeden barman pedzio), z nadchodzącą nocą i z nieznanym statkiem, którego maszyny okazały się częściowo niesprawne.
Nie minęła godzina, gdy okazało się, że I oficer jest skonfliktowany z mechanikiem i jeśli konfliktu tego nie opanuję, nigdzie nie popłyniemy...
A jednak wypłynąłem tej nocy z zatoki Porto Vecchio na Korsyce kursem na wschód na spotkanie naszych pasażerów na Rodos.
Pływanie z pasażerami było zabawne - ci panowie przy barze, którym nie należało odmawiać, a przecież pić nie można i te panie, z którymi należało tańczyć, co szczególnie armator podkreślał (być może poprzedni kapitan za to wyleciał! ).
Po jesiennym remoncie mieliśmy płynąć na Bahamy, ale kontrakt chyba nie wyszedł. Sylwestra 1986 spędziliśmy w Maladze, ale nadszedł rozkaz powrotu do Hamburga...
 |
| Powrót "Atlantis" do Hamburga zimą |
Zima była wyjątkowo ciężka, na wejściu do Kanału La Manche zatrzymał nas wschodni sztorm połączony z zawieją śnieżną. Halsowaliśmy na silniku w poprzek torów wodnych wykonując jeden za drugim zwroty przez rufę - w pół wiatru statek kładł się w głębokim przechyle...
A potem na holu przedarliśmy się przez zalodzoną Łabę do stoczni remontowej.Kiedy moja rola sprowadziła się do ciecia pilnującego statku, który czeka na remont, złożyłem rezygnację.
Armator nie chciał wierzyć w moją decyzję i rozstaliśmy się uzgadniając, że jeśli się jeszcze zastanowię, to bedę mógł powrócić.
Po więcej szczegółów zapraszam do książki "Zapiski najemnego żeglarza"