Polskie dziewczęta ("Papugi") wysiadły w Montrealu i na ich miejsce zamustrowała cała kanadyjska klasa z kanadyjskimi nauczycielami West Island College, by realizować Szkołę pod Żaglami w anglosaskiej wersji.
Staliśmy więc na pożegnalnej uroczystości, a dyrektor West Island College, Terry Davies, ogłaszał trumfalnie, że oto zaczyna się unikalny na światową skalę eksperyment edukacyjny pod nazwą "Class Afloat", którego autorami są kanadyjczycy i projekt ten zgłaszają do ONZ oraz informują wszystkich ambasadorów na trasie planowanego rejsu.
Stałem w rzędzie z całą kadrą w przyciasnej służbowej (kanadyjskiej) marynarce i słuchałem jak Terry opowiada o swoim rewelacyjnym projekcie. Przed chwilą stał przy mnie, a rok wcześniej przylatywał do Polski (myśmy właśnie zakończyli rejs Szkoły pod Żaglami na "Pogorii" dookoła Afryki), żeby dopiąć kontraktu.
Negocjacje dotyczyły czarteru "Pogorii" i angażowały zarówno właściciela, którym wówczas była Telewizja Polska jak i pośrednika żeglarskich czarterów jakim wówczas był Interster. Wydawało mi się,że oferujemy dobry towar - piękny żaglowiec, sprawdzony projekt, kompetentną kadrę, a nawet oryginalną nazwę w języku angielskim - Class Afloat, która to nazwa nie jest dosłownym tłumaczeniem Szkoły.
Terry kupił wszystko i zapewne uważając, że towar zapłacony,a więc mój - przypisał sobie autorstwo pomysłu.Nikt w tej sprawie nie protestował, ani Interster ani Polski Związek Żeglarski.I tak pozostało do dziś - West Island College wciąż realizuje Szkołę pod nazwą Class Afloat (wkrótce dwudziestolecie) już od dawna korzystając z własnego żaglowca pod nazwą "Concordia". Tylko kapitanów się nie dorobili przez dwadzieścia lat i wspomagają ich polsce fachowcy.
Wówczas,kiedy stałem w Montrealu w przyciasnej marynarce, byłem pierwszym kapitanem kanadyjskiej szkoły.
Rejs poprowadziłem przez Atlantyk i Morze Śródziemne,a w Grecji zastąpił mnie Jurek Rakowicz. Faworytem Kanadyjczyków był jednak wówczas i jest do dzisiaj Andrzej Marczak i jemu Class Afloat zawdzięcza większość udanych rejsów. Później zmiennikiem jego został Andrzej Straburzyński.
Najwierniejszym nawigatorem przez te lata był Wojciech Jacobson.
Rejs przez Atlantyk był bardzo zwyczajny, z postojem na Azorach. Trochę emocji było przy wyjściu z Tangeru, gdzie w główkach portu na wyjściu stanął silnik, a wiatr wiał w mordę. Mieliśmy przygotowane żagle do stawienia i zdołaliśmy wyśliznąć się z portu.
Niezwyczajna była załoga, mieszana. Do polskiej Szkoły nie dopuszczono dziewcząt, stąd taki ekspiacyjny rejs samych dziewcząt rok później. Kanadyjczycy nie byli tacy pruderyjni, tylko przygotowywali załogę w sesjach psychologicznych - ale nie na ewentualne współżycie chłopców i dziewcząt ale na porzucanie partnerów dla innych partnerów.
W praktyce pokładowej wogóle nie odczuwało się tych problemów, ale jednak w poskórnym życiu statkowym problemy narastały. Na szczęście w porę wysiadłem i dalszego ciągu nie znam, a Jurek Rakowicz, jak go znam, żadnych drastycznych szczegółów nie zdradzi.
Kilkanaście lat później w amerykańskim informatorze i akcjach edukacyjnych na żaglowcach wyczytałem, że dyrektorem Class Afloat została dziewczyna, która w moim rejsie była uczennicą.