Istnieją dwie standardowe, zasadniczo różne drogi, dookoła świata. Jedna na zachód, popularna od czasów Alain Gerbaulta i właśnie zakończona przez Leonida Teligę w roku 1969. Druga trasa, na wschód, to tradycyjny szlak żaglowców wożących herbatę z Chin, wełnę z Australii i saletrę z Chile. Szlak w Ryczących Czterdziestkach, sztormowych wiatrach i wokół Przylądka Horn.
Przygotowując"Poloneza" do regat tranatlantyckich OSTAR (zajrzyj poprzedni rozdział - Polonez OSTAR 1972) rozważałem ruszenie na tę drugą, wschodnią trasę, bo nie było sensu powtarzać wyczynu Teligi.
Nikomu o tym nie mówiłem, bałem się zapeszyć, bałem się odmowy, bałem się obmowy i wreszcie normalnie bałem się,że to powyżej możliwości jachtu i żeglarza. Niemniej zadbałem, by "Polonez" był wyjątkowo mocno zbudowany, co budziło zdziwienie konstruktorów.
- Wyruszam na północny Atlantyk trasą północną, wśród gór lodowych - tłumaczyłem i sam w to wierzyłem. Ryczące Czterdziestki w owym czasie były domeną paru zaledwie żeglarzy.
Argentyński żeglarz Vito Dumas jako pierwszy przepłynął całą trasę wokół pięciu wielkich przylądków na jachcie "Legh II" w latach 1942/43. Były to lasa wojny światowej i sukces Argentyńczyka minął niezauważony.
Później za to, w latach 1966/67, przy pełnych światłach jupiterów, wyruszyli dwaj Anglicy - Francis Chichester i Alec Rose. Pierwszy płynący wyścigowo na dużym jachcie "Gipsy Moth IV", drugi niespiesznie na "Lively Lady" ,jak sam mówił "oddając się Bogu w opiekę".Ich wyczyn stał się inspiracją ogłoszenia regat Golden Globe - non stop z Anglii do Anglii u "podnóża kuli ziemskiej".
Wyścig wygrał jedyny, który ukończył regaty, Robin Knox - Johnston na jachcie "Suhaili", jego największy konkurent Bernard Moitessier na jachcie "Joshua" wycofał się z wyścigu i popłynął w drugie okrążenie, by wylądować wreszcie na wyspach Polinezji.
Nigel Tetley na trimaranie "Victress" rozsypał się koło Azorów (w drodze powrotnej), a Donald Crowhurst na "Teinmouth Electron" nigdy Atlantyku nie opuścił podając sfingowane raporty o postępach w podróży dookoła świata.
Rok czy dwa później nietypową trasą, bo Czterdziestkami ale pod wiatr i pod prąd (czyli na zachód) wyruszył Chay Blyth, a rejs Chichestera powtórzył Bill King, który zresztą do Plymouth przypłynął dwa dni przede mną.
Gdy więc po regatach OSTAR ruszałem z Newport w Stanach Zjednoczonych tylko 8 żeglarzy zrobiło całą trasę z Europy do Europy. Miałem o tyle dalej, że startowałem z Ameryki Południowej, a Dumas miał o tyle bliżej, że startował z Ameryki Południowej. Zatrzymywałem się w Kapsztadzie, Hobart.i Pt.Stanley, więc postój co kontynent.
Przebiegu rejsu nie ma co relacjonować, najlepiej oddałem go w "Drodze na Horn".I książka i rejs zostały obsypane deszczem honorów, więc nie mam co narzekać.
Dla porządku przypomnę nieliczne porty pośrednie:
start w Newport R.I. w Stanach Zjednoczonych po krótkim remoncie gdy zakończył się wyścig OSTAR.
Cape Town. RPA, ponad dwa miesiące z północnego na południowy Atlantyk.
Potem dramatyczny skok przez Ocean Indyjski. Nie spodziewałem się, że tak bedę rolował na wielkich falach. Gdy o tym powiedziałem głośno - w Polsce okrzyknięto mnie łgarzem. Trzeba było lat i kolejnych wypadków (Fastnet 1979), by wywrotki jachtów balastowych stały się normą szczególnych warunków zafalowania (Ryczące Czterdziestki, prądy przeciwne do wiatrów, interferencja fal itp.). Napisałem o tym ostatnio w "Jachtingu" ("Anatomia wywrotki").
Do Hobart na Tasmanii dowlokłem się na wystruganym z wiosła samosterze. Tam pobyt w stoczni,Gwiazdka 1972 i Nowy Rok 1973.
Ocean Spokojny pokonany ( na południe od Nowej Zelandii) w rekordowym czasie 45 dni - przez wiele lat niepobity przelot w kategorii jachtów jednokadłubowych. W owych czasach odwoływanie się do Księgi Guinessa uważane było za kretynizm. Dzisiaj, choć pozostaje tym samym, jest powodem do nobilitacji.
Za Przylądkiem Horn odpoczynek w archipelagu Falklandów - Port Stanley przez dwa tygodnie.
I najdłuższy etap rejsu: Falklandy - Plymouth. Burmistrz tego miasta czekał z uroczystym obiadem, a ja się spóźniałem. Obiad w zastępstwie zjadła żona. Ale po przypłynięciu Brytyjczycy sprawili mi takie przyjęcie jak swoim bohaterom - dwa dni wcześniej kończył swój wokółziemski rejs Bill King - mnie potraktowano nie gorzej.
Potem w Londynie w ambasadzie polskiej spotkali się najwięksi samotni żeglarze brytyjscy - Robin Knox Johnston, Alec Rose, Bill King oraz wdowa po Francisie Chichesterze ,Sheila. Wszystkim smakowała polska wódka, w szczegolności Alecowi i Sheili.
Ostatni etap z Plymouth do Świnoujścia, Szczecina, a potem do Gdyni odbyłem w towarzystwie Ewy. I tak oto Odyseusz powrócił do Itaki ku radości Penelopy i Telemacha. A zalotnicy sami wyzdychali ze złości i zazdrości.
 |
| Przylądek Horn za rufą "Poloneza" |
Rok po mnie Ryczące Czterdziestki przeżeglował Francuz Alain Colas na trimaranie "Manureva", a gdy popularne stały się regaty BOC trasę tę przemierzały dziesiątki jachtów z samotnymi żeglarzami na pokładach.Niemniej przez wiele lat (do regat BOC) "Polonez" miał najlepszy (dla jachtów jednokadłubowych) czas przejścia Południowego Pacyfiku od Tasmanii do Przylądka Horn - 45 dni.
Miłym akcentem kończącym mój samotny rejs dookoła świata na "Polonezie" było spotkanie w Ambasadzie Polskiej w Londynie na które przyszli Alec Rose,Robin Knox Johnston, Bill King i Sheila Chichester (Francis już nie żył).