Pierwszy film zrealizowany nie "przy okazji" jakiegoś rejsu, ale zamierzony od początku jako niezwykły reportaż z polowana na wieloryby prymitywną metodą - przy pomocy harpuna rzucanego z ręki, z pokładu chybotliwej łodzi żaglowej na Azorach.
Wracając z rodziną "Polonezem" z rejsu po amerykańskich jeziorach i rzekach trafiłem na ten temat na wyspie Pico. Rok poźniej, korzystając z tego, że jestem pracownikiem TVP, zaproponowałem taki temat.Dla oszczędności pojechalem sam i sam musiałem uporać się z kamerą i trudnościami organizacyjnymi.
Mimo że mialem paru znajomych na wyspie, nie moglem sie wcisnąć między wielorybników, bo mnie poprostu nie chcieli.Dopiero mój udział w pogrzebie ich kumotra, który zapił się na śmierć, spowodował pewien przełom, a pogrzeb stał się nastrojową sceną sennego miasteczka.
Dwa tygodnie przeznaczone na realizację zdjęć miały się ku końcowi, a wielorybow ciągle nie było. Kiedy wreszcie spostrzeżono stado i łodzie ruszyły (na żaglach !) w pościg za bestiami, mnie udało się wskoczyć na jedną z łodzi pościgowych - rezultatem polowania był pogięty harpun...
W powrotnej drodze wielorybnicy krzywo na mnie patrzyli, jakbym był Jonaszem i przyniósł pecha w ich połowie, tym bardziej, że sąsiadom się poszczęściło.
Już w porcie zaprosiłem wszystkich do knajpy Cafe Sport na piwo, żeby choć w ten sposób zmazać z siebie plamę, a w tytule filmu "Polowanie" zamienilem na "Czekanie".
Film bardzo sie podobal. W Polsce otrzymałem za niego nagrodę telewidzów (oraz konkretny telewizorek - przebój owych czasow), a na forum festiwalu miedzynarodowego w hiszpanskiej Cartagenie wygryzl mnie przy nagrodzie niejaki Andrzej Wajda ze swoją "Smugą cienia".
Swoje perypetie z realizacją filmu opisałem w reportażu, który stanowi jeden z rozdziałów książki "Samotny żeglarz".
Reportaż ciągle leży w archiwum TVP z sygnaturą Wt 37981. Może ktoś go odkurzy?