 |
| Kecz "Polonez" |
Co można powiedzieć o jachcie, o którym wcześniej napisało się cztery książki (zajrzyj do książek!). Kawałek życia, wiele uczucia i żal, że taki koniec.
 |
| gotowy do chrztu |
"Polonez" był budowany na regaty oceaniczne OSTAR 72 przez Szczecińską Stocznię Jachtową im.Leonida Teligi jako jacht drewniany z obłogów mahoniowych.
Nad projektem pracowali Edward Hoffman,Czesław Gogołkiewicz i Kuba Jaworski, ale nie było czasu i pieniędzy, więc nowy projekt przypominał trochę istniejące już jachty, o co było nawet trochę zamieszania.
Pomysł Kuby,zapewne inspirowany przygotowywanym we Francji "Vendredi Treiz", by takielunek opierał się na dwóch wielkich sztakslach nie sprawdził się w praktyce.Sztag bezana trzeba było zdjąć, bo przenoszenie bomu grota górą ponad sztagiem bezana było absurdem.
W rezultacie powstał kecz o pięknej linii pokładu (bo bez nadbudówek), zgrabny i szybki.O dwa maszty sam się napierałem w myśl zasady, że jak jeden się straci, to zawsze jeszcze jest jeszcze drugi.
Kolegom konstruktorom nie mówiłem o tym, że buduję jacht na rejs dookoła świata, ale wtedy sam nie byłem pewien, czy popłynę.
W roku 1971 opływałem "Poloneza" w Mistrzostwach Polski i wszelkich innych możliwych regatach,a w roku 1972 w regatach Solent - Cherbourg (I miejsce i dyskwalifikacja).Regaty OSTAR ukończyłem na 12 miejscu ( na 43 startujących), sądząc z reakcji w Polsce uznano to za dobry wynik.Ten rok stał pod znakiem słabych wiatrów, a "Polonez" (z powodu moich ukrytych planów) budowany był na bardzo silne wiatry.
Silne wiatry istotnie spotkałem na Południu, w czasie okrążania świata w Ryczących Czterdziestkach. Cieszę się, że mam to za sobą. Jacht sprawdził się tam nadzwyczajnie.
W roku 1973, już po zakończeniu rejsu, "Polonez" został przekazany Wyższej Szkole Morskiej w Szczecinie. Wbrew oczekiwaniom Szkoła nie była tym zachwycona, nie było żadnych rejsów wykraczających poza Morze Północne i dopiero w roku 1976 załoga akademicka WSM (ze mną jako kapitanem) wystartowała w regatach Operacji Żagiel przez Atlantyk.
Powrót zza oceanu odbywałem już w towarzystwie rodzinnym.
Później były już coraz bardziej sporadyczne rejsy ze Szczecina do Świnoujścia i spowrotem.
Wreszcie WSM sprzedała "Poloneza" niejakiemu Grobelnemu, wówczas wschodzącej gwieździe polskiego biznesu.
Dopiero niedawno dowiedziałem się od Bruna Salcewicza, kto był inicjatorem skandalicznej sprzedaży. Wbrew przypuszczeniom nie był to rektor tylko inny pracownik uczelni... znany mi skąd inąd szczeciński kapitan jachtowy. Zawiść, zazdrość czy inny motyw? W oficjalnych papierach było zastrzeżone, że sprzedawać zabytku nie wolno!
Kiedy "gwiazda" (czyli Grobelny) poszła odsiadywać za Bezpieczną Kasę Oszczędności, "Polonez" niszczał w Szczecinie a takielunek rozkradano.
Niedawne wykupienie szczątków "Poloneza" i próba restauracji nie powiodła się, gdyż kolejnym inwestorom brakowało wciąż funduszy...Ale próby wciąż trwają, tyle że nowi właściciele chcą wygodnego jachtu, a nie spartańskiej jednostki na Ryczące Czterdziestki.
Za taki stan winię tylko siebie, bo znając polskie stosunki nie powinienem odstępować jachtu natomiast kontrolować poczynania armatora.Ale cóż - mnie się śniły wielkie żaglowce.I zapewne, gdybym siedział przy "Polonezie", nie powstałaby "Pogoria", a później "Chopin".
 |
| przy Wałach Chrobrego,powrót z Wielkiego Kręgu |