Tytuł jest mylący. Autor nie opowiada o kolejnym samotnym rejsie lecz skarży się, że jest samotny w większości swoich przedsięwzięć. Same przedsięwzięcia są imponujące – budowa dwóch żaglowców: „Pogorii” i „Fryderyka Chopina” i niezwykłe rejsy na nich – z polarnikami do Antarktyki, z dziewczętami do Kanady, z Amerykanami i Rosjanami wokół Ameryki Południowej, z kolejnymi szkołami przez Atlantyk. Po raz pierwszy Krzysztof Baranowski pozwala sobie na wątek osobisty, z którego wynika, że przez życie też żegluje burzliwie. Jacek Czajewski pisząc o tej książce nadaje recenzji tytuł „Spowiedź kapitana” (przeczytaj!) i to jest chyba bardziej adekwatny tytuł.
Wydawnictwo IPS, 1995
Recenzja Jacka Czajewskiego w "Żaglach" (1996)
Spowiedź kapitana
"Jaki właściwie jest ten Baranowski".To pytanie zadawano każdemu,kto pływał lub współpracował z kapitanem Krzysztofem Baranowskim.Dziś odpowiada na nie On sam w swej ostatniej książce "Samotny żeglarz" (Wydawnictwo IPS,ul.Romantyczna 4 Warszawa 1995,str.279,cena 21 zł).
Książka to na pozór kompendium historii wyczynowych rejsów Autora, tych opisywanych przez Niego i przez innych we wcześniejszych książkach oraz tych rejsów, o których książki nie powstały,żeby tylko wymienić wyprawę Międzynarodowej Szkoły pod Żaglami wokół Ameryki Południowej czy rejsy FRYDERYKA CHOPINA.Ale historia rejsów jest dla Autora tylko tłem, ułatwiającym ekspozycję starannie dotąd skrywanych myśli, przeżyć, rozterek, refleksji, odczuć i uczuć, tajemnic serca i alkowy, kulis wydarzeń związanych z budową POLONEZA, POGORII, FRYDERYKA CHOPINA i z organizacją dalekich wypraw.
Autor ujawnia szereg nieznanych, w dużej mierze bulwersujących faktów, a tym wszystkim, którzy stawali na drodze jego ambitnych planów wygarnia prawdę prosto w oczy.Czy całą prawdę i tylko prawdę - o tym wie On i oni.Nie szczędzi Baranowski nieudaczników i ludzi przeciętnych, których los wplątał we fragmenty Jego życiorysu, a którzy nie byli w stanie sprostać wysokim wymaganiom.Tępe szpileczki wbija też tym,
 |
| Recenzent Jacek Czajewski i Autor |
którzy z Nim owocnie współracowali, ale nie akceptowali bezkrytycznie wszystkich poglądów i metod Kapitana.Autor nie oszczędza też i siebie i z ogromną otwartością (lub fantazją), mogącą również ranić Jego najbliższych, obnaża swe wnętrze oraz przyznaje się do własnych słabości, choć na ogół tłumaczy je i usprawiedliwia.
Książka Baranowskiego to frapująca lektura. Nie z powodu jej skandalizujących wątków, ale dlatego, że ukazuje ogrom autentycznej miłości do morza i żagli człowieka nieprzeciętnego, mającego o sobie wysokie mniemanie i zapewne na nie zasługującego, kontrowersyjnego, podziwianego, darzonego sympatią i nielubianego, o bardzo silnej osobowości i niezwykle ciekawej psychice, która nie wytrzymuje czasem ciśnienia niepowodzeń.
Z kart książki wyziera autoportret trudnego egocentryka, który wykorzystując każdą koniunkturę potrafi realizować marzenia i konsekwentnie pokonuje wszelkie trudności dzielące Go od wytyczonych, ambitnych celów, instrumentalnie traktuje współpracowników i kolegów.Gdyby urodził się kilka wieków wcześniej byłby zapewne Kortezem lub Pizarrem.Ale trzeba przyznać, że wymagając niezwykle wiele od siebie i swego otoczenia więcej zrobił dla polskiego żeglarstwa niż ktokolwiek inny.
Książka, świetna pod względem literackim,a do tego starannie wydana i bogato ilustrowana wspaniałymi zdjęciami, jest chyba najlepszą pozycją w bogatym dorobku Autora.Jej promocja odbyła się w bardzo sympatycznej atmosferze 9 czerwca b.r. (1966) w Klubie Księgarza na Rynku Starego Miasta w Warszawie.
Recenzja w "Sukcesie" (styczeń 1996)
Inną, nie mniej rzeczywistą stronę tego świata najniejspodziewaniej ukazuje słynny żeglarz, Krzysztof Baranowski. Jego pięknie, kolorowo ilustrowany SAMOTNY ŻEGLARZ (wyd.IPS), pełen fascynujących opisów żeglarskich przygód, przedstawia również inne przygody: nie z żywiołem, lecz z biurokracją mianowicie. "Największym sukcesem mógłbym nazwać postawienienajpiękniejszego na świecie żaglowca, a równocześnie sukcesowi temu towarzyszy największa moja klęska: żaglowiec muszę oddać.Zamiast na nim pływać, muszę wracać do kraju, układać się z bankiem..." powiada Baranowski. Jakiż więc naprawdę jest ten nasz świat? Jaki do niego stosunek byłby najwłaściwszy?
ADA
Recenzja "Polityki" (28.10.1996)
Najpierw sukces samotnego rejsu dookoła świata, potem realizacja idei Szkoły pod Żaglami czyli rejsów dalekomorskich z młodzieżową załogą, która równocześnie przerabiała program szkolny.
Dziennikarz telewizyjny redaktor Krzysztof baranowski był przez kilka lat częstym gościem na pierwszych stronach gazet.
To jest dwunasta jego książka i tym razem niewiele w niej o morzu.Dominują, co jest znakiem czasu, pieniądze, a również opowieści o ludziach zawistnych, marnych, czyli to, co zwykło się nazywać polskim piekiełkiem.Baranowski umie pisać i nie opuszcza go poczucie humoru, co powoduje, że nie jest ta książka - na szczęście - płaczliwym lamentem.I nawet bardzo nieporadne opisy stanów uczuciowych autora (bo jest tu i wątek miłosny) dadzą się przeczytać.
P.Ad.