Holenderska uczennica Laura Dekker postanowiła w wieku 13 lat opłynąć samotnie świat i pokazać co potrafi tym wszystkim starszym paniom (i panom), którym się wydaje, że zjedli wszystkie rozumy świata, pokończyli jakieś uczelnie, a nawet zdali egzaminy kapitańskie przed komisjami Polskiego Związku Żeglarskiego. Laura zapewnie nie wie, że nie wszyscy zdali, bo teraz kapitana dostaje się w Polsce „za wysługę lat”, ale ona urodziła się na wodzie, od maleńkości pływa, przy rodzicach zdobyła olbrzymią praktykę, a nawet samotnie wykonała „rejs kwalifikacyjny” z Holandii do Anglii i z powrotem.
Rodzice wspierając córkę wyrazili zgodę, ale poczynili tę nieostrożność, że poprosili szkołę o zgodę na dwuletnią karencję i indywidualny tok nauki, jaki u nas przysługuje wszystkim wybitniejszym sportowcom. Dyrekcja szkoły nie okazała zrozumienia dla morskich pasji (choć to podobno Holendrzy) i zadenuncjowała do ichniego rzecznika praw dziecka, a ten wystąpił do sądu o odebranie rodzicom praw do ich dziecka.
Awantura przetoczyła się przez całą Europę i dotarła do Polski. Jako weterana, który zjadł zęby na samotnych rejsach (to tylko taka przenośnia!), wezwano mnie do dwóch telewizji, gdzie zostałem nagrany, a następnie przemontowany jako facet straszący niebezpieczeństwami na morzu i dopiero w trzeciej stacji pozwolono mi powiedzieć, bo materiał szedł na żywo, że popieram dziewczynkę i popierałbym nawet, gdyby była moją córką, co bardzo zdziwiło panią prowadzącą rozmowę. Nie popieram jednak rejsów organizowanych wyłącznie dla bicia rekordów.
Tymczasem owo bicie rekordów zagościło na dobre w polskim żeglarstwie. W czasie kiedy ja opływałem świat po raz pierwszy Południowym Oceanem i zrobiłem rekordowo szybki (wówczas) przelot między Australią i Hornem, wstydziłem się, że mnie wpisują do jakichś ksiąg, bo w Polsce by mnie wyśmiali.
Czasy się jednak zmieniły i dziś trzeba koniecznie ogłosić, że na trasie od wysp Kanaryjskich do Zielonego Przylądka (albo od Samoa do Tonga) wyprzedziło się dziesięć innych jachtów, albo że jest się najszybszym lub najmłodszym żeglarzem, który ukończył rejs wokół Wysp Brytyjskich, albo najpiękniejszą żeglarką o najdłuższych nogach.
Tak się właśnie składa, że w tym roku dwie polskie gracje już skończyły samotne rejsy (blondynki), a trzecia (brunetka) właśnie kończy. Oczywiście ścigają się o odpowiedni przymiotnik, „rekordowy”, „najszybszy”„najmłodszy”, „charytatywny”… „najpiękniejszy”.
Rekordowo szybko popłynęła Asia Pajkowska i w czasie poniżej 200 dni zamknęła pętlę dookoła świata, więc szybko przesłałem jej gratulacje. Rzecz jednak w tym, że Asia twierdzi, że zrobiła rejs non-stop, czyli bez zatrzymania, podczas gdy po drodze zatrzymała się na parę dni w Port Elisabeth (bardzo słusznie), żeby przeczekać złą pogodę.
Rejsy rekordowe, jeśli mają być za takowe uznane, podlegają bardzo surowej weryfikacji. Asia jest bardzo dobrą żeglarką, ale zamiast przyznać, że to nie był rejs non-stop i zbierać nadal gratulacje, zapiera się w żywe oczy i nie przyjmuje nawet do wiadomości, że nie ukończyła rejsu dookoła świata (w kategoriach rekordu), bo zapomniała okrążyć Amerykę Południową.
O zawinięciu do Port Elisabeth opinia publiczna dowiedziała się przypadkiem, bo sama bohaterka nie ujawniła tego na swoim blogu prowadzonym na bieżąco, a w porcie zgłosiła się pod pseudonimem. Dopiero po zakończeniu rejsu, kiedy sprawa wyszła na jaw, blog został wstecznie poprawiony o ten jeden, bardzo ważny wpis.
Podobnie druga blondynka, Marta Sziłajtis-Obiegło nic nie napisała w swoim dzienniku, że na pewnym odcinku swojego rejsu dookoła świata płynie z koleżanką. Dopiero akcja ratownicza sztrandującego na plaży jej jachtu ujawniła, że samotna żeglarka występuje w dwóch osobach. Żeglarka powróciła do portu, skąd zabrała koleżankę i dalej popłynęła już sama, ale wstyd pozostał. Czy też nie ma się czego wstydzić?
Natasza Caban (brunetka) płynie bez takich numerów (jak na razie), ale też lubi pokazać, jaką ma długą nogę i smukłą pęcinę (a my te zdjęcia z przyjemnością zamieszczamy), jednak do rekordów przestała się spieszyć, choć sądziła, że będzie najmłodsza, a Marta ją ubiegła. I jak się to ma do rejsu Laury Dekker?!
Wspomniane tu trzy rejsy polskich samotniczek są nieporównywalne i nie wiadomo, czy je oceniać pod kątem bicia rekordów, dobrej praktyki morskiej czy też szczerości intencji. Może więc oceniać pod kątem urody kobiecej, bo wszystkie trzy panie mają zapewnione miejsce w finale. Historia wskazuje jednak, że i tu czyhają poważne niebezpieczeństwa.
Oto grecki pasterz imieniem Parys próbował rozsądzić trzy skłócone baby, trzy boginie rywalizujące o miano najpiękniejszej. W zamian za werdykt (wręczenie jabłka – typowa korupcja) dla najpiękniejszej bogini, czyli Afrodyty, otrzymał najpiękniejszą ziemiankę czyli Helenę, która skądinąd była już mężatką i to żoną potężnego Menelaosa…
Nie chciałbym być dziś w roli rozsądzającego, co się komu należy i za co. Do czego to doprowadziło w wypadku Parysa wszyscy wiemy, bo tak oto wybuchła wieloletnia antyczna wojna trojańska z udziałem bogów i herosów, którą sławi do dziś nieśmiertelna „Illiada”.
(tekst zamieszczony w nr.10/2009 "Jachtingu")