Szukaj na stronie    
   
· O sobie · Jachty · Rejsy · Książki · Filmy ·  Wywiady · Publicystyka · Oferta · Kontakt · Dziennik · Poczta butelkowa ·
Kapitan musi być despotą ("Cogito" nr 16/09)
 

Kapitan musi być despotą

 

Krzysztof Baranowski: Wybitny żeglarz (240 tysięcy mil żeglugi), kapitan jachtowy, dziennikarz, nauczyciel, autor kilkunastu książek, jako pierwszy Polak dwukrotnie samot­nie opłynął kulę ziemską. Rozpoczynał od pływania kajakiem z dziadkiem. Na wodzie denerwowało go, że on musi się męczyć z wiosłami, gdy żeglarze bez wy­siłku mają tyle przyjemności. Pierwszy poważny rejs odbył w latach 1965-66 jako kucharz na pokładzie jachtu „Śmia­ły" dookoła Ameryki Południowej. Kilka lat później pierwszy raz opłynął samotnie glob na jachcie „Polonez". W latach 80. zainicjował i prowadził rejsy Szkoły pod Żaglami na żaglowcu „Pogoria". W wywiadach przyznaje, że czasami także on płacze na morzu, ale to są łzy wściekłości, których nikt nie powinien zo­baczyć. Podczas żeglowania marzy o gó­rach, bo na nartach jeździ od 7. roku życia. Wzorce charakterów czerpał z książek Jacka Londona i Aleksandra Dumasa.

Kapitan na żaglowcu musi być despotą, a faktycznym wychowawcą młodych ludzi jest morze" - przekonuje w rozmowie z Cogito" kpt. Krzysztof Baranowski, założyciel polskiej Szkoły pod Żaglami.

***

Kiedy płynął Pan wokół Przylądka Dobrej Nadziei, trzykrotnie wywrócił się Panu jacht. To musiała być tragedia?!

To byto zagrożenie ekstremalne, ka­tastrofa, ale jeśli jacht nie zostanie prze­dziurawiony i szybko wstanie, to nie zdąży się napełnić wodą i nie utonie. Wówczas musiałem tylko szybko wypompować wodę, posprzątać totalny bałagan. Cho­ciaż w czasie tych trzech wywrotek mia­łem spore zniszczenia na jachcie, a jeden z masztów się pogiął, to nic poważnego się nie stało.

Często zdarzają się takie sytuacje?

Tak ekstremalne nie, ale zagrożenia na morzu przychodzą z różnych stron: choroba na pokładzie, wypadek kogoś z załogi, zatrucie, zranienie i wreszcie kon­flikty w załodze, które mogą prowadzić do nieoczekiwanych sytuacji. Kiedyś pływałem z młodzieżą z więzienia i wówczas jeden z członków załogi chciał drugiemu wbić nóż w brzuch. Wszystko się na szczęście dobrze skończyło, a załoga okazała się świetna. W więzieniu, z którego ich brałem, jeszcze dugo po rejsie krążyła legenda, że przypłynie Baranowski i ich stamtąd wyciągnie.

W książce „Kapitan kuk" pisał Pan o czymś, co naturalne na statkach, gdzie ludzie stłoczeni są na małej powierzchni przez długi czas - właśnie o konfliktach ludzkich. Myśli Pan, że taka atmosfera sprzyja kształtowa­niu charakteru człowieka?

Konflikty są nieuniknione na pokładzie jachtu, ale to także część wychowania; w życiu młodzi ludzie mają podobnie - też jest ciasno i muszą znaleźć swoje miejsce w społeczności. Nieuchronne są przy tym zatargi.

Zna Pan film „Sztorm" Ridleya Scotta o tra­gedii szkoły pod żaglami?

Nie tylko film, ale i kapitana, który był pierwowzorem bohatera tego filmu-Chrisa Sheldona. Film oparty był na faktach.

Na niewielkim jachcie szkoleniowym ka­pitan twardą ręką kształtuje charaktery młodzieńców z bogatych domów. Kapitan jest zbyt twardy, rejs kończy się tragedią, ale i tak chłopcy stają murem za dowód­cą. Wspaniały dowód na to, jak bohatero­wie dojrzali w trakcie rejsu. Co jest istotne w formowaniu charakteru młodego czło­wieka na morzu? Siła, charakter, autorytet, konsekwencja...?

To morze jest wychowawcą, dyktatorem, a kapitan tylko organizuje życie na pokłdzie, ja także jestem surowym kapitanem, ale nie tak szorstkim jak tamten. Nie mu­szę swojego autorytetu tworzyć poprzez niecenzuralne słowa i krzyki. On opiera się na tym, co przekazuję załodze, jak do niej przemawiam. Na żaglowcu autorytet ciągle jest narażony na szwank, bo każdym manewrem muszę podtrzymać wiarę za­łogi w swoje kompetencje.

Gdy jacht wychodzi na morze, to zagro­żone jest życie człowieka. Żeby je ratować, kapitan musi załogę skłonić do czujności, przestrzegania zasad bezpieczeństwa, pra­widłowej obsługi statku. Czy on to zrobi krzykiem, czy argumentami, czy wyzwiska­mi, to już inna sprawa. Ale kapitan musi być despotą, bo tego wymaga od niego kodeks morski - on odpowiada za całość.

W filmie Sztorm" mnie także raziło, że kapitan wyzywa młodego człowieka, by skłonić go do wejścia na maszt. Pływa­jąc z młodzieżą, mam ten sam problem, tylko rozwiązuję go inaczej - wytwarzam naturalną rywalizację, by wszyscy chcieli się pokazać, wejść na szczyt masztu.

Szkoli Pan młodzież pod żaglami, a Pan dostał podobną szkołę na morzu?

Nie. Wówczas nie było takich pływają­cych szkół. Długi rejs na „Śmiałym" odbyłem w charakterze kucharza i tam dostałem mocno w kość. Pomysł żeglowania z młdzieżą przyszedł mi do głowy po rejsie do Ameryki z własnymi dziećmi. W ciągu roku szkolnego musieliśmy z żoną prowadzić na pokładzie zajęcia. Gdy wróciliśmy do kraju, dzieci przeszły odpowiednie egza­miny w swojej szkole i okazało się, że dla syna to był najlepszy rok szkolny w całym okresie jego podstawówki, l tak powoli dojrzała myśl, że można prowadzić szko­łę na statku.

Morze uczy na pewno odpowiedzialności. Czego jeszcze?

Nauczycieli w Szkole pod Żaglami ude­rza w oczy fakt, że na pokład przychodzi młodzież, która nie umie sprzątać, goto­wać, zachować się, nie jest zdyscyplino­wana. A dyscyplinę narzuca tu rytm życia. Młodzież zresztą bardzo szybko sama między sobą ustala na statku surowe kary. Bo te trzy minuty spóźnienia na wachtę są bardzo ważne dla tego, który czeka zmę­czony, głodny i zmoknięty.

Ja bardzo surowo karzę niepunktualność w trakcie rejsów. Kiedyś dwóch nauczy­cieli amerykańskich spóźniło się godzinę na pokład. Była godzina otwarcia śluzy, więc wypłynęliśmy w morze bez nich. Statek schowałem za wyspą i czekałem, obserwując przez lornetkę, co się będzie działo. Pojawili się. Siedzieli na ławce, więc wysłałem po nich ponton. Dzięki temu już nie miałem spóźnień na tym rejsie. Jestem gotów poświęcić dobro jednego człowieka, jeśli mam wychować całą załogę.

To żeglowanie faktycznie tak zmienia?

W wieku 15-16 lat młodzież bardzo szybko dojrzewa i to jest najlepszy wiek na kształtowanie charakteru na morzu. Z listów rodziców dowiadujemy się, że po rejsie młodzi używają innego języka, innych argumentów. Czasami tak szybko dorośleją, że przestają się rozumieć z ko­legami, którzy zostali w szkołach. Krnąbr­nych żeglowanie uspokaja, ale najlepszym materiałem do kształtowania jest cicha, spokojna, zalękniona młodzież, inteligentna, dobrze wychowana, z dobrych domów. W ich przypadku efekty szkoły pod żaglami są niezwykłe na przestrzeni całego życia. Oni robią potem największe kariery.

Pamięta Pan jakiś wyrazisty przykład?

Najgorszy uczeń Szkoły pod Żaglami jest w tej chwili deweloperem w Nowym Jorku. Zarobił fortunę, zaprasza kolegów z tego rejsu, ma własny jacht, wygrywa regaty. Ci dobrze wychowani potem najczęściej wykonują wolne zawody, są wybitnymi specjalistami. Efekty są niewia­rygodne. Wiem, bo spotkaliśmy się 20 lat po rocznym rejsie do Indii.

Rozmawiał: Krzysztof Boczek

 

 
Ranking stron żeglarskich
 
Dryf i hals to nie pedał i gaz
K.Kowalski "Rzeczpospolita" 12.11.09
Kapitan musi być despotą ("Cogito" nr 16/09)
"Cogito" 16/09
Do szkoły chodziłem z prądem
wywiad "Polska, The Times" 21.07.2008
Po Superkolosie w Gazecie Wyborczej
15.03.2008
Kobieta i styl
mężczyzna, którego warto poznać
Nie potrafię...
wywiad dla londyńskiej "Cooltury"
Drobinka na wielkim oceanie
Allianz wspiera żeglarstwo
Dziennik Bałtycki
Budownictwo Okrętowe
Cigaro
Przekrój
Raport VIP
Elite
Razem - 1980 r.
Bussines Class
Wywiad w magazynie Bussines Class
 
Szkoła pod Żaglami
26.08.2009
reaktywacja
Moja księgarnia
22.11.2005
dostępnych pozycji
 
 
Projekt i wykonanie Simple Frame