Wyjście na morze w charakterze załogi nie wymaga specjalnych przygotowań, niemniej warto zdawać sobie sprawę z pewnych zależności, aby żegluga sprawiała nam przyjemność a nie przykrość.
Ci, którzy wcześniej pływali na żaglach po śródlądziu mają tę przewagę, że wiedzą jak funkcjonuje jacht, jak wiatr działa na żagle, jakie manewry można wykonać a jakich nie. Na morzu jest podobnie, choć wszystko jest większe albo wydaje się większe – jednostki, czas trwania, akwen. Główna wyczuwalna różnica wyraża się kołysaniem, które u niektórych po paru godzinach wywołuje mdłości czyli chorobę lokomocyjną zwaną morską. Nie wszyscy jej podlegają, a praktyka wykazuje, że najlepiej znoszą pierwsze dni żeglarze zaangażowani, z pozytywnym podejściem do swojej funkcji, zajęci sterowaniem lub obieraniem ziemniaków, jakąkolwiek absorbującą czynnością. Po dwóch dniach nieustanej żeglugi na fali dolegliwości same znikają i z tego to powodu rejs powinien trwać nie mniej niż trzy dni. Turyści płynący na Hel i chorujący na Zatoce nigdy nie poznają piękna morskiej żeglugi, bo nie zdają sobie sprawy, że organizm musi się do pływania przyzwyczaić i na to potrzeba trochę czasu.
Niektórzy próbują się uodpornić na kołysanie biorąc środki farmakologiczne typu aviomarin, ale na ogół skutkuje to przeciwnie – wprawdzie dolegliwości mają przebieg złagodzony, ale przeciągają się ponad czas naturalnej adaptacji.
Jak znaleźć załogę?
Pomijając ekscesy w rodzaju rejsów samotnych żeglarstwo jest sportem zespołowym. Ktoś, kto pierwszy raz wypływa na morze na pewno nie zrobi tego samotnie bez wcześniejszych doświadczeń.
Najlepiej wyruszać na morze w gronie znajomych, wzajemnie lubiących się ludzi pod dowództwem znanego i doświadczonego kapitana. Życzliwie traktowany nowicjusz z łatwością wciągnie się w tryb wacht i obowiązków pokładowych. Gdy chcemy wyruszyć nie znając ludzi ( w szczególności kapitana) narażamy się na ryzyko, że atmosfera na jachcie nie będzie nam odpowiadała albo dowódca nie stanie na wysokości zadania. Dlatego przed rejsem warto rozejrzeć się w środowisku żeglarskim, posłuchać rad, sprawdzić rekomendacje. Pomocne w tym będą fora internetowe, choć nie należy liczyć na szczere odpowiedzi, lepiej je weryfikować w inny sposób.
Poszukiwania rejsów należy kierować do armatorów jachtów, a ci najczęściej ogłaszają się w czasopismach żeglarskich lub w internecie. Jeśli trafiamy na firmę czarterową to tam lepiej zgłaszać się od razu pełnym składem załogi wcześniej skrzykniętej, a od ilości załogi będzie zależał typ i wielkość jachtu. Czarterownie dysponują zazwyczaj własną wykwalifikowaną kadrą więc posiadanie kapitana w swoim składzie nie jest konieczne, choć będzie to kosztowało ekstra pieniądze.
Bardzo wiele zależy od charakteru rejsu i rejonu żeglugi. Inaczej zbiera się załoga na rejs do Chorwacji a inaczej na Szpicbergen, ale i tu i tu trzeba uważać na towarzystwo, gdyż może znaleźć się facet zakała, który wszystkim popsuje przyjemność żeglugi.
Im rejs dłuższy tym ważniejszy właściwy dobór załogi. W rejsach trwających powyżej miesiąca nawet najlepsi przyjaciele potrafią się skłócić.
Jak wybrać jacht?
Zasada jest taka, że im większy jacht tym większy komfort i bezpieczeństwo żeglugi. Z drugiej strony większa załoga traci „rodzinny” walor pływania, a konieczność koordynacji poczynań załogi wytwarza przymus podporządkowania się różnego rodzaju restrykcjom lub przejście do roli pasażera, co w ogóle przekreśla sportowy charakter uprawiania żeglarstwa. Za optymalne w przyjemnościowym pływaniu turystycznym można uznać jachty 11 – 14 metrów długości z załogą 4 – 7 osób.
Ze względów bezpieczeństwa warto wybrać jacht opływany (a więc nie zupełnie nowy) i dobrze wyposażony. Charakter wyposażenia (jak i wymaganą obsadę z niezbędnymi kwalifikacjami) narzuca Karta Bezpieczeństwa, a szczegóły można znaleźć w wykazie wyposażenia. Warto tym się zainteresować jeśli wcześniej nie wiemy na co zwrócić uwagę. W szczególności ważne jest sprawdzenie czy na pokładzie znajdują się wymagane środki ratunkowe – tratwy, kamizelki, pasy, środki pirotechniczne itp. o ważnych atestach, które muszą się znajdować w dokumentach jachtowych.
Jeśli korzystamy z jachtu pożyczonego to pierwszym obowiązkiem załogi jest sprawdzenie czy wszystko jest na pokładzie i czy kadłub i jego wyposażenie są w dobrym stanie. Najczęściej firmy czarterowe pobierają na wstępie kaucję, z której potrącają później kwoty stosowne do zaistniałych uszkodzeń, nawet jeśli my uszkodzenia nie spowodowaliśmy, a tylko przeoczyliśmy je przy przejmowaniu jachtu.
Przygotowując się do przejęcia jachtu od firmy czarterowej warto mieć przygotowane odpowiednie listy (check lists, patrz str.) ułatwiające szybkie sprawdzenie całego wyposażenia i poświęcić na to sprawdzanie odpowiednią ilość czasu.
Jak się ubrać?
Wyruszając na morze narażamy się na kaprysy aury i zależnie od klimatu w rejonie pływania musimy odpowiednio się ubierać. Do Zatoki Botnickiej lepiej wziąć ciepłe rzeczy (np. kalesony), na Tahiti bardziej przydatne będą szorty. Niemniej i tu i tam może chlapać z nieba albo zza burty. Dlatego podstawowym elementem ekwipunku żeglarza jest sztormiak.
Sztormiaki bywają jednoczęściowe jako kombinezon lub dwuczęściowe złożone z wysokich spodni na szelkach i kurty sięgającej poniżej siedzenia. Najważniejszą cechą sztormiaka jest jego nieprzemakalność i dlatego nie warto oszczędzać na tym elemencie wyposażenia, gdyż suche ubranie w czasie sztormu wydaje się bezcenne.
Na wszelki wypadek warto mieć suche elementy garderoby schowane (najlepiej zaspawane) w folii plastikowej.
Do sztormiaka niezbędne są gumowe kaloszki pod kolana zwane „kotwicami” na tyle luźne, by zmieściły się podwójne wełniane skarpety. Nazwa „kotwice” bierze się od ich funkcji po wypadnięciu człowieka za burtę, dlatego przyjęło się stosować obuwie raczej luźniejsze, łatwe do zrzucenia ze stóp, choć nikt nie planuje wysiadania za burtę i raczej stara się trzymać pokładu.
Nawet w tropikach trzeba mieć trochę ciepłych elementów garderoby, gdyż nocą bywa zimno, a w chłodniejszych klimatach trzeba mieć swetry, ciepłe czapki i kalesony.
Cały nasz ekwipunek pakujemy do wora żeglarskiego lub miękkich toreb, gdyż na jachcie nie ma miejsca na walizki ani na plecaki ze stelażem. Ilość miejsca w jaskółkach i bakistach też jest ograniczona, więc zazwyczaj część garderoby oraz wory i torby, w których ją transportowaliśmy wściela się w koję, na której śpimy.
Jak się zachować?
Żegluga morska z samej swojej natury jest niebezpieczna i dlatego konieczne jest zachowanie pewnych procedur, hierarchii i zwyczajów. Za całość przedsięwzięcia odpowiada kapitan i musimy przyjąć, że ma on odpowiednie kompetencje. Zasada nr.1 jest zatem taka, że „kapitan ma zawsze rację”. A jeśli nie ma racji? To wtedy obowiązuje zasada nr.2 – patrz zasada nr.1
W praktyce oznacza to, że nie warto dyskutować z kapitanem na temat jego dyspozycji, nawet jeśli nam się nie podobają. Nie ma sensu też podważanie autorytetu kapitana za jego plecami, wobec innych członków załogi, gdyż psuje to tylko nastrój.
Zachowanie uprzywilejowanej pozycji kapitana bywa trudne w gronie koleżeńskim, gdy wspólnie dyskutuje się nad trasą rejsu, czasem postojów czy programem wycieczki. Warto jednak pamiętać, że odpowiedzialność kapitana jest jak najbardziej realna i dla własnych fanaberii nie należy narażać go na ewentualne kłopoty wynikające z wymuszenia jakichś ryzykownych decyzji.
Życie na jachcie to życie w ciasnocie, pewnej niewygodzie i dużym stresie. Wymaga to dużej dozy tolerancji i wzajemnego zrozumienia. Dlatego w pierwszym rejsie nie wysuwajmy swoich żądań, ale spróbujmy zrozumieć okoliczności w których wszyscy dobrowolnie się znaleźli. Nastrój poszczególnych członków załogi jest wyczuwalny przez innych i dlatego wszystkim trzeba zalecić życzliwość i wzajemne zrozumienie, gdyż inaczej przyjemnościowy z założenia rejs stanie się katorgą i będzie niemile wspominany.
Na pocieszenie trzeba dodać, że morze potrafi być fascynujące, a żegluga niezwykłym przeżyciem, które sprawi, że do tego wspomnienia powraca się później przez całe życie, zaś haust żeglugi po morzu traktuje się jak narkotyk.