NIE FUNKCJONOWAŁBYM NA PRAWACH EMIGRANTA
Wybitny żeglarz, kapitan jachtowy, dziennikarz, nauczyciel. Jako pierwszy Polak dwukrotnie opłynął samotnie kulę ziemską. W 1983 był pomysłodawcą, założycielem i prowadzącym “Szkołę Pod Żaglami” na żaglowcu “Pogoria”, a w 1992 na żaglowcu Fryderyk Chopin. Wśród młodych widzów propagował żeglarstwo w “Teleranku” i “Ekranie z bratkiem”. Obecnie jest redaktorem naczelnym czasopisma "Jachting". Kapitan KRZYSZTOF TADEUSZ BARANOWSKI zaprasza na pokład.
Kiedy ktoś osobiście zapozna się z każdą wodą, wyda o tym kilkanaście książek, nakręci ponad 50 filmów dokumentalnych i wyszkoli następców, to w którą stronę stawia kolejny krok w karierze?
Od czasu kiedy objąłem funkcję redaktora naczelnego miesięcznika „Jachting” dobrze tym się bawię. Czasem wyskakuję, by popływać na jachcie „Lady B.”, którego jestem współwłaścicielem, ale częściej zapraszam innych żeglarzy, by wykorzystali możliwość wyruszenia na morze.
Czy zainteresowanie żeglarstwem w Polsce jest dziś podobne do tego jakie było, gdy Pan Kapitan “wchodził do wody”?
Inne były uwarunkowania, inna mentalność społeczna. Klub żeglarski dawał możność wyruszenia na morze i w „wielki świat”. Dziś ten wielki świat przyszedł do nas i łatwiej jest dostać się na morze. Ale może właśnie dlatego zainteresowanie spadło, żeglarstwo spowszedniało. Nadal jednak pozostała ważna prawda, że każdy człowiek powinien za młodu trochę popodróżować, by poznać inne kultury i cywilizacje. To daje poczucie dumy z dorobku własnego kraju i świadomość, że nie wylecieliśmy sroce spod ogona. Mnie osobiście, podróże dały znajomość języków obcych i szacunek oraz tolerancję dla ludzi innych narodowości.
Czy po odwiedzinach miejsc cieplejszych, bogatszych i bardziej przyjaznych do życia, łatwo było wracać do Polski?
Dość dużo czasu spędziłem poza krajem, ale tylko w jednym, jako młody człowiek mieszkałem dłużej – w USA. Doszedłem wtedy do wniosku, że nie jest to miejsce dla Europejczyka.
A które jest?
Oczywiście Europa: Francja, Hiszpania, Włochy. A z krajów pozaeuropejskich wybrałbym Chile.
Dlaczego?
Ludzie, kultura, krajobrazy, klimat, styl życia.
Gdzie na świecie są najpiękniejsze wody?
To sprawa subiektywna. Dla mnie na Małych Antylach.
... a najczystsze?
Wydaje mi się, że w Arktyce.
Jak na tym tle wypada Morze Bałtyckie?
Ani czyste ani ładne, ale bliskie w każdym sensie.
Do Wielkiej Brytanii Pan Kapitan również przypływał.
Najlepiej pamięta się pierwszy raz. Płynąłem w rejsie po Morzu Północnym jako początkujący żeglarz i zawinęliśmy do Hull. Rejs był pamiętny ze względu na przeżycia na morzu, ale port też zrobił silne wrażenie.
Podejrzewam, że gdyby to było możliwe, na stałe nie mieszkałby Pan na lądzie.
Gdy widzę co się w tej chwili dzieje w Polsce, to mam ochotę wyemigrować. I nie jestem w tym odosobniony. Wielu młodych ludzi już to zrobiło. Polskę traktuję jako dobre miejsce, do którego się wraca, ale w obcych krajach czuję się komfortowo. Gdybym miał zamieszkać gdzie indziej, starałbym się wtopić w miejscową społeczność, a nie funkcjonować na prawach emigranta.
W kraju jest Pan postrzegany jako wybitny żeglarz, osoba sukcesu.
Dziękuje za komplement. Z drugiej strony, nie wiem o jakim sukcesie mówimy – chwilowo nie mogę zdobyć sponsora na organizację imprezy rozdania nagród dla najlepszych żeglarzy ostatniego sezonu.
Za chwilę okaże się, że i tym razem, Pan Kapitan sobie poradzi. Tu potrzebne są zdolności marketingowe, a przecież i takie Pan posiadł.
Moim wyuczonym zawodem jest elektronika, ukończyłem Politechnikę Wrocławską z tytułem magistra inżyniera. Ale potem poszedłem na Uniwersytet Warszawski, gdzie ukończyłem studium dziennikarskie. Byłem dziennikarzem prasowym i radiowym, komentatorem telewizyjnym i reżyserem filmowym – nakręciłem około 50 filmów dokumentalnych. A jednak prosi Pani o rozmowę z żeglarzem, podczas gdy ja żadnej morskiej akademii nie kończyłem i nie mam dyplomów, które upoważniałyby mnie do prowadzenie statków handlowych, jestem amatorem, który uprawia tę szczególną dyscyplinę sportową dla przyjemności.
Z którą, zdaje się, zapoznał Pana Pański dziadek.
Tak. Pewnego razu zabrał mnie na rejs krypą po jeziorze. To określiło moje późniejsze życie. Są chwile, które zmieniają wszystko. Ta z pewnością do takich należy. Podobnie jak amerykański autostop (hitchhike), który pozwolił poznać od podszewki wielki kraj. Z kolei pierwszy samotny rejs dookoła świata na jachcie „Polonez”, sprawił, że uwierzyłem w swoje siły. Budowa dwóch kolejnych żaglowców („Pogoria” i „Fryderyk Chopin”) udowodniła mi, że można dokonać rzeczy niemożliwej. Jako dziecko chciałem być maszynistą na lokomotywie, a później konstruktorem urządzeń radiowych. Dziś chciałbym promować zdolnych żeglarzy, ale napotykam na pewne trudności, o których wspominam przy pytaniu o sukces.
Martyna Wojciechowska powiedziała mi, że kiedy staje na środku lodowca i czuje, że może mieć kłopoty, myśli sobie: „O, kurczę, w co ja się wpakowałam?” A co Pan myśli, kiedy zmaga się z żywiołem, sam na otwartym morzu?
Nie potrafię tak zgrabnie formułować myśli jak Martyna Wojciechowska, kiedy „zmagam się z żywiołem”...
Rozmawiała: Sylwia Chudak