Choć ożaglowanie rejowe poprzedziło wszystkie inne i w zasadzie wyszło z użytku na rzecz ożaglowania skośnego (suchego), to jednak przetrwało na statkach szkolnych, a od pewnego czasu obserwujemy nawet jego renesans i powrót do pracy żeglarzy na wysokości.
Główną bowiem różnicą między rejami (poprzecznie do masztu) i ożaglowaniem skośnym (bomy wzdłuż osi jachtu) jest konieczność obsługi żagli na górze, gdzie są one przyczepione do rej, podczas gdy na wszystkich pozostałych jednostkach żagle obsługuje się z pokładu, ciągnąc za odpowiednie liny.
Praca na masztach, która dla nielicznych załóg była utrapieniem, okazuje się współcześnie niezłą zabawą, dla młodych załóg - ambitnym wyzwaniem, a dla oficerów narzędziem w kształceniu charakterów (w szczególności wyrabianiu odwagi).
Właśnie cele wychowawcze przyświecały inicjatorom budowy żaglowca rejowego w Polsce, gdy w 1980 r. wypływała barkentyna Pogoria. Dwa lata później powstała fregata Dar Młodzieży dla Akademii Morskiej i barkentyna Iskra dla Marynarki Wojennej. W 1992 r. zakończono budowę drugiego rejowca dla młodzieży, brygu Fryderyk Chopin. Szkuner Henryk Rutkowski wraz z nazwą na Kapitan Głowacki zmienił ożaglowanie na brygantynę.
Obsługa żagla rejowego wymaga wyjścia wzdłuż masztu na odpowiednią wysokość po drablinach - linkach napiętych pomiędzy wantami, zrobienia dużego kroku z drablin na pertę, linkę podwieszoną pod reją, i tam, w zależności od potrzeby zwijania lub rozwijania żagla i zabezpieczenia go (lub odbezpieczenia) linkami zwanym sejzingami (lub cejzingami).
Pracując na rei, żeglarz opiera się o nią brzuchem i ręce ma wolne, trochę wbrew zasadzie „jedna ręka dla statku…” Ubezpiecza go linka asekuracyjna wpięta w stalówkę biegnącą wzdłuż rei (lifeline) lub w pręt wzmocnieniowy (jaksztag) przyspawany do rei.
Czynności, które trzeba wykonać na górze, są niezwykle proste, ale sytuacja (fala, rozkołys, wiatr) oraz dotarcie do właściwego miejsca budzą wśród początkujących niezwykłe emocje. To właśnie dla tych emocji warto popróbować żeglugi na rejowcu.
Żaglowce rejowe dość tępo żeglują do wiatru, gdyż trudno ustawić reje pod odpowiednim kątem – są one umocowane przegubowo na maszcie, na wysięgniku zwanym bejfutem, ale gdy wysięgnik jest krótki, sam maszt ogranicza możliwość ich obrotu. Drugim ograniczeniem są wanty, na których opierają się końce rej i już dalej nie chcą się obracać (brasować). W efekcie żaglowce nie są w stanie uzyskać lepszego kąta do wiatru niż 60º, natomiast wspaniale żeglują baksztagami.
Wykonanie zwrotu przez rufę nie sprawia trudności, należy jedynie zsynchronizować ustawienie rej do wiatru w miarę jak statek odpada. Nie ma obawy tak częstej na typowych jachtach, że spóźnimy się z przerzuceniem bomu grota i wyjdzie „niekontrolowana rufa”. Pod tym względem rejowce są nadzwyczaj bezpieczne.
Gorzej ze zwrotem przez sztag. Na klasycznym jachcie w trakcie krążenia do wiatru żagle wchodzą w łopot – na rejowcu w tym momencie żagle rejowe pracują wstecznie. Jest to tak potężna siła hamująca, że rzadko który jest w stanie inercją przejść na drugi hals. W związku z tym zwrot przez sztag wykonuje się etapami, z elementem biegu wstecznego po zatrzymaniu się z żaglami pracującymi wstecz.
Gdy statek rusza do tyłu, ster wykładamy na przeciwną burtę i po odwróceniu kadłuba do bajdewindu ruszamy do przodu z pracującymi żaglami trójkątnymi (kliwry, sztaksle) i zbrasowanymi na ostro żaglami rejowymi.
Manewr „człowiek za burtą” jest uproszczony do błyskawicznego zatrzymania statku (np. przez wyostrzenie) i zrzucenia na wodę po zawietrznej pontonu lub szalupy. Znany jest wypadek, gdy żaglowiec zgubił człowieka przy szybkim kursie baksztagowym i sztormowej pogodzie. Zanim wykonano manewr, człowieka już nie było widać… A jednak wracając kontrkursem (już na silniku), znaleziono pływającego rozbitka, szalupa podjęła go całego i zdrowego.
Żaglowce rejowe to zazwyczaj jednostki większe, zabierające na pokład liczniejsze załogi, I choć od kadry wymagają również większej (i bardziej specjalistycznej) wiedzy, to, paradoksalnie, tolerują mniej wyszkolone załogi. Mówiąc inaczej, praca na żaglowcu rejowym wymaga stosowania się do prostych reguł, zaś wiedzą nautyczną powinni dysponować oficerowie i kapitan. Dzięki temu rejowce nadają się lepiej dla akcji wychowawczych, zapoznawczych czy wręcz szkół lub seminariów, niż do szkolenia na stopnie żeglarskie. Dlatego wciąż na morzach trwają żaglowce szkolne, które oswajają przyszłych oficerów z morzem – takie jak Dar Młodzieży - i te, które spełniają marzenia młodych ludzi o przygodzie na morzu - jak Pogoria i Fryderyk Chopin.