Życząc szczęścia jedni mówią – stopy wody… na co inni odpowiadają – kilo wody pod stopą. Inni wreszcie szczęście widząc inaczej życzą – czterech stóp w koi!
Głębokości określane w stopach (0,3033 m) to tradycja żeglarska od czasu, gdy Wielka Brytania zapanowała na morzach i oceanach. Ale nawet tradycyjna Anglia przerzuciła się w ostatnich latach na oznaczenia metryczne, co na wszystkich mapach Admiralicji jest napisane wielkimi literami. Nie zaszkodzi zwrócić uwagę biorąc starą mapę do ręki czy czasem nie jest tam napisane słówko „fathoms”, co oznacza głębokości w sążniach (1,8 m), którego szóstą częścią jest stopa.
Na środku morza czy też oceanu głębokości nie mają dla nas większego znaczenia – kilka metrów w jedną czy w drugą stronę nie robi różnicy. Gdy jednak żeglujemy po wodach płytkich w strefie przybrzeżnej kilka metrów to kwestia być albo nie być – być na mieliźnie czy być na wodzie.
Informacje o głębokości pod stępka otrzymujemy z echosondy – sygnał z przetwornika (transducer) odbity od dna jest przez ten sam przetwornik odbierany; urządzenie zlicza różnicę czasów między wyjściem i powrotem impulsu i oblicza przebytą odległość. Urządzenia te mają możliwość skalowania i dlatego dobrze jest wiedzieć czy odczyt pokazuje odległość od przetwornika do dna (x), czy od najniższego położenia balastu (y) czy też uwzględnia zanurzenie jachtu i pokazuje głębokość od poziomu wody (z). Różnice, w zależności od wielkości jachtu mogą być spore.
Rys.1 Przetwornik echosondy umieszczony jest zazwyczaj w dnie w przedniej części jachtu. Głębokość x liczona od przetwornika, y – od balastu, z – od powierzchni morza.
Jeżeli echosonda nas zawiedzie, możemy zawsze wrócić do sondy ręcznej czyli ciężarka doczepionego do końca linki. Na ogół tak bezgranicznie ufamy elektronice jachtowej, że mało już kto wozi ze sobą oryginalną sondę ręczną, która ma ołowiany ciężarek z wgłębieniem na tłuszcz, do którego przyczepiają się drobiny materiału dennego i linkę oznaczoną kolorowymi wstążeczkami co metr lub 5 metrów. Kolory tych wstążeczek były kiedyś ulubionym pytaniem egzaminatorów na stopień sternika jachtowego…
Problem, z sondowaniem jest na ogół taki, że możemy poznać głębokość tylko bezpośrednio pod dnem. Gdy jacht płynie, i to w dodatku szybko, możemy wjechać na mieliznę, która nieoczekiwanie wyrasta z dna. W pewnych rejonach świata, np.na Bahamach spotyka się takie miejsca, gdzie dno jest w miarę równe i jacht o przeciętnym zanurzeniu z łatwością przechodzi, ale przeszkodą stają się wyrastające z dna pojedyncze rafy w kształcie maczug sięgające czasem powierzchni. Gdy fala nad nimi się załamuje, można je wypatrzeć z daleka, ale gdy są zanurzone metr czy półtora pod wodą, stanowią niebezpieczeństwo, które można wypatrzeć tylko z wysokości salingu i to ze słońcem świecącym od rufy, odpowiednio wysoko nad horyzontem.
Bardzo wielką pomocą w określeniu głębokości wody stanowi jej kolor. Właśnie na Bahamach ( i w wielu innych miejscach) tak się pływa – kolor granatowy woda głęboka dla wszystkich , woda zielona – trzeba uważać przy większym zanurzeniu – woda oliwkowa: robi się płytko – prześwieca kolor żółty – mielizna, biały przybój – rafa tuż pod powierzchnią albo brzeg morza.
Niby to banalne, ale znam parę jachtów, które miały kłopoty z powodu nie rozróżniania kolorów przez ich skippera.
Zmniejszające się głębokości to sygnał ostrzegawczy. Na mapie linie jednakowej głębokości oznaczone są linią ciągłą lub przerywaną zwaną izobatą. Można ją potraktować jako linię pozycyjną, którą wraz z namiarem na jakiś widoczny znak na brzegu pozwoli szybko uzyskać dość dokładną pozycję.
Rys.2 Pozycja z namiaru i izobaty. Przekraczając głębokość 10 m bierzemy namiar kompasowy na latarnię. Pozycja znajduje się na przecięciu izobaty i namiaru rzeczywistego (NR=NK + d + δ)
Gdy natkniemy się na mgłę zmieniające się głębokości dają potwierdzenie naszej pozycji, gdy korzystamy z GPS, a tym bardziej gdy GPS nie działa lub go nie ma.
Głębokość pod stępką jest szczególnie istotna, gdy szukamy miejsca do zakotwiczenia. Ze względu na dobre trzymanie kotwicy pożądane jest miejsce płytkie, ze względu na bezpieczeństwo jachtu – miejsce głębokie. Kłopot w tym, że największym niebezpieczeństwem na kotwicowisku jest zdryfowanie jachtu z tego właśnie powodu, że kotwica źle trzymała.
Jak więc oszacować potrzebną nam głębokość? Po pierwsze musimy orientować się czy na danym akwenie występują pływy, a jeśli tak to jakiej wysokości jest skok pływu, czyli ile wody przybędzie w przypływie, a jak nisko zjedziemy przy odpływie. Potrzebne nam do tego pomoce nawigacyjne w postaci tablic pływów lub almanachu, w których takie informacje znajdziemy.
Załóżmy jednak, że pływów nie ma (pływami zajmiemy się oddzielnie). Do głębokości zanurzenia naszego jachtu dodajemy margines bezpieczeństwa (metr lub dwa) oraz wysokość spodziewanej albo istniejącej fali.
Rys. 3 Jacht na kotwicy. Stosunek długość kabla L (łańcucha,liny kotwicznej) do głębokości wody T decyduje o trzymaniu kotwicy. Przy stosunku 2:1 lina pracuje pod dużym kątem i kotwica narażona jest na wyrwanie. Zalecany stosunek 3:1 i więcej.
Powinniśmy także wziąć pod uwagę kierunek spodziewanego wiatru i wybierać kotwiczenie pod brzegiem zawietrznym, najlepiej wyniesionym (wysokości wzgórz na mapie oznaczone są liczbami obok punktów) , a także przestrzeń za rufą - na wypadek zerwania kotwicy (zdryfowania) i przestrzeń obok czyli odległości od innych zakotwiczonych jachtów.
Dopóki pod kilem jest woda - jacht pływa. A dopóki jacht pływa, żegluga trwa. Wielu żeglarzy nawet nie przypuszcza, jak blisko jest tragedii osadzenia jachtu na mieliźnie. Ale dla tych, którzy lubią żeglować po płytkich wodach, ta świadomość jest podniecająca.