POLITYKA nr 31(2152)
1 sierpnia 1998
Atlantycka szkoła pod żaglami
Uczeń na wachcie
.
Rosjanie, Amerykanie, Anglicy organizują wielomiesięczne rejsy
pełnomorskie dla młodzieży w cyklu tzw. szkół pod żaglami.
Czasem wspominają, że pomysł ten narodził się w Polsce.
U nas natomiast idea ta — jak wiele dobrych pomysłów
niemal utonęła w morzu biurokracji.
KRZYSZTOF BARANOWSKI
 |
| "Zew Morza" |
Połączenie pracy na morzu z nauką szkolną dało niezwykle rezultaty. Uczniowie pod żaglami nie stracili roku szkolnego, obejrzeli świat, okrzepli fizycznie i psychicznie, a później wyrośli na odważnych i zdecydowanych łudzi. Pierwsze eksperymenty edukacyjne prowadzone dwadzieścia lat temu na szkunerze „Zew Morza”, a później na „Pogorii” budziły wiele kontrowersji. Dziś wiadomo, że da się pogodzić naukę szkolną z pływaniem po oceanach, a uczniowie zyskują nowe, niezwykłe doświadczenia.
Joseph Conrad w swojej mało znanej publicystyce nawołuje do wysyłania młodych ludzi na morze dla zdrowia, krzepy i znajomości żeglarskiego rzemiosła. Gustaf Ericson, znany armator z Marienhamn na Alandach, jeszcze do lat czterdziestych zatrudniał piętnastolatków na pokładach swoich żaglowców, zaś inny żeglarz, Alain Villiers, poprowadził dwuletni rejs dookoła świata na „Josephie Conradzie” z grupką chłopców, których, jak mówił, „wyprowadził na ludzi”. Chodziło im o przygotowanie młodych ludzi do pracy na morzu. Dzisiaj większość seminariów i semestrów na morzu ma charakter oceanoznawczy (amerykański „Vega”) bądź resocjalizacyjny (niemiecki „Outlaw”). Polską specjalnością okazała się szkoła ze zwykłym programem licealnym.
W roku 1983 wypłynęła z Gdyni barkentyna „Pogoria” z grupką 30 uczniów, laureatów konkursu, w którym startowało prawie 2000 młodzieży z całej Polski. Warunkiem udziału była opieka przez całą zimę nad ludźmi starymi i potrzebującymi pomocy. Zarówno to kryterium, jak i sam pomysł rejsu wybranej grupki w daleki świat powodował różnego rodzaju protesty, za którymi kryła się zwyczajna zawiść lub niechęć do pionierskich przedsięwzięć.
 |
| "Pogoria" |
Rejs wiódł szlakiem starych cywilizacji - przez Morze Śródziemne i Czerwone do Indii i Sn Lanki, apotem wokół Afryki i z powrotem do Europy. Uczniowie nie marnowali czasu pracując pod kierunkiem nauczycieli-żeglarzy, wyniki zostały zweryfikowane później w macierzystych szkołach. Bez trudu zaliczali „stracony” rok- bądź w trakcie egzaminów. bądź wyrywkowych sprawdzianów.
Pierwszą reakcją międzynarodowej społeczności żeglarskiej było zamówienie kanadyjskiej szkoły West Island College z Montrealu na wynajem „Pogorii” z polskim kapitanem i kadrą żeglarską na kolejny rok szkolny 1985/86. Kanadyjczycy dostarczyli uczniów, nauczycieli i program szkoły, ale trasa rejsu (wokół Afryki), jak i nazwa (Class Afloat) pozostały takie jak w polskiej szkole. Nie przeszkodziło to Kanadyjczykom ogłaszać, że zapoczątkowują niespotykany dotychczas eksperyment edukacyjny..
Kanadyjska szkoła pod żaglami funkcjonowała tak jak polska - parę godzin zajęć programowych przed południem, konsultacje i dodatkowe zajęcia po południu dla tych, którzy nie mają służby pokładowej a dla wszystkich służba marynarska w czterogodzinnych wachtach przez popołudnie i noc aż do świtu. Alarmy do żagli, ilekroć sytuacja tego wymaga.
Wyśrubowany reżim czasowy okazywał się uciążliwy tylko na początku. Później uczniowie uczyli się wykorzystywać każdy wolny kwadrans na odrabianie lekcji lub uzupełnianie snu.
Kanadyjskim uczniom i ich rodzicom pomysł spodobał się tak bardzo, że przez następnych osiem lat szkoła pływała na „Pogorii” w różne rejony świata. Opłata za semestr wynosiła wówczas 17 tysięcy dolarów kanadyjskich, co przy 100-dniowym semestrze dawało 170 dolarów za dobę. Chętnych nie brakowało. Wyniki finansowe były tak dobre, że w 1992 r. Kanadyjczycy zwodowali swój własny żaglowiec „Concordia” (zbudowany oczywiście w Polsce) i z pomocą polskich kapitanów nadal prowadzą bardzo popularne szkoły pod żaglami.
W 1988 r. Liga Morska z olbrzymim trudem uzyskała od armatora „Pogorii”, czyli Polskiego Związku Żeglarskiego, możliwość wynajęcia żaglowca na zimę. Planowana wyprawa dookoła świata ze względów czasowych została okrojona do rejsu wokół Ameryki Południowej, ale najbardziej interesujący był skład załogi
 |
| Praca na rejach, nauka odpowiedzialności |
Organizatorzy zaprosili do udziału Amerykanów, Rosjan i Polaków. Był to czas pierestrojki i zarówno Stany Zjednoczone, jaki ówczesny Związek Radziecki wyrażały zainteresowanie takim eksperymentem. Stronę polską, jako organizatora, interesowało wykorzystanie możliwości finansowych gości, dzięki czemu rejs mógł dojść do skutku. Najtrudniejsze wydawało się pogodzenie programów szkolnych, ale obecność na pokładzie dwóch nauczycieli amerykańskich oraz dwóch rosyjskich (mówiących po angielsku) usunęła większość przeszkód.
Prawdziwym problemem było słabe przygotowanie zagranicznych uczestników rejsu. Polacy byli wcześniej testowani pod kątem sprawności fizycznej, wiedzy szkolnej i znajomości co najmniej dwóch języków obcych. Amerykanie byli zebrani przypadkowo. Przy doborze Rosjan z pewnością język angielski nie był głównym kryterium, co spowodowało później wiele trudności.
Ciężka żegluga po burzliwych wodach Patagonii pogodziła wszystkich, a twardy reżim szkoły wyszedł uczniom na dobre. Rejs spodobał się Amerykanom, ale Rosjanie przeżyli go najmocniej. Na konferencji prasowej w Sankt Petersburgu (wówczas jeszcze w Leningradzie) mówili, że otworzyły im się oczy na świat, o którym dotychczas kłamały podręczniki i nauczyciele.
Młodzi zostali potraktowani pobłażliwie, relacje nauczycieli były pozytywne i cała załoga amerykańsko-polsko-rosyjska została przetransportowana do Moskwy i fetowana na Kremlu. Jeszcze w tym samym 1989 r. Amerykanie popłynęli z Rosjanami przez Atlantyk w żeglarski rejs przyjaźni.
Sukces międzynarodowej szkoły zaowocował powstaniem Fundacji Międzynarodowa Szkoła Pod Zaglami, która zaczęła od kursów żeglarskich, rejsów czarterowych po Bałtyku, a nawet wkroczyła za zgodą Muzeum Morskiego na pokład „Daru Pomorza”, wówczas już statku-muzeum. Głównym jednak celem Fundacji było zbudowanie własnego żaglowca dla prowadzenia kolejnych szkół pod żaglami.
Graniczyło to z cudem, ale siłami sponsorów powstał żaglowiec wart kilka milionów dolarów: Huta Częstochowa dała blachy na kadłub, Gorzowski Stilon płótno na żagle, wytwórnia lin z Bielska-Białej komplet takielunku, Warszawskie Zakłady Mechaniczne Wola - silniki, itd. Fundacja zaciągnęła również kredyt w banku, który stał się dla niej zgubny parę lat później.
 |
| "Fryderyk Chopin" |
„Fryderyk Chopin”, nowy żaglowiec rejowy typu bryg (dwa maszty), ruszył w marcu 1992 r. w dziewiczy rejs przez Atlantyk, uczestnicząc w regatach Columbus Race.
Polska młodzież spędziła ostatnie tygodnie w stoczni i tam pobierała nauki, ucząc się przy okazji (wraz z nauczycielami) nowego statku. Po pierwszym semestrze na morzu stwierdzili, że warto było czekać.
Polaków wkrótce zastąpili Szkoci, którzy najpierw zaprosili żaglowiec do Glasgow, a później wzięli udział w całym cyklu rejsów i regat z okazji 500-lecia odkrycia Kolumba. Trzecie miejsce „Fryderyka Chopina” w głównym wyścigu z Hiszpanii do Puento Rico (za żaglowcem norweskim i rosyjskim) zostało uznane za wielkie osiągnięcie Wielkiej Brytanii (z powodu Szkotów na pokładzie) i z tej okazji w Bostonie złożył wizytę na pokładzie książę Filip.
„Fryderyk Chopin” w kolejnych semestrach pływał z młodzieżą polską jesienią przez Atlantyk na Karaiby, a wracał do kraju wiosną. Lato było poświęcone na rejsy zarobkowe, ale dochody nie wystarczały na spłacenie kredytu. Bank najpierw statek przewłaszczył, a wiosną 1996 r. położył na nim areszt.
Przez dwa lata statek stał bezużytecznie, gdyż władze miejskie Szczecina zastanawiały się, czy go kupić. Wreszcie bank powołał własne biuro armatorskie, zatrudnił Ziemowita Barańskiego, znakomitego wychowawcę i pedagoga, w charakterze, kapitana, opłacił remont i oto na początku maja bieżącego roku „Chopin” znów zaczął żeglować. Chyba nie przypadkiem ze Szczecińską Szkołą pod Żaglami, jedyną zresztą, która ostała się z owego tysiąca proponowanego w 1985 r. i od początku prowadzoną przez Zbigniewa Kosiorowskiego.
Jedną ze szkół publicznych, z których wy- wodził się uczestnik dalekich rejsów szkoły pod żaglami, jest XXXV Liceum Ogólnokształcące im. Bolesława Prusa w Warszawie. W kończącym się roku szkolnym rada pedagogiczna tego liceum zdecydowała o udziale w integracji europejskiej poprzez wychowanie morskie. Oznacza to wprowadzenie pierwszego w polskim szkolnictwie programu, w którym przewidziano rejsy oceaniczne (od dwóch do czterech miesięcy) połączone z normalną nauką szkolną. W cyklu 4-letnim uczeń odbędzie trzy rejsy (w 5-letnim cztery), co łącznie da rok spędzony na morzu. Pierwszy rejs przewidywany jest na wiosnę 2000 r., ale nabór rozpocznie się od roku przyszłego.
Rosjanie od czasu rejsu na „Pogorii” prowadzą rejsy edukacyjne na największych żaglowcach świata: „Siedowie”, „Kruzenszternie” i „Mirze” (ten ostatni budowany w Polsce) podkreślając wszakże, że ich pomysły zaczęły się na polskim pokładzie. Dziś rewanżują się, proponując młodym Polakom miejsca na „Kruzenszternie" we wrześniu wyrusza na Atlantyk w trzymiesięczny rejs. Organizatorem tego wyjazdu jest Europejska Federacja Żeglarska po stronie polskiej, a Młodzieżowa Liga Morska po stronie rosyjskiej. Znajomość języka rosyjskiego tak jednak w Polsce podupadła, że nie wiadomo, czy znajdą się chętni.
Żegluga morska jest również sprawdzonym instrumentem wychowawczym wobec młodzieży trudnej lub ze środowisk zagrożonych: Właściwa selekcja może wyłonić ludzi wartościowych i ambitnych, którzy na morzu odnajdą swoje miejsce w życiu.
Morze ma niezwykłe właściwości oddziaływania na ludzi. Gdyby Polacy chcieli to zrozumieć, może łatwiej byłoby o autorytety, porządek i proste ścieżki życiowe.