Szukaj na stronie    
   
· O sobie · Jachty · Rejsy · Książki · Filmy ·  Wywiady · Publicystyka · Oferta · Kontakt · Dziennik · Poczta butelkowa ·
· Sklep ·
Opiekun duchowy rejsu "Pogorią"
 

Opiekun duchowy rejsu „Pogorią” (1983).

  

   Ponad ćwierć wieku temu „Pogoria” wyszła w niezwykły rejs, który wówczas nosił nazwę „szlakiem dawnych cywilizacji”. Była to pierwsza Szkoła pod Żaglami i to pierwsza na świecie, co nam uświadomili dwa lata później Kanadyjczycy tak reklamując swoje (nasze?) przedsięwzięcie.

 

   Niezwykłość rejsu polegała na tym, że wszystkim zainteresowanym wydawał się nieprawdopodobny. Trasa rejsu – do Indii i wokół Afryki, a wcześniej po Morzu Śródziemnym została skrytykowana jako nierealna. Pomysł pomocy ludziom starszym świadczonej przez kandydującą młodzież w ciągu poprzedzającego rejs roku wydawał się chwytem komercyjnym, a perspektywy finansowe były bardziej niż niepewne.

 

   A jednak zdarzył się cud. Ekipa celno paszportowa odprawiająca w Polsce jacht na morze oświadczyła, że posiedzi tego dnia dłużej w oczekiwaniu na brakujący ponton, ponieważ dotarł do nich sygnał, że z Warszawy jedzie już delegacja ministerialna mająca wstrzymać rejs.

   - Następna zmiana już pana nie wypuści – powiedzieli życzliwi celnicy.

 

   Na samych żaglach wyszliśmy z Basenu Prezydenta i to było pierwsze drobne osiągnięcie. W kasie okrętowej nie było pieniędzy, ale w Kielu mieliśmy pierwszy płatny czarter, a w Great Yarmouth pierwszych płatnych gości. Gdy dotarliśmy do Fiumicino nie było gości ani pieniędzy. Nie ustawała jednak szkoła, która była podstawowym warunkiem żeglarskiego skąd inąd przedsięwzięcia.

 

   - Czego wam naprawdę potrzeba – pytał mnie dyskretnie wysłannik Watykanu, który zjechał do Fiumicino z naręczem słodkich prezentów dla młodzieży.

   Odpowiedziałem równie szczerze:

   - Wody, paliwa i pieniędzy.

 

   Wodę dostaliśmy od razu, paliwo następnego dnia załatwiła miejscowa szkoła morska.

 

   Dla młodzieży najważniejszą była perspektywa spotkania z Ojcem Świętym.

 

   Zwiedzaliśmy Rzym i Watykan, chłonęliśmy dziedzictwo kulturowe Wiecznego Miasta. Czekaliśmy na sygnał od księdza Stanisława Dziwisza,. który dał się poznać jako niezwykle bezpośredni i kontaktowy człowiek.

 

   Kolejnego dnia postoju w Fiumicino podjechał przed świtem autokar, żeby zabrać całą załogę. Wchodząc do pałacu  wszyscy byli pod wrażeniem majestatu tego miejsca. Była ciągle wczesna godzina, gdy wypełniliśmy kaplicę papieską. Na klęczniku zatopiona w modlitwie tkwiła postać w bieli –Jana Pawła II.

 

    Chłopcy wytypowani do pełnienia funkcji ministrantów z wrażenia zapominali co mają robić i mówić w czasie trwania mszy. Kiedy zaśpiewaliśmy „Czarną Madonnę” biała postać poruszyła się lekko, może za bardzo fałszowaliśmy. Z innymi piosenkami było lepiej, najwyraźniej protokół i powaga mszy świętej nie zabraniały…

Szkoła pod Żaglami z wizytą u Jana Pawła II

 

   Z uśmiechniętym i serdecznym dla wszystkich Janem Pawłem II spotkaliśmy się nieco później w jednej z sal pałacowych.

   - No to gdzie tak płyniecie? – zagaił wesoło papież

   Z każdym się przywitał, każdemu wręczył różaniec na pamiątkę. Wszyscy byli pod dużym wrażeniem.. Każdy miał coś do powiedzenia, a Jan Paweł cierpliwie słuchał, kiwał głową i dociekał dalszych szczegółów.
Książkowy podarunek

 

 

 

 

 

  Jan Paweł II żegnając nas pobłogosławił i błogosławieństwo to wpisał do księgi pamiątkowej „Pogorii”.

 

   A kiedy wychodziliśmy z audiencji towarzyszący nam ksiądz zatrzymał mnie na chwilę, by dyskretnie wręczyć kopertę z pieniędzmi. Bez pokwitowania, bez komentarza, bez uwag i dyspozycji.

 

 

   Kiedy dopłynęliśmy do Malediwów odpuściliśmy szkołę na dwa tygodnie. Młodzież wyokrętowała na bezludnej wyspie jednego z malediwskich atoli, by spędzać na słońcu i w wodzie zasłużony wypoczynek. I wtedy zdarzył się wypadek. Jeden z uczniów z objawami zapalenia wyrostka robaczkowego wrócił na pokład. Zgarnęliśmy całą resztę załogi z biwaku, ruszyliśmy w stronę stolicy Male wzywając równocześnie pomocy.

 

    Z szybką motorówką ratowniczą spotkaliśmy się mniej więcej w połowie drogi. Marek został zabrany do bardzo skromnego szpitala, gdzie cudem jakimś byli dwaj specjaliści Rosjanie, fachowcy w tych dziedzinach, które były najbardziej potrzebne:: chirurgii miękkiej i anestezjologii.

 

    Marek nie miał zapalenia wyrostka robaczkowego tylko skręt jelit – bardzo rzadką, ale śmiertelnie niebezpieczną dolegliwość. Gdyby nie szybka i fachowa pomoc, Marek nie miał by szans…Odleciał na rekonwalescencje do Polski, a my kontynuowaliśmy rejs „Pogorią” zastanawiając  się  jak dziwnymi drogami kroczy boska opatrzność.

 

                                                                       Krzysztof   Baranowski

 
Ranking stron żeglarskich
 
Polscy samotni żeglarze
lista wg Andego Lepiarczyka
Katastrofa COSTA CONCORDIA
Wjechał na skały celowo czy niechcący?
Wykres biegunowych?
Czytelnik pyta
Twój jacht tonie!
Artykuł w nr.5 "Jachtingu"
Czemu jacht się przechyla?
A czasem nawet tonie!
Dookoła świata? Zaplanuj rejs.
Artykuły w "Jachtingu" 12.09,1-3.10
Non-stop Asi czyli mantryzacja obyczaju II
Komentarz niepotrzebny
Rekordzistki
"Jachting" 10/2009
ABC - Radarowe gry wojenne
nr 11 "Jachtingu"
ABC - Jak oswoić radar
N 10.09 "Jachtingu"
ABC - Mapy elektroniczne codziennego użytku
Jachting 9.2009
ABC - Wyświetlacze
nr.8 "Jachtingu"
ABC - Jak współpracować z satelitami
Co wycisnąć z GPS
W drodze na kotwicowisko
"Jachting" nr.5
ABC - Zanim wyruszysz w morze - jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś
Artykuł z nr 4.09 "Jachtingu"
Szczęście pod żaglami
dla "Zwierciadła"
ABC - Jak słupek rtęci wpływa na trasę rejsu
czyli spoglądaj na barometr
ABC - Blondynka wśród gwiazd
w nr 11/2008 "Jachtingu"
ABC - Gdy zabraknie Ci mapy
narysuj ją sobie sam
"Jachting" 10.2008
ABC - Urok wysp
Artykuł w nr.9.2008 "Jachtingu"
 
Szkoła pod Żaglami
26.08.2009
reaktywacja
 
 
Projekt i wykonanie Simple Frame