Gdyby można było zarobić w Polsce na morskim żeglarstwie,
to mielibyśmy już w Gdyni, Łebie, i gdzie tam się jeszcze da, flotę jachtów czarterowych firm, które stać na takie inwestycje.
Bo naszych firm żeglarskich nie stać na inwestycje. Jak Pan wie za zarobione na polskim jachcie (po naszych cenach) pieniądze można co najwyżej ten jacht utrzymać. A mamy chyba dwie grupy klientów - spragnionych luksusu żeglarzy czarterujących lepsze jachty zachodnie (o ile można mówić o luksusie na seryjnej, jednorazowej Bavarii...), których nie interesuje z oczywistych powodów łódka polska - choćby nie wiem jak dzielna i z jakim wysiłkiem wyposażona,
oraz klientów biedniejszych, których stać tylko na najgorsze
łódki, bo tylko takie dają się utrzymać za te kilkaset złotych za dobę. Należałoby właściwie wymontować z łódki radar, navtex, komputery i inne cuda jak prysznic i ogrzewanie, za zarobione w ten sposób pieniądze jacht pomalować (bo na więcej nie starczy), a następnie puścić taką jednostkę w czartery, aż nie rozpadnie się na kawałki. A później znaleźć kolejny zdezelowany jacht, załatać go szpachlówką i sznurkiem i puścić w czarter - czy inne tanie rejsy. Można też zająć się normalnym biznesem za normalne
pieniądze.
Pozdrawiam serdecznie
Marcin
marcin@solaris-cruises.com