Za najpiękniejsze w świecie uważa się kobietę w tańcu,konia w galopie i żaglowiec pod pełnymi żaglami.Nie bez powodu. I nie bez powodu obrazy kobiet, koni i żaglowców cieszą się nieodmiennym powodzeniem.
Marek Czasnojć, reporter o bystrym oku, jest niewątpliwie znawcą i miłośnikiem żaglowców ( o kobietach i koniach nic nie wiem). Od lat dostarcza nam wzruszeń pokazując to, co wszyscy znamy i lubimy, ale w inny sposób – uwypuklając szczegóły, których nie dostrzegliśmy, zaskakując nas kolorytem nieba czy morza, dokumentując wreszcie statki mniej znane, a jednak równie piękne.
Żaglowiec należy do najbardziej tradycyjnych pojazdów, jakie zna ludzkość. W kolejnych okresach służyły do podróży, odkrywania świata, prowadzenia wojen, przewożenia towarów, wreszcie wypoczynku, szkolenia i turystyki.
Wraz z wiekiem pary jedne pokolenia żaglowców wyszły z użytku, ale wkrótce powstały inne, gdy okazało się , że przy szkoleniu kadr marynarskich nic nie funkcjonuje lepiej niż taki statek szkolny, który w największym stopniu uzależniony jest od sił natury i na którym bliskość morza jest istotą żeglugi.
Takiego statku nie da się przykryć nadbudówkami, daszkami i pokładami. Strzeliste maszty muszą być wystawione na wiatr, gdyż pracujące na nich żagle są rzeczywistym jego motorem.
Szczególnie piękne są te najbardziej tradycyjne- żaglowce rejowe, gdzie płótna rozpięte są na poprzecznych drągach i które obsłużyć trzeba wspinając się wysoko na górę, by żagle przywiązać lub rozwiązać.Nie tylko pięknie wyglądają, ale załodze dostarczają niezapomnianych wrażeń związanych z pracą na wysokości i oglądania własnego pokładu z pozycji ptaka.
W okresie międzywojennym Polska dorobiła się własnego żaglowca rejowego odkupionego od Francji,a wyprodukowanego w Niemczech, który nazwano „Dar Pomorza”.Przez kilkadziesiąt lat służył szkoleniu przyszłych oficerów floty handlowej zanim nie zastąpił go „Dar Młodzieży”.
Jednak pierwszym żaglowcem rejowym zbudowanym w Polsce według oryginalnego polskiego projektu była „Pogoria” konstrukcji Zygmunta Chorenia. Zarówno „Pogoria” doczekała się bliźniaczych lub podobnych jednostek („Iskra II”,”Kaliakra””Oceania”) jak i „Dar Młodzieży” został wielokrotnie powielony („Mir”,”Pallada”.”Nadieżda”,”Chersonez”,”Drużba”).
„Polska szkoła” żaglowców wyraża się również w wielu adaptacjach i przeróbkach. I tak „Atlantis”, którym miałem przyjemność dowodzić w połowie lat osiemdziesiątych został przebudowany przez Polaków w Szczecinie ze starego latarniowca z ujścia Łaby, a holenderski „Swan van Makkum” był wyposażany w Gdańsku. Podobnie duma niemieckiego żeglarstwa, „Alexander von Humbold”, ma ożaglowanie projektowane przez Zygmunta Chorenia, a japoński „Kai Sei” to nic innego jak polski „Zew Morza II” tyle, że ze zmienionym (w Polsce) ożaglowaniem szkunerowym na brygantynę.
Kanadyjczycy po paru latach czarterowania „Pogorii” dla swojej „Szkoły pod Żaglami” zbudowali w Polsce własny żaglowiec „Concordia”, gdzie tylko nazwa jest kanadyjska, bo zarówno projekt Ryszarda Langera, jak i budowa, remonty oraz dowodzenie leży do dziś w rękach polskich żeglarzy.
Tak oto nieoczekiwanie dla nas samych Polska stała się w latach osiemdziesiątych i późniejszych największym na świecie producentem żaglowców i kiedy dziś statki żaglowe spotykają się na imprezach typu Operacja Żagiel duża ich część ma polski rodowód.
W tym albumie żaglowce spotykają się ponownie. Jest to wielka rodzina
 |
| Nowy album Marka Czasnojcia |
bardzo specyficznych statków oglądana przez jednego z jej admiratorów – Marka Czasnojcia.
Nie było jeszcze „Pogorii” ani „Daru Młodzieży” ,kiedy na szkunerze „Zew Morza” płynął na spotkanie żaglowców Operation Sail ’78 w Goeteborgu wraz z młodzieżową załogą Marek Czasnojć. Miał Marek u kapitana, czyli u mnie, wyjątkowe zrozumienie potrzeb fotograficznych. Wbrew ostrożności zazwyczaj obowiązującej kapitanów zwodowałem Marka w pontonie i pozostawiłem na morzu, by wykonał serię zdjęć, która potrzebna jest każdemu armatorowi. Jacht miał wokół niego krążyć,z potem go podjąć z wody. Traf chciał, że w czasie tego ryzykownego manewru wydarzyła się awaria - wokół śruby zaplątała się linka, którą trzeba było odplątać… i Marek pozostał na pontonie dłużej niż się spodziewał.
Gdy rok póżniej, pod innym kapitanem, „Zew Morza” zatonął – pozostała nam tylko taka pamiątka – zdjęcie jachtu pod pełnymi żaglami.
Z fotograficznej pomocy Marka korzystałem jeszcze wielokrotnie.Jego zdjęcie „Pogorii” o zachodzie słońca poszło na plakat promujący „Międzynarodową Szkołę pod Żaglami”, a „Fryderyk Chopin” został „obstrykany” gdy płynęliśmy w regatach żaglowców przez Atlantyk z okazji 500-lecia rejsu Kolumba.
Tam gdzie żaglowce – tam jest Marek Czasnojć. Dziś oddaje Państwu do rąk kolejną galerię tych pięknych statków o uduchowionym napędzie.
W swoim czasie uważano, że nadszedł kres tych anachronicznych pojazdów. Okazało się jednak, że zarówno stare jednostki jak „Kruzensztern” czy „Siedov” są z pietyzmem konserwowane, ale również powstają nowe – dla celów szkolenia i turystyki. Można je spotkać w różnych częściach świata i przy okazji różnych imprez. Tu spotykacie je Państwo zgromadzone w jednym albumie i dostępne dla każdego.
A na którym pokładzie rzeczywiście się spotkamy?
Krzysztof Baranowski
Przygotowuje do druku "Wydawnictwo BOSZ" www.bosz.com.pl
Wydawnictwo BOSZ specjalizuje się w edycji albumów o sztuce, przyrodzie i dziedzictwie kulturowym. Jest zdobywcą wielu nagród i wyróżnień w prestiżowych konkursach książkowych. Albumy Bosza cechuje wysoka jakość edytorska i oryginalny projekt graficzny. W ich powstawaniu biorą udział wybitni twórcy i uznani specjaliści. Wiele książek powstaje przy współpracy z czołowymi placówkami kulturalnymi w Polsce.