Na pokładzie "Zewu Morza" ( jacht pod pełnymi żaglami w zachodzącym słońcu) płynie grupa wychowanków z Domów Dziecka. Tak było naprawdę w roku 1979. A że był na pokładzie operator filmowy nakręciłęm taką oto fikcyjną opowiastkę, że jeden z młodych ludzi występujący jako nawigatorator popełnia szkolny błąd i wprowadza jacht na brzeg...
Chyba w Ustce robiliśmy zdjęcia o zmierzchu "Zewu" wchodzącego na wspomniany brzeg. Kamera stała na falochronie, a jacht poprostu wpływał do portu. Najważniejsze , że był niezwykły efekt spotęgowany strasznym trzaskiem podłożonym przez dźwiękowca.
W owych czasach Bractwa Żelaznej Szekli i rejsów z telewizyjnymi ekipami stosowałem też taki zabieg efekciarski jak hejnał na trąbce przy wchodzeniu do portu i o nie w postaci dźwięku podkładanego później pod film tylko rzeczywistego wysiłku trębacza (Mario Wachowiak), który dąl co sił w piersiach, a po porcie szło zdumiewające echo.
"Nawigatora" nie ma w archiwum TVP, pozostało niezwykłe wspomnienie wśród tych, co słyszeli hejnał i widzieli jak "Zew Morza" wchodzi nocą pod pełnymi żaglami do portu w Ustce.